Po dwudziestu latach

zmieniłam tło nagłówka. Drażniła mnie ta butelka wina. Jestem bowiem zajadłym wrogiem alkoholu. Komplikuje mi to życie towarzyskie, bo nie jestem w stanie akceptować pijanych osobników w mojej obecności i daję temu wyraz, w związku z czym zaczęłam uchodzić za wariatkę, ale dobrze mi z tym. Jestem absolutnie przerażona ilością otaczających mnie alkoholików. Widzę codziennie niszczone związki, dzieci, całe rodziny, bo ktoś przepija swoje życie. Oglądam koleżanki maskujące opuchliznę i papierową cerę. Pytam, dlaczego piją? Każdy odpowiada, że lubi, że się luzuje. Że pije dobre wina, nie pije syfu, że pije tylko w weekendy, że robi sobie Dry January i wtedy wytrzymuje bez alko, czyli nie jest uzależniony. Nikt mi nie odpowie, że już musi pić, bo bez alkoholu nie jest w stanie żyć. A przecież dla organizmu nie ma znaczenia, czy wlewa się w niego wódkę, czy wino, etanol to etanol. Mąż mojej bliskiej przyjaciółki umiera na raka, jest najlepszym dowodem na to, że nie da się bezkarnie pić i palić, że prędzej czy później organizm złoży broń. Tak, znam opowieści o długowiecznych alkoholikach, wyjątek tworzy regułę, osobiście takich znam, wegetują pomiędzy jedną butelką a drugą, tworząc pozory, bo nikt tak jak inteligentny alkoholik nie potrafi kreować rzeczywistości i tworzyć pozorów. Ale co to za życie?

W Kalabrii mam problem, bo jestem ciągle zapraszana na obiady, na kolacje, zawsze jest podane wino, moczę w nim usta, bo jeszcze nie potrafię powiedzieć po włosku, jakie są moje przekonania, a Achillus powiedział, że mnie koniecznych do tego słówek nie nauczy, bo nie przetrwam tam bez wina. Nauczę się sama.

I dość mam odpowiadania na pytanie, czy mam problem z alkoholem. Nie mam problemu, bo nie piję, problem ma ten kto pije i mnie o to pyta. Słucham podcastów z Robertem Rutkowskim, jest cholernie radykalny, ale ja się z nim zgadzam. Mój radykalizm rośnie z wiekiem, bo chcę być długo sprawna i zdrowa. Nigdy nie byłam w stanie wypić dużo, byłam tania w utrzymaniu, padałam po dwóch lampkach wina, miałam w dodatku słowotok, co w przypadku tak dużo gadającej osoby jak ja, musiało być nieznośne dla otoczenia. Teraz już nie jestem w stanie wypić kilku łyków, czuję się po nich pijana, zatruwam się, wizualizuję mój walczący z alko organizm, moje umierające komórki mózgowe, moje kochane ciało od środka i… nie piję.

Dlatego od długiego czasu drażniła mnie butelka w nagłówku bloga, teraz jest widok z mojego włoskiego tarasu.

Życzę Wam spokoju, miłego błogostanu, czasu dla siebie, nie popadania w świąteczne szaleństwo, spacerów, słońca, zapachu wiosny, zrobienia czegoś miłego dla siebie (maseczka na twarz i świat jest nasz!)

Li

5 Responses to Po dwudziestu latach

  1. Nieznane's awatar Anonim pisze:

    Widok sliczny. Co do picia alkoholu – kazdy podejmuje wlasne decyzje, naduzywanie i jego skutki to osobna historia…. konsekwencje sa zerowe czy w przemocy domowej czy jezdzie pod wplywem i tak alkohol sie leje. Nie pamietam ile razy tu w UK slyszalam ze jak z Polski to pewnie pije wodke 🤷‍♀️ Wloskie wino to killer, za studenckich czasow na wyjezdzie wszyscy umierali bo kaca mieli, ja z kol pilysmy Grappe i z samego rana na basen plywac latalysmy kiedy inni do poludnia w lozkach. Ech… to byly szalone czasy, nawet wloskiego chlopca mialam przez trzy lata- tyle ze byl blondyn i mial niebieskie oczy😂 potem mnie rzucil dla innej Polki … ale wspomnienia sa. I tak w zyciu raz na wozie raz pod byle do przodu. Jak to w piosence”A po nocy przychodzi dzien a po burzy spokoj” Snieg u Ciebie stopnieje i znowu zaswieci slonce, i wtedy wloskie espresso bedziesz mogla pic na tarasie swojego domu w przez sidbie wybranym towarzystwie 👍 Justi

  2. Nieznane's awatar Anonim pisze:

    Edukacja na temat szkodliwości alkoholu powinna być priorytetem w tym kraju.Ludzie nadal powielają mity o „bezpiecznej dawce” i o korzyściach wynikających z „umiarkowanego” picia.Dla mnie chore jest tłumaczenie się z abstynencji,powinno być na odwrót. Niektorzy ludzie są przekonani o wyjatkowosci swojego picia – tylko markowe wina czy inne „luksusowe”trunki.. i oczywiscie anegdotyczne „wino do obiadu”:)))

    Dobrego czasu Ci zyczę !

  3. Nieznane's awatar Anonim pisze:

    Zabawne,ale jeszcze kilka lat temu kardiolodzy zachwalali wpływ alko/czerwone wino/na uklad sercowo-naczyniowy.Obecnie cisza na ten temat,natomiast podkreślane jest pozytywne działanie kawy.Trochę się boję,bo od kawy to jestem uzależniona:)

    Pozdrawiam serdecznie

    Joanna

  4. Nieznane's awatar Anonim pisze:

    Jak dobrze przeczytać, że nie jestem sama wrogiem jakiegokolwiek alkoholu. Zgadzam się z Rutkowskim, ten problem można ogarnąć tylko radykalnie. Nie da się nie być alkoholikiem tylko czasami. Brakuje edukacji, a tradycje picia przy każdej okazji są u nas mocno zakorzenione.

    Życzę Ci spokoju i pięknej pogody!

  5. Nieznane's awatar Anonim pisze:

    Mam tak samo z alkoholem, z faktami Rutkowskiego nie da się dyskutować i również wizja zatruwania się w imię nie wiadomo nawet czego, skutecznie zniechęca do procentów. Dziękuję i dla Ciebie odpoczynku moja droga!

Dodaj komentarz