PS. Polecam szczególnie lekturę komentarzy!
Wspomnienia!
10 lutego, 2012PS. Polecam szczególnie lekturę komentarzy!
Sprawy organizacyjne.
8 lutego, 2012Będzie chciała, to sama napisze co jej w duszy i ciele gra.
I niech się stanie!
7 lutego, 2012Nie da się oszukać wtorku.
7 lutego, 2012Dziś będę mieć nieszczęśliwy dzień.
Czuję to w kościach.
PS. W trosce o dobre obyczaje muszę moderować komentarze.
Ilość wyzwisk jest doprawdy rozczulająca.
Że też ja zawsze muszę budzić zainteresowanie idiotów, co za pech!
W każdym razie, jak nie ukazuje Wam się komentarz od razu, to nie piszcie go drugi raz i trzeci i nawet czwarty:) On sobie jest i czeka w kolejce do moderacji.
Przepuszczam wszystkie komentarze, poza wulgarnymi.
Moderuję z reguły z telefonu, trwa to chwilę, ale cierpliwi zawsze będą nagrodzeni.
W domu jest ciepło i mam nową komodę.
6 lutego, 2012Tylko z kubkiem kawy z mlekiem mogę robić nic, po prostu siedzieć i pić, albo stać w oknie i patrzeć przed siebie, albo pisać co mi w duszy gra.
Albo o najlepszym leku na reumatyzm, w kościach coś mnie łamie.
Ach, i kupiłam prześliczną komódkę, srebrną, prawdziwy klejnocik, jeszcze nie wiem gdzie ją postawię, wszystkie ściany się o nią biją!
Jaki poniedziałek, taki cały tydzień?
6 lutego, 2012Porozmawiajmy o blogu.
5 lutego, 2012Li, to co napisałaś w notce, jest po prostu wstrętne!
jestem zszokowana
także komentarzami pod notką, które przemilczają jej drastyczność
brzmią przez to jak beznamiętny rzeczowy rzeźnicki dialog nad kolejną porcją mięsa w ubojni
a jeszcze to słowo „przepis”
tyle tu się twoich indywidualnych kulinarnych przewinęło
a teraz wybacz, jakaś makabra, jak jakaś oświęcimska instrukcja
trzeba było jeszcze podtytuł dać: gotuj z Li, zapraszamy!
jest mi wręcz niedobrze
kompletnie się tego po tobie nie spodziewałam
Ciekawa jestem Waszego zdania, ale proszę- niech to będzie rzeczowa dyskusja, bez osobistych wycieczek w stronę komentatorów. Do czego jako pisząca bloga mam prawo?
Czy blog to ogólnodostępna gazeta? Anonimowe forum? Miejsce do prezentowania wszelkich opinii?
Czyż czytanie mojego bloga to pokuta za grzechy? A może prowadzący do zbawienia ponury obowiązek?
Li.
Człowiek to nie zawsze człowiek.
4 lutego, 2012( a przepis na małą Magdę w ruderze jest taki):
Rodzi się sobie dziecko.
Przeszkadza, albo nie przeszkadza.
Ściska się małe ciałko ze złości, albo nie ściska.
Wypada z tych rąk, albo nie wypada.
Uderza główką o próg, albo nie.
kładzie się na zmarzniętej ziemi w rozwalonej ruderze,
zasypuje liśćmi, gruzem i śniegiem.
Kocham się, kochanie moje!
2 lutego, 2012Nadszedł więc czas na podjęcie czynności (samo)ratunkowych, zaszalałam i kupiłam pakiet masaży wszelakich, potrzebuję cudzego, niezobowiązującego przyjemnego dotyku, przyćmionego światła, relaksu i godziny tylko dla siebie.
Zaczynam w przyszłym tygodniu i już się cieszę, nie ma to jak czysty, zdrowy egoizm i zrobienie czegoś miłego dla kochanej przez siebie osoby, wszak miłość to przecież dawanie.
A miłość do siebie samej to dawanie i branie, tu nic nie ginie i nikt nie jest pokrzywdzony.
Masaży będzie czterdzieści i cztery ich różne rodzaje, do wiosny dam radę!
Li.
Tego się nie robi kotu.
2 lutego, 2012Umrzeć – tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.
Ten wiersz rozwala mnie za każdym razem. Na kawałeczki.
Niech spoczywa w spokoju. Pójdę na pogrzeb.
Li.
PS. A ten mnie śmieszy, jest najlepszym obrazem pogrzebu, jaki czytałam!
POGRZEB
„tak nagle, kto by się tego spodziewał”
„nerwy i papierosy, ostrzegałem go”
„jako tako, dziękuję”
„rozpakuj te kwiatki”
„brat też poszedł na serce, to pewnie rodzinne”
„z tą brodą to bym pana nigdy nie poznała”
„sam sobie winien, zawsze się w coś mieszał”
„miał przemawiać ten nowy, jakoś go nie widzę”
„Kazek w Warszawie, Tadek za granicą”
„ty jedna byłaś mądra, że wzięłaś parasol”
„cóż z tego, że był najzdolniejszy z nich”
„pokój przechodni, Baśka się nie zgodzi”
„owszem, miał rację, ale to jeszcze nie powód”
„z lakierowaniem drzwiczek, zgadnij ile”
„dwa żółtka, łyżka cukru”
„nie jego sprawa, po co mu to było”
„same niebieskie i tylko małe numery”
„pięć razy, nigdy żadnej odpowiedzi”
„niech ci będzie, że mogłem, ale i ty mogłeś”
„dobrze, że chociaż ona miała tę posadkę”
„no, nie wiem, chyba krewni”
„ksiądz istny Belmondo”
„nie byłam jeszcze w tej części cmentarza”
„śnił mi się tydzień temu, coś mnie tknęło”
„niebrzydka ta córeczka”
„wszystkich nas to czeka”
„złóżcie wdowie ode mnie, muszę zdążyć na”
„a jednak po łacinie brzmiało uroczyściej” „było, minęło”
„do widzenia pani”
„może by gdzieś na piwo”
„zadzwoń, pogadamy”
„czwórką albo dwunastką”
„ja tędy”
„my tam”
Zimno.pl
30 stycznia, 2012Przyniosę choinę z czerwonymi, sztucznymi różami i niech mi Dżordż tę sztuczność wybaczy, z wiosną przyjdzie kwiatowa rehabilitacja. Ogrzeję zniczami zimną płytę, może poczuje moje ciepłe myśli, bo na co dzień o Nim nie myślę, a wydawało się, że z Jego odejściem zawalił się świat.
O słońcu, o kurzu, a może o życiu?
30 stycznia, 2012a koty pozwijane w kłębki śpią w zasięgu wzroku.
Milczę, nie zawsze muszę mieć coś do powiedzenia, są dni, gdy słowa nic nie znaczą.
Li.
Bez tytułu, mogę sobie na to pozwolić, prawda?
29 stycznia, 2012D. wysyłając Zośkę samolotem z Warszawy, chciała uniknąć niebezpieczeństw czyhających na nią w pociągu, nie ma to jak zwyrodniała wyobraźnia matki.
Wracałam do Krakowa przed północą pustą już drogą, dzieci padły i spały, cicha muzyka, spokój i sms od Chustki-: „Zobacz u mnie na komentarze”.
Dojechałam, zobaczyłam, przeczytałam.
Nie jestem w stanie pojąć ogromu ludzkiej podłości, małości, świństw i ohydy i choć mam z tym do czynienia na co dzień, to jednak jakoś łatwiej mi zrozumieć motywy działania pospolitego przestępcy niż blogowej hołoty.
Google wchłania i oddaje.
26 stycznia, 2012Nie do wiary jakimi pokrętnymi ścieżkami prowadzą do mnie drogi wyszukiwarek.
Wielka musiała być jego frustracja, skoro zostawił komentarz:
Z drugiej strony istnieje możliwość, że to on wrzucił w wyszukiwarkę inne, intrygujące (?) hasło: „wypięte pupcie” i wyszło mu TO. Tym bardziej można zrozumieć jego rozczarowanie, ostatecznie wypięte pupcie pomidorków rzadko budzą chuć i pożądanie, ale brak tych poszukiwanych pupci właściwych może wywołać atak rozczarowanej furii….:D
Kanapowe szczęście.
25 stycznia, 2012Dzienna ciemność przygnębia, odstraszają ją tylko wszystkie zapalone lampy w moim salonie i kilka doniczek z hiacyntami na parapecie.
ale tylko wtedy gdy ta przyjemność zdecydowanie przewyższa domową przyjemność wylegiwania się na własnej kanapie i picia kawy z kubka z anielskim skrzydłem (prezent gwiazdkowy od Karoliny, śliczny prawda?).
i chcę w nim żyć.
I nareszcie mogę się nacieszyć tym, że w sypialni powiesiłam zasłony!
Plany mam zuchwałe, acz do końca nie sprecyzowane, może kilka dni w Pradze, a stamtąd wypad na dzień do Czeskiego Krumlova. Chciałabym pokazać dzieciom to niezwykle urokliwe miasteczko, gdzie czas stanął w miejscu, a romantyczność bije z każdego zaułka.
I koniecznie chcemy pojechać choć na dwa dni na narty, chyba znowu zapomniałam jak się jeździ! Niekończąca się to historia, co nowy sezon konieczny mi instruktor, pług, wywrotka, strach, a potem…fiuuuu i wiatr we włosach na niebieskiej trasie, cha cha…:)
No cóż, pewnych rzeczy nie przeskoczę, nie ma co nawet próbować, ale za to moje dziewczyny talent do nart mają po tatusiu. I dzięki mu za to!
Li.
Zawsze może być gorzej!
25 stycznia, 2012Choć oczywiście miodem na moje poranione serce były Wasze komentarze i maile, och!
Komentarze pozostaną moderowane, co ciekawe- odkąd napisałam, że zamykam bloga nie dostałam ani jednego niemiłego komentarza, cud- prawdziwy cud!
Dzień dobry!
23 stycznia, 2012PS. Postaram się odpisać przynajmniej na większość maili, bagatela-ponad siedemdziesiąt! Szok:)
Obwieszczenie parafialne.
20 stycznia, 2012Rozważania okołoblogowe.
18 stycznia, 2012Też miałam.
I też w drugiej klasie liceum.
Niespodzianka z fast foodem w tle.
16 stycznia, 2012Zapragnęłam ukojenia w postaci kawy i ciągle gadając zaparkowałam, kątem oka rejestrując parkującego obok Lexusa, a tylko dlatego, że zwrócił moją uwagę nadmiernie ekspresyjny facet w środku- uśmiechał się, puszczał oko, machał, robił wokół siebie dużo ruchu skierowanego w moim kierunku.
Zdążyłam aurorze przekazać, że atakuje mnie jakiś maniak, że jestem na parkingu pod KFC między Opolem a Gliwicami, jakby co ma wezwać Policję (a facet już pukał w okienko), gdy… z bliska wydał mi się podejrzanie i trochę jakby znajomy, wysiadłam i … zanim zaczęłam krzyczeć i kopać go w miejsca wrażliwe, wpadłam mu w ramiona.
Zmienił się, ale to nieistotne- istotniejsze wszak jest to, że według niego nie zmieniłam się ja, co oczywiście niezwykle pogłaskało moją próżność, wypychając moje zmarszczki do góry i jakoś w zapomnienie spychając żałosny pierwotny sądowy powód mojej wizyty w KFC.
A byliśmy tylko pionkami w grze szczegółowo zaplanowanej przez los.
Pochwała lenistwa, czyli samo-usprawiedliwienie.
14 stycznia, 2012Obwieszczenie wojenne.
14 stycznia, 2012Zabiłam świąteczną atmosferę.
13 stycznia, 2012Po północy w Krakowie.
13 stycznia, 2012Z braku laku, oczywiście.
Ale z drugiej strony lak wykluczałby takie noce i otwarte paradowanie w ulubionej maseczce…, bo jeżeli chodzi o maseczki, zwłaszcza zielone, to lepiej zejść do podziemia.
Wirus?
12 stycznia, 2012I czy da się odczytać komentarze pod poprzednimi notkami?
Nie wiadomo skąd, przybłąkał się- nieproszony…
11 stycznia, 2012Trzeba dać mu odpór, koncentruję więc siły, przetasowuję oddziały, wydaję rozkaz przetrwania, wzmacniam nadwątlone morale kawą z mlekiem, czasem wszystkiego jest dużo za dużo, czasem niczego nie ma, jestem widocznie skazana na chroniczny brak równowagi, to moja choroba przewlekła bez możliwości refundacji kosztów jej leczenia.
Najstraszniejszym jest, kiedy jest się samotnym we własnym wnętrzu.
Jestem smutna bez specjalnego uzasadnienia,
smutkiem najgorszym, przybłędą smutkowym,
co to wchodzi bez pukania i zabiera energię,
jestem też trochę bledsza,
trochę bardziej milcząca,
(ale na obiad dla dzieci zrobiłam lazanię ze szpinakiem, a na wieczorną kolację z echoes nałożę złoty puder),
jeszcze tak nie było, żeby nie było,
wszystko mija, nawet najdłuższa żmija,
ej- wszystkie mantry moje, przywołuję was do porządku!
Pomamrotać mi tu do ucha!
I od środka do serca.
Li.
Notka z artykułami mieszanymi.
10 stycznia, 2012Nie chowaj się za monitorem, tylko jutro marsz do rejestracji!
I jakie podobne do tatusia!
Przyjemność jest priorytetem.
10 stycznia, 2012Będę kasować, będę kasować, lalalala… Przez szacunek dla siebie i dla moich prawdziwych czytelników, tych którzy patrzą w tym samym kierunku i chcą miło pogadać, czy pospierać się w poszanowaniu racji innych.
Wojna religijna.
9 stycznia, 2012Pan od religii jest wyjątkowo niemiły, zadaje bardzo dużo modlitw do nauczenia się na pamięć, a odkąd weszłam z nim w malutki konflikt, tępi Guśkę skutecznie.
Choć wszystkie stworzenia boskie zasługują na szacunek, a pogląd ten prezentował już Święty Franciszek, mój pies-mały, pogodny i na smyczy, zmuszony przeze mnie do spaceru do szkoły przez zapominalstwo Młodszej (mama błagam Cię przynieś mi zeszyt od religii, bo dostanę jedynkę!) został potraktowany jak siła nieczysta, niemalże siarką i wodą święconą.
Pan od religii na jego widok, a może i mój, dostał szału wcale nie religijnego, a ja potraktowałam go jak natrętnego woźnego, bo skąd mogłam wiedzieć, że ten plujący i miotający się w obecności mojego psa człowieczek, w wiszących dramatycznie na tyłku spodniach, wyraźnie niezrównoważony, histerycznie krzyczący, że „mam natychmiast opuścić z tym zwierzęciem budynek szkoły” jest panem od religii, amen.
Na plus można mu policzyć, że lojalnie uprzedził Gusię, iż będzie cierpieć za matkę.
Jej własny, prywatny krzyż.
Istny raj na ziemi.
K…r…a.
8 stycznia, 2012Uch!!! Ale jestem zła!
Notka sprawozdawcza.
7 stycznia, 2012Nasze córki przykleiły się do siebie już parę miesięcy temu i klej między nimi trzyma coraz mocniej, co nas cieszy.
A teraz siedzimy już w domu nad zieloną herbatą, rozmawiamy leniwie każda znad swojego laptopa, w tle piosenki Grechuty, obok mruczące koty, jestem zwyczajnie szczęśliwa, zrelaksowana i zachwycona.
Można przypadkiem na swojej drodze spotkać człowieka, z którym nagle pasujesz jak puzzel, bez bagażu wspólnych znajomych, bez towarzyskiej przeszłości, ale za to z ogromną chęcią budowania przyjacielskiej przyszłości i tkania planów spotkań. I ten ktoś, z kim tak dobrze się milczy i tak dobrze się gada, ma dom,
w którym czujesz się jak u siebie, pełen obrazów, książek i figurek kotów.
To ktoś, kto też mówi, że noc jest najpiękniejszą porą dnia, lubi granice światła stojącej lampy i rubinowe iskry w lampce wina.
I do tego ten ktoś potrafi realizować swoje marzenia, ma w związku z tym własny, oliwny gaj w Toskanii, niczego się nie boi, myśli pozytywnie i zawsze z wersją optymistyczną, świetnie gotuje i jeździ jak rajdowiec
Kocham takie kobiety, kocham!
Li.
Pozdrowienia z Konstancina.
7 stycznia, 2012Za oknem stoją konstancińskie, majestatyczne stare sosny, a wśród nich wcale nie majestatycznie śmigają wiewiórki.
(Nawiasem mówiąc-ciekawe, kto wezwał Policję? Nie sądzę, by ktoś z kamienicy, chyba że przekroczona została granica sąsiedzkiej wytrzymałości!)
Koniec afery, zaczyna się weekend.
6 stycznia, 2012Może się zabawimy?
5 stycznia, 2012Do moich Czytelników!
5 stycznia, 2012I może JUTRO to dla Ciebie, znając realia polskiej ochrony zdrowia będziemy zbierać drobne kwoty, które pomogą ratować Twoje życie?
Smęcę, ergo sum.
4 stycznia, 2012Ma się tę moc!
Starsza w czasie mojej nieobecności organizuje imprezę, na razie wypieram z siebie tę myśl.
Podkręcam więc głośno muzykę, robię sałatkę z dużą ilością avocado i rukoli, wlewam w siebie litry herbaty z imbirem i zaprawdę powiadam Wam: cholernie trudno mieć dobry nastrój, gdy wszystko temu przeczy, ale jak sama siebie nie przekonam, że jestem w dobrym humorze, to kto mi pomoże?
Ogół wokół mnie kwęka i stęka, narzekanie stało się obowiązkowe jak oddychanie, nastąpił nagły wysyp pesymistów, a optymiści zeszli do podziemia.
Jutro idę do fryzjera, a wieczorem do ulubionej Magdy kosmetyczki, moje brwi zamiast jaskółczych skrzydeł przypominają smętne skrzydła zabiedzonej wrony, czas nadać im blasku godnego wizyty w stolicy.
A co na to Lec?
Rzeczywistość można zmienić, fikcję trzeba na nowo wymyślać.
Li.
Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
3 stycznia, 2012Jest taka sprawa.
2 stycznia, 2012
Zmęczona, chora, ale w gruncie rzeczy zadowolona z życia.
1 stycznia, 2012Wypełnione mikroskopijnymi styropianowymi kuleczkami, z czasem więdną, tracą na jędrności i leżą na podłodze jak sterane życiem ciało pijaczka w przydrożnym rowie. Kulki oczywiście można dokupić, kurier przychodzi wtedy z ogromną, acz lekką paczką, ale wcześniej trzeba podjąć trud ich zamówienia.
Mnie zrobienie jednej pufy z dwóch wydało się łatwiejsze. Otworzyłam im brzuchy, zanurzyłam ręce, nabrałam powietrza i…
… po chwili przesypywania styropianowych kuleczek w całym domu zaczął padać śnieg, a koty ogarnęło szaleństwo, taka gratka nie zdarza im się codziennie. Styropian był wszędzie- w wysprzątanym na sylwestrową okoliczność salonie, w mojej łazience, na schodach, w sierści zwierząt i moich włosach.
Życzenia muszą być!
1 stycznia, 2012Idzie wiosna, czuję to wyraźnie. Jeszcze tylko zima i już!
30 grudnia, 2011:)
Leniwy wtorek to mniejszy potworek.
27 grudnia, 2011Bo jak nie ja mi, to kto?
To byłoby już prawdziwe szaleństwo!
Zawsze w telefonie zostanie ślad, że wiadomość była wysłana.
Są i miękkie miejsca pod pancerzykiem skorpiona.
26 grudnia, 2011Teraz moim rytuałem jest walka ze stresem i demonami.
Nie czuję wsparcia dla mnie u nikogo, a najbardziej mnie zawodzi moja najbliższa rodzina. Wiem, że chce dobrze, ale nie są potrzebne raniące mnie słowa, że sobie nie poradzę, że mam sprzedać dom, spłacić kredyt, żyć spokojnie, że mam dzieci, że gdy stres mnie wykończy, to nie będzie miał ich kto wychować, że jestem za słaba, że nie wiem co mnie czeka, że to…, że owo.., że to też… i tego też mi nie oszczędzi…
A ja przecież nic wielkiego nie chcę.
Ja tylko pragnę rodzinnego ciepła nasyconego wsparciem i otuchą.
Dla mnie słowa mają wielką moc, gdy słyszę, że jestem piękna, to pięknieję jeszcze bardziej, gdy słyszę, że jestem dobra, to chcę być jeszcze lepsza, gdy słyszę, że jestem gruba to nagle tyję, gdy słyszę, że sobie nie dam rady, to nie daję. Bo mam w sobie genetyczną, a może nabytą kiedyś tam w zamierzchłej przeszłości skazę, że do niczego się nie nadaję.
Tylko-do jasnej cholery- co zrobić, by przestać ciągle budować swoją własną, prywatną wiecznie nieskończoną Sagrada Familia? Jestem tym zmęczona, bardzo zmęczona.
A w ogóle to złożyłam sobie i dzieciom uroczystą przysięgę, że na przyszłą Wigilię i Święta wyjeżdżamy.
Kiedyś jednak założę nogę za głowę.
15 grudnia, 2011Notka ewidentnie plotkarska.
11 grudnia, 2011A po nocy przychodzi dzień.
11 grudnia, 2011Na razie szczęśliwie jeszcze jestem w domu, w ulubionych japonkach, piję kawę i życzę Wam miłej niedzieli.
Czasem i szpinak pragnie gorących doznań.
3 grudnia, 2011O ile znajdę swoje kosmetyki, dziś obie moje córki wychodziły na imprezę, ciekawe dlaczego mój tusz, mój eye-liner i mój puder zawsze wydaje im się lepszy?
Pisanie bloga nie jest obowiązkowe i chwała bogu!
3 grudnia, 2011Wiedzona wyrzutami sumienia, że ja objadam się consommé z gęsi podanym z warzywami julienne oraz świeżym domowym makaronem, pieczoną gęsią piersią w jabłkowym musie i gruszką w sosie balsamicznym serwowaną z ziemniakami confit, nie wspominając o deserze czekoladowo-kasztanowym z konfiturą z kumkwatu, upiekłam córkom szarlotkę i zrobiłam tartę cebulowo-porowo-grzybową. W domu zapachniało, było ciepło, miło i przytulnie… i gdy nadszedł wieczór już, już składałam dłonie w specjalny sposób nad klawiaturą, by opisać piątek, przyszła moja sąsiadka L. i zabrała mnie na babski wieczór u siebie, przy okazji pożyczając kilka widelców.
A tam same fajne baby, no i cytrynówka według receptury J., tak dobrej jeszcze nie piłam.
a Ci co nie wiedzą, to właśnie się dowiedzieli- ekonomiczna ze mnie kobieta- dwie lampki wina i nic nie pamiętam.
Na swoje usprawiedliwienie podam, że była o dwa nieba lepsza od limoncello.
Zrobił wrażenie swoją prawdziwością. Świetnie zagrany, warto go zobaczyć i przerazić się.
A potem wiadomo- knajpka, kolacja, ale już bez wina, co to to nie!
gdy piknął zawodowy alarm i trzeba było zająć się innymi sprawami.
Na szczęście organizuje je w restauracji na Rynku, będę mieć blisko do domu.
Homo homini lupus est.
22 listopada, 2011—
Skąd nagle takie zainteresowanie?
Niesiona pierwszym odruchem pomocy, której przecież nigdy nie odmawiam, zrobiłam ogromny błąd.
Po pierwsze, zaufałam swojej czytelniczce pocketgirl, że wie co pisze, a po drugie zbyt szybko i emocjonalnie przeczytałam bloga Magdy, koncentrując się głównie na wątku dziecka, a nie zauważając całej istotnej reszty.
Trzeba było siedzieć cicho, pozamiatać pod dywan, przecież każdy podobno kombinuje, mamy to wpisane w charakter narodu.
Nie generalizuję, dostałam sporo naprawdę fajnych maili od nowych czytelników (powoli odpisuję :).
Ale jest jednak pewna grupa, która karmi się tylko aferami, to blogowe hieny.
Poczekajmy, aż ta sfora pogna dalej.
A co na to Lec?
Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija.
Zdjęcia Di.
21 listopada, 2011Po winie zostało wspomnienie, ale tu jeszcze prawie w całości na blacie w kuchni:
Kot od La i Di z motywem irysów, jak u Wyspiańskiego. Jest przepiękny i kolorystycznie idealny!
Koty na schodach czekają na rozwój sytuacji:
Dziwni Ci ludzie (myśli w głowie Szarego):
Część kwiatów:
Bobcio:
Masza:

Opublikował/a leelilee 























