Żałuję, że przestałam regularnie pisać.
W moich wspomnieniach robi się coraz ciemniej, umykają mi wydarzenia,
(nie)codzienności, impulsy, pulsy i spotkania,
nagłe chichoty losu, czasem ironiczne, czasem tragikomiczne,
ale zawsze dające okazję do podskoku powyżej codziennej rutyny.
Dzień za dniem rzeźbi moje własne koryto strumienia życia,
czuję (samo)deficyt wody, moje źródło zaczyna coraz wolniej bić.
Nie, jeszcze nie umieram, ale już wiem, że umrę.
W wieku trzydziestu lat o tym nie myślałam.
W wieku czterdziestu lat miałam swoje pięć minut szaleństwa.
Teraz w latach pięćdziesiątych mojego życia nie mam wielu rzeczy,
których niegdyś pragnęłam, ale nie mam poczucia ich braku.
Czasem tylko poparzy mnie swym dotykiem
jakaś nagła tęsknota z przeszłości.
(Prawdziwa tęsknota jest gorąca, gdy stygnie, to znika).
Sama przed sobą próbowałam dociec dlaczego porzuciłam swoją Li,
samą siebie, mnie od środka, porządkową moich myśli,
pamiętnikarkę mojego życia,
wojowniczkę w ostatecznie nieważnych internetowych wojenkach,
inicjatorkę wydarzeń, przekaźnika własnych tajemnic,
powierniczkę braku snu,
pilnowaczkę wiecznej dziury w sercu,
szczęśliwą, nieszczęśliwą, zranioną, uleczoną, bezczelną,
miłą, niemiłą, ech…
Czuję, że muszę wrócić, bo ja bez Li jestem uboższa.
Li to ja.
A co na to Lec?
Przeszłość trzeba ciągle ewokować, przyszłość sama przychodzi.
Li.

Fantastycznie ze wrocilas!
No chyba nie za mąż?:) Jak u Osieckiej?)
Na nikogo w życiu tak wiernie nie czekałam 9nie tracąc nadziei!), jak na Ciebie! Nareszcie!
:) wyszłam na chwilę:)
Mila niespodzianka , choc slowa troche smutne. Lata pięćdziesiąte i dalsze sa tez radosne nie trzeba sie ich bać.
Och, jak miło, trzymam kciuki za powrót. Żal tych nieutrwalonych ulotności.
Pozdrawiam :)
Kawal czasu, Li – milo Cie znowu czytac
Moj zakatek blogosfery jest ubozszy bez Twoich wpisow :-(
Pisz, prosze <3
Kawał czasu, Red- ściskam mocno!
Zajrzałam dziś na Twojego bloga a tu taka niespodzianka
Cieszę się że wróciłaś
Pozdrawiam serdecznie
Hej, hej:))) Cieszę się, że Cie widzę!!