I jak zwykle -gdy temperatura przekracza 30 stopni- czuję przemożne pragnienie przytulenia się do jakiegoś zimnego drania.
Li.
Na początku był chaos i tony zasiedziałej polepy. Gdy ją ruszono, to w akcie zemsty unosiła się natrętnie w powietrzu, wciskała do gardła i o-tuman-iała powietrze.
Tu widok na moją sypialnię i łazienkę.
Potem, po zapyleniu całej okolicy drobinkami polepy, pokazały się nagie belki, nadspodziewanie krzepkie staruszki bez korników i próchna.
Wełna mineralna jest miła w dotyku, lubię taką szorstką miękkość…
Na niej jest jeszcze kilka innych warstw innych dóbr, podobno niezbędnych, ale już
nie tak przytulnych…
A na etapie ubierania belek w wełnę, dach od środka ciągle wyglądał tak:
Potem nagle postanowił się rozebrać, tu już zostały mu tylko stringi.
Przy okazji widok na moje niebo:)
Ale zanim się rozebrał, podłoga zyskała piękną, równą, lśniącą wylewkę.
To widok na mój salon. Tam w kącie będzie wygodny fotel ;-)
Widok z salonu L. na jej kuchnię.
Chłopaki trochę bałaganią, ale Pani Jadzia odmówiła wdrapania się po drabinie.
Jak padał deszcz (a kiedy on nie padał!) to prace przenosiły się do piwnicy.
Podobno na tych fundamentach można postawić wieżowiec, ale na wszelki
wypadek dostały betonowe koszulki.
Wnętrzności w postaci starych rur rozrzutnie wymieniłyśmy na nowe.
Dach powoli kończył swój żywot, odzierany z desek poczucia godności.
Kończył śmiercią tragiczną, zrzucany z trzeciego piętra na podwórko.
Okazało się, jak bardzo był nietwarzowy, gdy już go nie było.
Tu kuchnia rzuca spojrzenie na schody, których jeszcze nie ma.
Widok z salonu L. przez moją kuchnię na salon:)
To widok z dzisiejszego popołudnia, wprost cu-dow-ny!!!
Li.
A Krzysiowi- mojemu ulubionemu kumplowi- dziękuję za zamieszczenie tych zdjęć.
Rzecz jasna- mnie by się to nie udało:)
Dla niewtajemniczonych-L. to moja koleżanka. Budujemy razem, choć mieszkać będziemy osobno:)
Kamienica wygląda fatalnie, ale wbrew pozorom jest w dobrym stanie technicznym.
Za cztery miesiące będzie mieć dwa piętra więcej i piękną elewację! Marzy mi się taka w kolorze cegły z elementami ecru, jak na włoskim południu :)
Gdy na tyłach kamienicy stanęły pierwsze rusztowania, uwierzyłam że TO dzieje się naprawdę.

Tył jest nijaki, ale dodamy mu kolorytu. I to już ostatnie chwile życia tych małych okienek, znikną wraz ze zwalonym murem…
Ta żółta rura od środka jest czarna od polepy. Przez wykuty otwór zrzucane są dechy i śmieci, pył wiruje w powietrzu…
Robotnicy pracują. To mnie dziwi niezmiernie, ale oni naprawdę zwijają się jak mrówki. Często ich obserwuję. Tak wygląda strych od strony wejścia. Nic z niego nie zostanie, wszystko zostanie rozebrane, będzie nowy strop, nowe mury trzeciego piętra, a nad nimi czwarte piętro-poddasze.

Tak wygląda wybieranie polepy w pyle. Nawet okazał się fotogeniczny, udaje mgłę…W tym miejscu będzie moja sypialnia, a z niej wejście na prawo do łazienki. Leżąc w wannie będę widziała łóżko…

Marzyłam o chwili rozpoczęcia budowy, ciągle oglądałam plany, kupowałam wszystkie możliwe gazety o wnętrzach, a teraz gdy to już się dzieje, stres ściska mnie w pasie tak mocno, że brak mi tchu.
Wiele jest spraw w życiu z których można się wycofać. Ta do nich nie należy.
No to idę do przodu, jak mus to mus!
Li.
No proszę, jak sobie coś zdefiniuję, to jakoś od razu łatwiej mi znieść krępujące mnie kajdany, a zwłaszcza kajdany mojego zawodu (to już będzie przynudzanie, jak po raz kolejny napiszę, że wolny zawód jest najbardziej wyrafinowaną formą niewolnictwa?
Poza tym, definicja ma to do siebie, że w drodze empirii można ją zmienić.
Codzienność nieznośnie udaje lekkość bytu, a ma wdzięk dobrze rozwiniętego hipopotama- niby łagodna, a pokazuje zęby. Muszę to wszystko co rysuje się przede mną przetrwać, nie mam czasu na igranie z wyobraźnią, bo mogę przegrać z realnym życiem. Stanęłam na ziemi i zrzuciłam szpilki, szybciej chodzę w balerinkach, to i szybciej załatwiam ważne sprawy.
Znowu ta noc jest tylko dla mnie, stałam przez chwilę w ciemnym oknie i byłam panią tej chwili.
Miłego dla Was!