bo byłam tak pełna wszystkiego, że pierwszy raz nie byłam w stanie przelać tego na papier, tylko się zakorkowałam. Serio, byłam zakorkowana. I tylko dopychałam nowe informacje, fakty, pomysły, a potem wszystko skamieniało i musiałam sięgnąć po młot pneumatyczny, by to rozwalić i nareszcie napisać co się działo. Dla Was i ku własnej pamięci.
Nadrabiam więc, gnąc się w przeprosinach na wszystkie strony, bo rzeczywiście- rozpieściłam i porzuciłam. Ale myślałam, ciągle myślałam, że muszę coś napisać, jednak nie byłam w stanie zebrać myśli. Praca, Mama, loty tam i z powrotem, lekcje włoskiego, kilkadziesiąt smsów dziennie od Antonio, od Agazio, od Riny, od Elli, ustalanie na odległość, walka z „piano, piano” i odwiecznym „domani”, planowanie, szukanie, kupowanie, oddawanie, zmiany koncepcji… ech… jak ja to wytrzymałam? Wczoraj nareszcie zaczął się remont, ale o tym później!
Ad rem: od czasu ostatniej notki o urodzinach Gusi byłam we Włoszech dwa razy, za tydzień lecę trzeci raz.
Sprzedałam pierwszy dom, poszedł w cudowne ręce, nie mogłam wymarzyć sobie dla niego lepszej właścicielki. Mam do niego emocjonalny stosunek, kocham te podłogi, widok z okna, odrapaną Madonnę… a nade wszystko kocham go za to, że był iskrą, dzięki której mam swój wymarzony drugi dom i zaczęłam moją wspaniałą włoską przygodę, moje marzenie jest faktem, moje fantazjowanie o domu na południu Europy niespodziewanie dla mnie samej stało się rzeczywistością, a ja jestem bardziej włoska niż przeciętna Włoszka.
A do tego moja Karolcia zaręczyła się z Luke na klifach Kornwalii:) I jak to u nas bywa(genu nie wydłubiesz) zrobiła się z tego niezła komedia.
cdn nastapi, jeszcze dziś!
Li
czekam! czuję, że to bardzo dobra decyzja była i wielce przemyślana:) ale się dzieje wow!
😍Dobrze, że znów jesteś! C.d zapowiada się ciekawie! Ale dobrze, że dzieje się dobrzei nie nudno😀