…i tu będzie moja sypialnia!

Dziś tłukłam z Achillusem zwroty z umowy notarialnej, zaczynam się stresować. Za tydzień będę już w Kalabrii!
Ale dla przyjemności i pewna tego, że uda mi się przekonać notariusza, że mówię po włosku (Capisco il testo dell’atto) kupiłam już bilety na luty dla siebie i Karolci, będzie się działo! Dziewczyny jeszcze nie były w Kalabrii. Mam nadzieję, że nasza wspólna pula genowa pozwoli im zakochać się w tym miejscu tak jak mnie! Że mi pomogą z urządzaniem, szukaniem, malowaniem balustrad, planowaniem- tym wszystkim co smakuje i daje mnóstwo satysfakcji! Nie mogę się tego doczekać. Kupuję ten dom też dla nich.
Notariusz mnie zapyta: Lo stato di fatto corrisponde alla planimetria catastale? (Czy stan domu koresponduje ze stanem z księgi wieczystej?). No i co tu powiedzieć, jak się nie widziało…:D
Wiecie co? Może i idę w stronę starości, ale ciągle cieszy mnie fakt, że nie straciłam żyłki do hazardu i fantazji, ot co! W gruncie rzeczy kupuję kota w worku, ale przeczuwam, że ma piękne futro! No i co mam do stracenia? Pieniądze? Nie stracę, taki dom zawsze dobrze sprzedam. Złudzenia? Przekuwam je w pragnienia! Rozczarowanie? Jestem w tym mistrzynią i ciągle trafiają mi się nowe okazje do kolejnych rozczarowań, umiem z tym żyć. Sensem jest ciągle szukać, eksplorować, zdobywać, cieszyć się. Nic nie tracę, a mogę tak wiele zyskać! A ile będę mieć przygód, wrażeń, dyskusji z Antonio-mistrzem budowlanym! Przy moim poziomie włoskiego i dialekcie kalabryjskim Antonio może być wesoło! No i codzienne rozmowy telefoniczne z moimi przyjaciółkami, kto co, która, kiedy… nasze domy są w promieniu kilkuset metrów od siebie, magiczny trójkąt, tre sorelle.
Li.

Całe szczęście, że nie straciłaś tej żyłki do hazardu😀zapowiada się najciekawsza z Twoich histtorii!😍( i niech życie napisze piękny scenariusz!)