

W nocy od strony ogrodu jest tajemniczo i trochę bajkowo.
Kiedyś, w naszych pierwszych kancelaryjnych
dniach w tym miejscu,
zostałam już sama, coś tam jeszcze sobie dłubałam,
kręciłam się, układałam,
nagle zobaczyłam za oknem jakąś wielką, ciemną postać.
Serce stanęło mi w gardle, strach natychmiast spętał zdrowy rozsądek,
zanim skonstatowałam, że to swoje odbicie widzę w szybie,
minęło kilka straszliwych chwil.
W dodatku miałam w ręce długi nóż, którym rozcinałam paczki…
***
Po 12 godzinach wyczołguję się z pracy w ciemną noc.
Idę na pożegnalną kolację- Starsza jutro wraca do Anglii.
Trzy tygodnie minęły tak szybko!
Zamówimy butelkę wina i jutro będzie futro,
płacz i rozpacz.
Oczywiście, że to tylko ja będę szlochać,
to jest silniejsze ode mnie,
absolutny brak opanowania.
Li.

Mam jedną Jedyną, już po studiach, niby dorosłą :)) ale niepokój o nią wcale nie zmalał i chociaż dzieci nie wychowuje się dla siebie to nie wiem jak to będzie ze mną gdy wyruszy w swoją stronę a będzie to daleko.
Zdjęcia w Krakowie to pewne wyzwanie – ciekawe i odświeżające, plus Twój niebanalny opis jakim nas karmisz i napawasz. Stare miasta mają w sobie tajemniczość i dziwną nostalgię, którą można złapać na zdjęciach w bramach, zaułkach, podczas spaceru bocznymi uliczkami etc. Dzięki Li za pokazanie fragmentów tego miasta oczami dnia i nocy…pozdrawiam Ciebie i Kraków (kiedyś bym napisała… ‚mój Kraków’ ) ale to dawno już było…kiedy to się z Bohemą tańczyło na Rynku i siadało się pod Adasiem i na Adasiu nikt nie ścigał nikogo, że „wlazł” na pomnik!!!;)….o czasy nastali…ech!
Obie wersje mnie powalają z zachwytu…Ja bym tam nigdy z Krakowa nie wyjeżdżała:):) ( oczywiście mam na myśli Kraków w obrębie Starego Miasta:) )
Oj, trochę tam sobie pochlip, Li. W końcu jedną wadę możesz mieć…
PS Wolę wersję dzienną, gdyż w nocy wszystkie koty są czarne. A kadr bez kotów się nie liczy, nawet z takim ładnym sklepieniem. I długim nożem. ;)
Jaja sobie robisz z tą jedną wadą?
Bo raczej jedną to mam zaletę:D
Liczba moich wad nieustająco rośnie:D