W komentarzu pod poprzednią notką przeczytałam,
że jestem zbyt zajęta, by mieć zwierzęta.
Nie przejęłam się rzecz jasna tym kategorycznym stwierdzeniem,
bo jednak -mimo najwidoczniej stworzonych przez bloga pozorów-
mam poczucie odpowiedzialności.
A może jednak?
Bo jest tak:
Psa wzięłam ze schroniska, ot, zwyczajny kundel,
każdego z czterech kotów z jakiejś strasznej kociej bidy.
Kara uwielbia chodzić ze mną do pracy.
Koty zasadniczo są mało wymagające,
bo ileż czasu trzeba poświęcić na
wyczyszczenie kuwety dwa razy dziennie (ideał),
podanie do stołu trzy razy dziennie (minimum),
pieszczoty i głaskanie co najmniej godzinę dziennie,
z tym że dla Bobcia zawsze razy dwa,
szczotkowanie raz w tygodniu (ideał),
wizyty u weta raz w miesiącu (norma), itp., itd.
Rzeczywiście osoby takie jak ja nie powinny mieć zwierząt.
Pies powinien zostać w schroniskowym boksie,
oooo jak bardzo nie byłoby problemu.
Sasza powinna zostać w miocie z martwą matką,
też już byłaby martwa, nie byłoby problemu.
Szary na wieki powinien zostać w pudle omotanym sznurkiem,
w lesie koło Swoszowic, nie byłoby problemu.
Bobcio mógł spokojnie bytować na zaniedbanych działkach,
z jego problemami z dziąsłami i zębami mógłby nauczyć się jeść trawę,
pewnie już by nie żył, nie byłoby problemu.
Boluś, mój ukochany Boluś na swoje (nie)szczęście
został znaleziony przez Gosię,
wyrzucony jak śmieć, był na krawędzi życia i śmierci.
Po co go znalazła? Po co ratowała?
Mógłby już nie żyć, nie byłoby problemu.
Mam piątkę zwierzaków, które w moim domu są królami życia.
Śpią gdzie chcą, mają 150 metrów do codziennego obejścia,
mają 25- metrowy taras, okupują go do późnej jesieni.
Są kochane,karmione, pieszczone,
mają wybaczone wszelkie szkody i tony sierści.
Wybaczam nawet jakieś siki po złości (celuje w tym głównie Szary).
Gdy przychodzę do domu to cała piątka
wita mnie przy drzwiach z podniesionymi ogonkami,
gruchają, mruczą, patrzą z miłością, ocierają się,
śpią na mnie, wtulają się, ufają.
No i z tego że czasem mnie nie ma w domu cały dzień?
Mają siebie!
Mają dom, ciepło, mięciutko, miski pełne, czasem zapolują na muchę,
zawsze na ćmy, rozniosą dla draki każdy bukiet żywych kwiatów,
żwirek znajduję w najodleglejszych kątach,
to są szczęśliwe koty i szczęśliwy pies.
Li.

*chciałoby się być..
Bez pazurów, to kot marzenie (och, to uczucie wbijanych pazurów podczas pieszczotowej ekstazy :)
nie tylko powinnaś ..ale musisz…..chciałaby byś twoim kotem bez pazurów i tyle…..
Omg!!! Na tych zdjeciach od Gosi widac, ze Sledzio juz od malego wystawial ten jezyczek
I tego się trzymaj. Ludziom nigdy nie dogodzisz, ważne że Ty i twój zwierzyniec jesteście ze sobą szczęśliwi :)
I to jak bardzo szczęśliwi, te stworzenia to nasza rodzina:)
achacha jasne i lepiej żeby INNI (schroniska, bidule,seniorzy karmiący koty i stawiający budki, gminy…) za nas to załatwiali i kochali za pieniądze oczywiście…ech.
Zawsze są jacyś mityczni INNI, którzy niby ściągają ciężar odpowiedzialności i oszukują sumienie:)
Tak!
Ach, tylu gupkuf chodzi po tym świecie
I frustratów
Jedni leczą się u szarlatanów, inni wierzą w płąską ziemie a jeszcze inni głosują na PiS, nie da się z nimi dyskutowac żadnymi argumentami logicznymi
Jak to mówi klasyk – róbmy swoje:)
No to robię:))
wiem:)))
No,to jestem spokojna ;)
Tak,powinnaś mieć zwierzęta😀
Ale całkiem serio,przydałby się ktoś zaglądający do zwierzaczków,piszę to z własnego doświadczenia-pogłaskać,dosypać jedzenia,zaświecić światło wieczorem…
(mój kot np boi się ciemności),zwłaszcza że planujesz wyjazdy
Joanna, przecież ja nie zostawiam ich na pastwę losu! Kara z reguły jeździ z nami, albo gdy jest to zbyt dla niej męczące, zostaje u mojej byłej teściowej. Kocha tam być. Koty albo zostają pod codziennym nadzorem kogoś kto przychodzi, karmi i głaszcze, albo wprowadza się do nas koleżanka Karolci. A ja przecież rzadko znikam na cały dzień, często pracuję w domu, nie mam pracy od do i na etacie:) Gdy wychodzę wieczorem, to światło zawsze im zostawiam:)
To nie wiedziałaś Li, ze lepiej jest psu w schronisku cała dobę niż 10 godzin samemu w domu? W schronisku to na innych popatrzy i raz w tygodniu wolontariusz na spacer wyprowadzi, nie to co u Ciebie. W 9 godzinie samotności trzeba lać na tarasie 😉
Lać jak lać:))
Mam wielki szacunek i podziw dla ludzi, którzy troszczą się o zwierzęta!
mam berneńczyka który jak zresztą wszystkie berneńczyki nie potrafi żyć bez człowieka i jego miłości. Astor jest głaskany, pieszczony i kochany przez naszą trójkę. Codziennie rano zachowuje się tak jakby nie widział nas lata całe a to zaledwie kilka godzin snu. Czeka na nas jak wracamy do domu i koniecznie chce pomagać i nosić zakupy – zresztą nosi. Uwielbiamy go i przyzwyczailiśmy się do kłębów sierści wszędzie , nawet w lodówce i nie wynika to z naszego bałaganiarstwa. Ludzie którzy kochają i opiekują się zwięrzętami są po dwakroć ludźmy. Monika jesteś wspaniała i na pewno nie przejmujesz się takimi komentarzami. Pozdrawiam z Wrocławia
Nie przejmuję się, tylko pojąć nie mogę:))
Byłam w tym magicznym domu i zaprawdę powiadam Wam niedowiarkowie płci każdej – fajnie być kotem u Li, fajnie być psem u Li, ba – powiem wiecej- fajnie być u Li. Czymkolwiek.
Kasia, no dałaś czadu:)))
Hahaha, zwalczał konkurencję wszelkimi sposobami :))
I jak ładnie udało Ci się stworzyć domniemanie, że ze sobą sypiamy :))))
Jakie domniemanie? Przecież w moim wieku to ja mogę sobie tylko pomarzyć jeśli nie zapomnę.
Szarego to ja kiedyś dorwę za to guano na moich spodniach porzuconych przy Twoim łóżku.
Myślę,że te Pani zwierzęta mają niezwykłe szczęście,że trafiły pod Pani dach. A ludzie…cóż zawsze łatwo oceniają, szczególnie wirtualnie.
To ja mam szczęście, że mam takie kochane stworzenia.