wszystko co miałam do powiedzenia, nie nadawało się do powiedzenia bez soczystych przekleństw.
Ale jak wiadomo- ja milczeć nie potrafię, więc oto raporcik z ostatniego weekendu:
Wróciłam we wtorek w nocy i jutro znowu lecę do Kalabrii, to jak podróż tramwajem z Bieżanowa do Nowej Huty.
Sytuacja jest niezwykle dynamiczna i ściśle jest związana z nielegalnym tarasem moich sąsiadów.
Fakt jest taki (o czym nie wiedziałam wcześniej): dopóki ten taraso-basen istnieje, to będę zalewana. Poprzedni właściciele byli podobno bezsilni. Ale ja nie wiem co to jest bezsilność. W takiej sytuacji wychodzi ze mnie skorpion i nie daje się zabić, choć najpierw musiałam sobie solidnie popłakać, naprawdę solidnie, byłam wściekła i rozżalona. Dałam się nabrać na białe ściany.
Jednak:
Nie pozwolę nikomu niszczyć mojego domu, jest już tak pięknie posprzątany, projekt łazienki zrobiony, materiały do niej zamówione! I nawet trzymałam się budżetu, znalazłam cudne płytki za 28 euro za metr kwadratowy. Kto wie, ten wie, jak trudno w krainie pięknych płytek nie ulec pokusie!
Rozwiązanie, na które wpadł Agazio jest niezwykle perfidne w swojej prostocie. Otóż zaproponował skłóconym spadkobiercom, by sprzedali mi swoją ruinę za 5 (pięć, tak pięć) euro, jako rekompensatę za zalewanie. W przeciwnym wypadku pozwę każdego z nich osobno, zażądam odszkodowania, a poniesione przez nich koszty przewyższą wartość domu.
Generalnie postraszył mną jak dżumą.
Poszli na to, warunkiem z ich strony jest poniesienie przeze mnie opłat notarialnych, wraz z podatkiem (nie więcej niż 2500 euro). Poniosę je z przyjemnością.
W związku z powyższym niedługo kupuję za 5 euro (chcę zbić cenę do 1! Nie ma co przepłacać!) sąsiadujący ze mną dom. Jeszcze nie mam pojęcia co z nim pocznę, ale biorąc pod uwagę moje szczęście, los na pewno coś dla mnie wymyśli. Takiego scenariusza nie przewidziałam w najbardziej przygodowych snach. Plusem jest to, że spokojnie zabezpieczę swój dom. Minusem, że jest to niezamieszkała od kilku lat ruina. Ale ma zdrowe ściany, zdrowe stropy, jest dwa razy mniejsza niż mia casa, może ją trochę podremontuję, w międzyczasie dołączę do swojego pierwszego domu ten sporny kawałek dachu, no i… wystawię na sprzedaż. Będzie się działo! (Jak zwykle).
A jakby tego było mało, poznałam przemiłą kobietę, która… koniecznie chce mi sprzedać swój dom- oszalałam, gdy go zobaczyłam- zadbany, z czterema tarasami, z nowymi oknami, bardzo włoski, klimatyczny, są z niego takie widoki… i jest w moim zasięgu finansowym.



Jak żyć, pytam, jak żyć?
Bo ten widok, te drzwi i ten ganeczek mnie powaliły. Mamma mia!


Aaaaaaaaaaa!!!!!!!!
Li
Opublikował/a Li 




