Przeczytałam ostatnio bloga, którego już w sieci nie ma,
czyli moją pierwszą „Licencję na bloga”, na Interii.
Rety, ale to były czasy, rok 2005, emocje rozpadu małżeństwa,
kobieta-koń (kto by pomyślał, że to już taka staruszka),
szaleństwa szalonej budowy domu na kamienicy w centrum Krakowa,
podróże i codzienna nieprzewidywalna karuzela.
I przede wszystkim ludzie, których już ze mną nie ma,
jak wiarołomna przyjaciółka,
której romans z Nemo wypłynął po latach
i prawie mnie staranował.
(Przeżyłam, choć szybko nabierałam wody
i cudem nie poszłam na emocjonalne dno).
Ludzie, którzy wtedy byli dla mnie ważni,
a teraz nawet nie są nieważni, po prostu ich nie ma.
„Każda epoka ma swoje własne cele
i zapomina o wczorajszych snach”.
***
Moja Starsza mówi, że za bardzo przywiązuję się do ludzi,
a przecież od ludzi nie należy niczego oczekiwać.
Jak są to są, jak ich nie ma, to nie ma.
Walczę z tym jej poglądem.
bo jeżeli z kimś wiąże mnie przyjaźń,
to zawsze będę oczekiwać tego co daję sama-
lojalności, wierności i nieopuszczalności aż do śmierci.
To wcale nie jest za dużo, to zaledwie ramy związku.
Wypełnieniem jest wspólny śmiech,
spieranie się o wyższość wina nad piwem
i lubienie swoich wad.
***
Smutna prawda jest taka,
że prawdziwą wierność można dostać tylko od psa.
Li.

Czytam, ale nie komentuję :). Pozdrawiam serdecznie.
Agata J.
Aaaa, no tak, pani mecenas 😉
Mam nadzieję, ze molestowanej przeze mnie kobiecie 😁
Ale nie bierz tego tak dosłownie.
No i właśnie tak to jest z molestowaniem, że nie należy brać tego tak dosłownie. Przy czym jest to stanowisko strony molestującej:)
Oj Li….są różne formy molestowanie i bywa naprawdę fajnie. Polecam 😉
A komu jest fajnie?
Dobrze, ze nie jestem obrażalski i nie strzelę focha za tego nicka bez płci 😉 I nie wyśle certyfikatu o byciu facetem. Musisz wierzyć na słowo, a ja Cię będę molestował aż do nr swego. I dostanę dostęp do dawnego bloga 😉
Prawdziwy facet nie molestuje.
Hm, właśnie skonstatowałam, że ja w czasach powstania tamtego bloga nie miałam pojęcia o tej formie komunikacji. :) O ile pamiętam, blogi odkryłam około roku 2009-10, ale to były jakieś mdłe początki i nic z tego nie rozumiałam. Najmocniej wdrożyłam się w tę kwestię, gdy w 2012 r. trafiłam do Gosianki, czyli wtedy Anki Wrocławianki. Wzmianki o Tobie i Twoich perypetiach przewijały się gdzieś na zaprzyjaźnionych blogach i docierały do mnie jedynie jakieś szczątki, których nie umiałam posklejać w całość. Jednak prawdopodobnie trafiłam do Ciebie po przeczytaniu jakiegoś komentarza, a może ploteczek z czasu zbliżonego do tego, o którym wspominasz. A gdy już tu dotarłam, zaczęłam czytać niemal na bieżąco, z małymi przerwami. Potem oczywiście śledziłam historię poszukiwania psa przy autostradzie (?), a następnie adopcję kotka od Gosi.
Ujęła mnie Twoja bezpośredniość, szczerość, odwaga, postrzeganie świata i ludzkich spraw, no i oczywiście sposób, w jaki o tym piszesz. :)
Nie przywiązując się zanadto do surowych lub nieprzychylnych ocen i ploteczek, intuicyjnie i na podstawie Twoich zapisków wzięłam Cię jednak zdecydowanie za dobrą monetę. :)
Ściski, Li!
Ach, i jeszcze coś: zaintrygowała mnie także przewrotna i przemyślna nazwa Twojego bloga. :)
:) Plotki internetowe mają znacznie większą siłę rażenia, bo i ich rozpowszechnianie jest błyskawiczne. Trudniej się też przed nimi bronić, dlatego są takie niszczące i niebezpieczne. Szczęśliwie jednak trafiały też do ludzi, którzy znają mnie osobiście. Mogłam więc liczyć na pomoc w ich unicestwianiu:)) A potem przestało mi już zależeć. Nigdy w życiu nie odstąpiłam od zasady „warto być przyzwoitym”, a nic nie poradzę na brak zrozumienia, a czasem i inteligencji. Dziwiłam się tylko, że jeżeli tak mnie ktoś nie lubił, to po co właził i nabijał statystyki? Mnie by się nie chciało…
Szkoda tylko, że taka obojętność na ludzkie nieprzychylne języki przychodzi z wiekiem:)) Swoje przeżyłam… ale z z drugiej strony to też była nauka.
Miałam na to świetnego Leca:
„Ludzie, zauważyłem, lubią takie myśli, które nie zmuszają do myślenia”.
Dzięki Jola, za dobre słowo. Naprawdę sobie je cenię.
Obie „znamy Józefa” i obie wiemy, co to znaczy:)
I do zobaczenia w Krakowie!
Też bym zerknęła. Zwłaszcza że nęci mnie hasło: „szaleństwa szalonej budowy domu na kamienicy w centrum Krakowa” :)
Tam pisałam o planach, snułam wizje, a prawdziwa budowa zaczęła się już na tym blogu, wejdź na początek, od maja 2009. Dokumentowałam wszystko, byłam jak Samuel Pepys:))
Jestem po rekonansie i powiem krótko: wow! chapeau bas i w ogóle!
A narzekasz, ze nie ma wiernych mężczyzn. Oto jestem. Już tyle lat.
Tamte wpisy były pełne ognia i radości życia.
Ogólnie narzekam na brak wierności, nie twierdzę, że nie ma wiernych mężczyzn, pewnie są. Ale ja ich nie znam:)
Ty jesteś nickiem, a nick nie ma płci :))
Są takie chwile w życiu kobiety, gdy ogień ledwo się żarzy, ale jednak to ciągle ogień. I radość życia też się znajdzie:)
Oj, madrze prawi Twoja Starsza (kiedy ona sie o tym przekonala, skoro my dopiero na …khm, khm, starosc)
Jesli chodzi o wiernosc psa to musze powiedziec,ze tez nie zawsze. No bo czy wiernoscia jest gdy ucieknie w swiat na dwa dni zostawiajac w panicznym strachu i niepewnosci ..
Znalazł się???
A długo będziesz myśleć?😉 Cierpliwość to nie jest moja zaleta a pamiętam, ze dobrze się czytało tamte zapiski.
Ale są bardzo, bardzo osobiste. I wtedy byłam anonimowa. Teraz, kiedy zaszczyca mnie liczne grono hejterów, nie chcę dawać im pożywki, choć lubię nakarmić głodnego;-) Zastanowię się jak to zrobić i na pewno o tym napiszę. Jestem pełna podziwu, że tak przy mnie trwasz. Może to zalążek nowej kategorii w sferze wierności: wierny blogoczytacz? :))
Proszę o wyrzucenie jednego z komentarzy. Myślałem, ze poszedł w wirtualną przestrzeń i napisałem drugi raz. Przepraszam.
Wpadłeś do moderacji:) Mam takie ustawienie, że jak ktoś po raz pierwszy u mnie komentuje, to muszę zatwierdzić pierwszy komentarz. Potem już zatwierdza sie automatycznie.
Dzień dobry
A czy można jeszcze w jakiś sposób poczytać dawnego bloga? Czytałem jakiś czas temu i chętnie bym do niego wrócił.
Interia zamknęła platformę blogową, ale mam go skopiowanego. Ja wymyślę sposób udostępnienia, to czemu nie? :)
i kota też 😀 pozdrawiam serdecznie
Jako służba czterech kotów i psa, stawiam jednak wyżej wierność psią:) Jest bezwarunkowa, a koty jednak zawsze wietrzą jakiś swój interesik:) Cieszę się, że Cię widzę Jadwigo:)
No wiedziałam kiedy tu zaglądnąć. E… czyli jestem jednak wierna… wiernie zaglądam. Buziaki. Cudnie Cię czytac❤️
:)) Wierność nicka rzecz bezcenna:)) ściskam!!