Rozmawiałam dziś

z Gusią o moich niepokojach, zresztą obie boimy się dzisiejszej nocy, tego co zrobi niezrównoważony psychicznie, zdemenciały, narcystyczny Trump i jego jeszcze głupsi akolici. Te lęki podsycane przez bagno informacyjne wykańczają nas, jadą po naszych emocjach, wrażliwości i potęgują coraz większe rozczarowanie wpajaną w nas wiarą we wspaniałość USA, niezłomność, honor i „stanie na straży pokoju na świecie”. Do cholery jasnej, nie mogę się z tym wszystkim pogodzić. Nieistotne jest nawet to, ile na tej kolejnej wojnie traci taki ludzki pył jak ja, ile teraz warte są moje aktywa, ile kosztuje mnie paliwo, ile lotów zostanie mi odwołanych, bo i tak jestem w komfortowej (jeszcze) sytuacji, że nie spadają na mnie bomby i rakiety. Nie mogę pojąć jak po doświadczeniach wojen XX wieku, można wywoływać kolejne. Bo można?

Tak bardzo tęsknię za moim miasteczkiem, tam naprawdę czas płynie inaczej, nie sięgam tam do internetu, nie szukam informacji. Tylko chłonę spokój, ciszę, atmosferę, idę przed siebie, wracam do siebie, będę tam za osiem dni, trzymam się kurczowo tej myśli, szkoda że żadna z moich dziewczyn nie może polecieć razem ze mną, ale cieszy mnie, że one też tego żałują i też tęsknią! Moja krew! Może i zdolności organizacyjno-punktualne odziedziczyły po ojcu, ale miłość do świata i kochanie swoich małych światków na pewno mają po mnie.

Dostałam aż pięć smsów z włoskimi życzeniami świątecznymi! Aż pięć osób w moim miasteczku o mnie pomyślało i napisało mi personalne życzenia. To jest takie miłe i ciepłe, zdobyć życzliwość pięciu osób przez trzy miesiące to dobra prognoza na moje dalsze zapuszczanie włoskich korzeni.

Przestało lać. Codziennie dostaję zdjęcia błękitnego nieba. Kalabrio, niedługo przybywam, nie zawiedź mnie, potrzebuję ukojenia i przytulenia. Najmocniej jak się da!

I żeby było i sacrum i profanum, to Was zapytam: czy ktokolwiek wie, czy w bagażu podręcznym przewiozę coś co nazywa się wyłącznik zasilania ujemnego w samochodzie, czy jakoś tak, dla kolegi pytam:)

Wygląda tak. Przepuszczą mnie z tym?

Li

One Response to Rozmawiałam dziś

  1. bluuu's awatar bluuu pisze:

    Odnośnie do pomarańczowego psychola, to jakby co, wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Nie ma równych i równiejszych, gdy światem zarządza mentalny 12-latek…
    Wg SI można natomiast przewozić to ustrojstwo, o ile jest zabezpieczone oraz nie posiada w sobie baterii litowej.
    (zawsze też można nadać inPostem i odebrać w dowolnym miejscu w słonecznej Italii. Mój brat ma ten patent, gdy wysyła całe kartony z ulubionymi wiktuałami do wakacyjnej hacjendy gdzieś na zadupiu pod Alicante).

Dodaj komentarz