
Z niezrozumiałych powodów na wolny od pracy dzień
robię wielkie plany.
Mam zamiar pisać zaległe pisma, sprzątać zalegające kurze,
prać leżakujące pranie,
wyprasować to,
co z upływu czasu wypuściło już korzenie.
Budzik nastawiam na szóstą rano,
bo w pierwszym punkcie mojego planu
jest poranna kawa na tarasie.
***
Wstałam tuż przed południem.
Niebo za oknem miało wyraźne ślady udręczenia upałem.
Pies nawet nie drgnął,
koty leżały pokotem na płytkach w przedpokoju.
Kwiaty na tarasie usychając z pragnienia,
wydawały ostatnie tchnienie.
Mleko w lodówce miało termin ważności zaledwie do wczoraj,
a armia owocówek podniosła raban,
gdy tylko zbliżyłam się do pomidorów.
Zniechęcona do dnia od samego południa
postanowiłam zaszaleć i wyjść poza plan
do wanny pełnej cudownej, chłodnej wody.
Wypiłam w niej kawę,
co pozwoliło mi określić wstępną realizację planu na 10 %.
A potem było jak zwykle.
Nie zrobiwszy niczego więcej,
dotrwałam do końca wolnego dnia.
By nie stresować się brakiem 100% realizacji planu,
postanowiłam o nim zapomnieć.
***
Tyle gadam o upływie czasu,
a mam miszcza w jego marnowaniu.
Li.
PS. Wypełzłam z domu na dwie godziny na obiad ze znajomym.
Dziewczyny pojechały do babci,
co tak miałam sama w domu siedzieć.
Fajna knajpka – „ORZO”.
A zdjęcie autorstwa Gusi, po burzy kilka dni temu.
Jest piękne, prawda?
Ma dziewczyna to specjalne oko.

Ojeju, Li, dziękuję bardzo! Jeszcze nie mam pojęcia, jak się to wszystko ułoży, bo jeśli będę w K., to z pewną… misją. :) Ale biorę sobie do serca Twoje zaproszenie i jeśli się uda, z ogromną przyjemnością poznam osobiście Ciebie i Twoją gromadkę. Nie wyłączając octówek! ;)
Zdjęcie świetne.
I zatęskniło się do klimatu Twojego miasta, Li. A tymczasem kto wie, czy mi się wkrótce ono nie przydarzy…
PS W zasadzie mogłabym przyjąć, że sama napisałam te reminiscencje z wolnego dnia, zmieniając co najwyżej kilka szczegółów, jak np. zaległe pisma na zaległe chwasty, a taras (kawowy) na werandę. Nawet usychające i omdlewające krzaczory się zgadzają. I owocówki! ;)
A dasz się zaprosić na zatrzymanie się u mnie? Oferuję sypialnię z łazienką, 4 minuty od Rynku:) Będzie mi bardzo, bardzo miło!!!
Oczywiście z całym Twoim osobodobytkiem:))
Niesamowite zdjęcie, faktycznie dziewczyna ma oko ! Pod resztą Twoich dzisiejszych opowiastek też mogłabym się podpisać. I chociaż rozum mówi mi, że takie spędzenie wolnego dnia z pewnością jest dla mnie lepsze, to poczucie obowiązku i nadgorliwość ciągle biadoli, psiakość.
Dobre słowo-biadoli:)) W punkt:))
Miszczów jest więcej :)
Haha, Elw:)) Witaj kochana!
Pst! Dopisuję się do listy. :)
Kocham Krakow! Zdjecie nadaje sie do jakiejs nagrody
Brakuje na nim jedynie zaćmienia Księżyca :))
Była tak niesamowita ulewa, że woda długo stała na Rynku. I dzięki temu można było zrobić tak piękne zdjęcie:)