…. bezsenność. Powspominam więc to, czego nie opisałam.
4 listopada 2023 roku skończyłam 56 lat. I to jest straszne. Oswajam się z nieuchronnym, obym nie skończyła jak moja mama. Postanowiłam zaklinać los i nie celebrować urodzin, tylko wyjeżdżać pod inne niebo. W 2022 roku udawałam, że nie mam urodzin na Madagaskarze, w tym roku nie świętowałam ich w poobijanym busie na czerwonej afrykańskiej drodze z Gambii przez Senegal do Gwinei Bissau. Notabene na Madagaskarze spotkała mnie śmieszna historia! Poznała mnie dawna czytelniczka bloga, jeszcze z czasów Chustki, mieszkająca w Szwecji (ściskam Cię Jagoda!), a moment w którym podpłynęła do mnie w wodzie i zapytała, czy to ja jestem Li- bezcenny. A potem była świadkiem, gdy o mało nie wywołałam lokalnej wojny uwalniając z niewoli przywiązanego krótkim sznurkiem lemura. Wrzeszczałam tak, że przyniesiono mi nóż i chwila, gdy to nieszczęsne zwierzę pobiegło w stronę lasu była piękna! Obiecuję sobie opisać te przeżycia, wrzucę trochę zdjęć, bo moja pocovidowa pamięć naprawdę mnie zawodzi. Łaknę przygód i miałam przygody! W Gwinei Bissau przeżyłam kilka historii , w których pokonałam własne ograniczenia, bo nigdy nie uwierzyłabym, że to w Afryce wsiądę pierwszy raz w życiu na motor i pojadę nim brzegiem oceanu podczas odpływu na Wyspach Bijagos. Nigdy też nie uwierzyłabym, że nęcona wizją zobaczenia hipopotamów w naturze wejdę w bagno po kolana, będę w nim brnąć starając nie zauważać pijawek, węży i tego wszystkiego co w takiej czarnej otchłani tylko czyhało na moje gołe łydki. A czy uwierzyłabym, że skoczę z łodzi do wody, gdzie do dna były straszne dwa metry?
Nie mogę spać, dochodzi czwarta rano. Wróciłam przed chwilą do domu po wykonaniu pewnej misji, mogę się do niej przyznać tylko w otchłani internetu, gdy późną nocą niczym Kuba-Rozpruwacz, wychodzę z domu, owinięta szalem i w czapce z daszkiem i modląc się, by nikt mnie nie zobaczył, idę do auta, wyciągam z bagażnika 5 kg pszenicy ( a mam jej tam dwa wielkie wory, na oko 100 kilo) i rozsypuję ją w tajemnym miejscu, którego nie zdradzę, karmiąc gołębie, których osobiście nie znoszę, ale których jest mi w zimie tak bardzo żal. Na cały miesiąc zamieniam się w gołębiarę, Ale co zrobić- obiecałam D. że będę to robić, podczas jej miesięcznej nieobecności. Ona robi to codziennie, przez cały rok. I one czekają, to w tym wszystkim jest najgorsze. Codziennie czekają. Nie da się nie przyjść.
Ot, takie zwyczajne życie.
Li

Li, jak dawno Cię nie odwiedzałam. Nie traciłaś nic ze swojej Mocy pisania. Bardzo TĘSKNIŁAM za poskładanymi przez ciebie słowami.
czarnawiewiorka
Ej, bądź, co? Fajnie z Tobą
Jesteś! Nie znikaj już :)
Jak dobrze, że wróciłaś, wysyłam do Ciebie dobre myśli i morze serdeczności.
Pozdrowienia od Hawajskiej 😉
Oj, Cieszę się bardzo z Twoich wpisów Li, kolorowy ptaku!
Ania
Li! Nareszcie:) Zaglądam codziennie nie mogłam od razu skomentować, bo na telefonie miałam z tym jakiś problem: Gołębie.! no,przecież nie zostawisz głodnego stworzenia:)
A myślałam ostatnio, czy przetrwała Twoja oliwka? Basia
Wyczekałam :))
Każda Twoja wiadomość jest jak kubek wyczekiwanej kawy z rana:)
Cieszę się,że wróciłaś:}
Życie składa się z takich jasnych/czytanie dobrych tekstów/ i mrocznych/nocne karmienia/chwil.
Pozdrawiam
Joanna