D. kupiła chinese hot pot, taki do postawienia na stole, na prąd, fantastycznie inspirujący garnek- nasze ulubione kulinarne wspomnienie z Singapuru, pewnego lata siedzieliśmy nad nim cztery godziny….
W każdej z jego części gotuje się wywar o innym smaku, jeden o bardziej pikantnym, drugi mniej, możliwości gotowania różnych pyszności są nieskończone, a smak wywaru ewoluuje w zależności od ilości wrzucanych do niego rzeczy. Wczoraj wrzucaliśmy krewetki, kalmary, kulki mięsne, pierożki won-ton (zrobione przez D.), szpinak, pieczarki, grzyby mun, marchewkę, kukurydzę, ech… wiele by wymieniać. Lubię takie spotkania, gdzie jedzenie tworzy się w trakcie, jest zamieszanie, buchająca para, tłok przy stole i mnóstwo śmiechu.
Jest dobrze, jest dobrze, jest coraz lepiej!
Słowo na niedzielę.
22 lipca, 2012Sprawy pracownicze.
16 lipca, 2012Przy niedzieli o robocie.
15 lipca, 2012W związku z powyższym o mało nie padłam ze śmiechu, gdy moja trzynastoletnia córka poszła wczoraj wcześniej spać, by-cytuję: „być wypoczętą przed pracą” i konsultowała ze Starszą swoje zmiany, bo przecież ma na głowie jeszcze trzy godziny angielskiego dziennie.
Dobrze, dobrze, popieram całym sercem i duszą.
Po drugie, to moja wina- nie można kisić ogórków solą ze zmniejszoną zawartością sodu, jednak nie zjadło się wszystkich kulinarnych rozumów i poważne braki się ma, oj ma…
Kolejny wtorek-potworek.
10 lipca, 2012Dzieci się starzeją, a my wraz z nimi.
8 lipca, 2012Macierzyństwo jest przereklamowane, a jego słodycz czasami ciąży jak worek węgla.
Omdlewając daję znak:)
6 lipca, 2012Zimne nóżki, zimny drań, och… ale mi się marzy;-)
Niech będzie co ma być, byle było dobrze!
29 czerwca, 2012Wieczór trwa zdecydowanie za krótko.
27 czerwca, 2012Pierwsza wojna tarasowa.
25 czerwca, 2012I mam niezłomne przekonanie, że idę w dobrym kierunku, bo życie idzie tam gdzie Ty, dopóki idziesz (Lec).
Miłego dla Was!
Przednocnie.
24 czerwca, 2012I wtedy, jak zawsze w sytuacji zagrożenia i noża na gardle, spłynęło na mnie olśnienie przypomnienia niedawnych zakupów i braku trzeciej ręki, co spowodowało zostawienie jednej torby w aucie- na chwilę trwającą dni trzy.
Pokroiłam na ósemki i uruchomiłam wyobraźnię z ambicją, by nie poprzestać na zrumienieniu tartej bułki…tja… ciągle jeszcze nieskończone są pokłady mojej wyobraźni, nawet wtedy gdy wizualizuję siebie piękną i młodą… a tu wystarczyło poodchylać jego różyczki, powkładać w nie posiekane suszone pomidory, wymieszane ze startym pecorino, a potem obtoczyć w jajku wymieszanym z mlekiem, w odrobinie mąki i tartej bułki, marna resztka oleju wystarczyła na usmażenie złotych, przepysznych, nadziewanych, panierowanych kalafiorków, rodzina nakarmiona, a ja- matka rodzicielka i karmicielka zaległam na tarasie, czekam na zmierzch, by zapalić lampki i świece,
życie jest takie smutne,
takie jedno,
ale takie piękne.
Miłego dla Was!
Li.
P.S. Do pobliskiego sklepu za Chiny nie chciało mi się iść/jechać…
A zdjęcia robione były przy ciemniejącym niebie telefonem.
Piszę to, uprzedzając lawinę komentarzy na temat ich jakości.
Życzliwi i tak zobaczą to co na nich jest, a nieżyczliwi będą badać drugie dno.
Taka karma, cóż poradzić…
Polecenie:)
20 kwietnia, 2012Och, ale jestem pod wrażeniem „Nietykalnych”.
Koniecznie, koniecznie, koniecznie!
Li.
Siła banalnej teorii.
16 kwietnia, 2012Sława poszła w świat!
10 kwietnia, 2012P.S. Starsza załamana. Matki nie było na imprezie, a i tak wszystko wie.
Nie ma to jak mieć macki, wszędzie, wszędzie :)
Wiadomo, że kocham swoje dzieci nad życie, ale…
8 kwietnia, 2012Słowo na poniedziałek.
2 kwietnia, 2012Jak nie napiszę książki w ciągu trzech miesięcy, to będę taką Li-teratką, jak z koziej dupy trąba i wrócę grzecznie do pisania bloga, o ile oczywiście ktoś będzie jeszcze na mnie czekał…
(tu nastąpiło zalotne spojrzenie spod firanki rzęs rosnących jak szalone od odżywki RevitaLash).
Wiadomo, że tęsknię.
Tak jest.
15 marca, 2012Koniecznie z tytułem wpłaty: Joanna Sałyga.
Znaczenie ma każda wpłata, każda!
Liczy się suma, suma da życie.
Fundacja Rak’n’Roll. Wygraj życie!
budynek „Lipsk”, lok.409
00-724 Warszawa
tel. 509 801 309
biuro@raknroll.pl
NIP: 9512296994
KRS: 0000338803
Numer konta Fundacji:
73 1140 2017 0000 4502 1050 9042
Przelewy spoza Polski:
NR BIC (Swift) BREXPLPWMUL
Przy sobocie o robocie.
10 marca, 2012Ech, a czym jest te kilka dni milczenia wobec wieczności?
Dziś nareszcie doszłam z nim do soboty, wstałam naprawdę rano i niesiona wiosennym zapałem-sprzątam. Przyszła Zuzia, moja nowa sprzątająco-prasująca pomoc i szalejemy- ona z oknami, a ja z moim zakurzonym, łososiowym szkłem.
Uczyłam się po 12-cie godzin dziennie, a ona pomagała mi w opiece nad Gusią od dnia jej narodzin, pokochała ją jak córkę, Guśka szalała z radości na jej widok. Miałam do niej bezwzględne zaufanie, Gusia czasem u niej nocowała, wyjeżdżały razem na wakacje, znałam jej rodzinę.
i starszym synusiem zaczęła pić. Uzależniła się bardzo szybko, nie mogłam już powierzyć jej dziecka.
Zatrudniłam po niej kobietę-konia, jak skończyła się jej kariera w moim domu, to wiecie.
Od czasu do czasu odzywał się do mnie, przyszedł pochwalić się żoną i synkiem, miło było na niego patrzeć. Nie uczył się niestety, finansowo ledwo dyszą, ale obydwoje są bardzo pracowici i mają w sobie zapał do życia.
i wyfruwam z domu za Kraków do moich przyjaciół, urodził im się Franek, trzeba to uczcić!
PS. I zdarzył się cud! Od dziś mam światło w toalecie.
Przyszedł elektryk i po 15-tu miesiącach nastąpił koniec z intymnym, sączącym się przez matowe szklane drzwi światłem z łazienki.
Wreszcie będzie można w spokoju poczytać… :)
Notka wpadkowa.
5 marca, 2012Praca pracą, wyjazd w real, wyjazdem ale nie mogłam odmówić i dzisiejszy wieczór… och… ach… pośmiałam się serdecznie, bardzo angielski film, cudownie rozbrajający.
Osobiście polecam, idealna okazja do niewymuszonego śmiechu.
Och… ach… mhmmmm…:)
Li.
PS. Nie zdążyłam do myjni, więc pogoda póki co- murowana!
Dzień dobry!
5 marca, 2012I uprzejmie proszę o nieuruchamianie wyobraźni, jak wygląda moje auto przed myciem.
Nie wygląda, oj nie wygląda.
Miłego dla Was!
Tendencja zwyżkowa dla życzliwych, niestabilność emocjonalna dla całej reszty.
4 marca, 2012Kochana Ilonko!
3 marca, 2012Bo pomimo wszystkich problemów, ciągle zostało we mnie trochę zarozumiałej miłości własnej
i przekonania, że nie urodziłam się po to by być smutną, zmęczoną i nieszczęśliwą.
Zwyczajny piątek.
2 marca, 2012Lilka ma styl nie do podrobienia, po ogromnej ilości maili jakie od niej dostałam, rozpoznam ją w ciemno.
A teraz miota się, prostuje, składa oświadczenia, ech…
…
Li.
Środa-urody-doda, więc puder na twarz i świat jest nasz:)
29 lutego, 2012Słońce penetruje zapuszczone kąty tarasu, posprzątam w sobotę, proszę Słońca!
Jak tylko nie wróci śnieg.
Szczęśliwa ze mnie kobieta, bo nie tknięta cudzą przemocą, a o siódmej rano obudził mnie telefon kobiety nieszczęśliwej.
Ma na dziś wezwanie do Prokuratury na przesłuchanie co do znęcania się nad nią przez jej oczywiście kochającego inaczej męża.
Poza siniakami nic jej nie szpeci.
Ha, oczywistym jest, że jak każdy prymitywny znęcacz poczuł strach- oto ofiara zdolna była do złożenia przeciwko niemu zawiadomienia. Trzeba teraz ofiarę omamić, może rzucić jej jakieś kwiaty-ochłapy, niech sprawa przycichnie, a potem pokaże się suce, gdzie jest jej miejsce.
A co na to Lec?
Tyrani więżą człowieka i w jego własnym wnętrzu.
Wieczór zależy od płyty. Tak wiem, już to kiedyś napisałam.
27 lutego, 2012po pełnym pracy i napięcia dniu potrzebuję spokoju i siebie, zniosę jeszcze tylko Możdżera opowiadającego mi swojego Kaczmarka.
albo w ciemnościach, kiedyś tak wyglądały moje kojące i kołyszące mnie do snu wieczory.
z tęsknoty za nią ciągle ją sobie przypomina.
A co na to Lec?
Wzruszające są wspomnienia po wspomnieniach.
Li.
PS. Kupiłam sobie wczoraj tę płytę. Tnie mi duszę na kawałki. Cudowna masakra.
Przynajmniej mleko mi się dobrze spieniło.
27 lutego, 2012Wzmacniam się magnezem w koalicji z potasem, dokładam im posiłki w postaci tranu, podniesiona w elektrolity, znowu zawalczę z tymi cholernymi problemami, może wyciągnę siły z ostatniego, tajnego konta, egoistycznie odsunę na bok problemy innych, bo gdy ja sama mam problemy, to staję na swojej własnej drodze i jestem swoim największym problemem.
Cóż począć.
Wiosna, cieplejszy wieje wiatr!
24 lutego, 2012I czułam motyle w brzuchu, choć możliwe, że to właśnie przebudziły się moje głęboko uśpione hiszpańskie geny.
Ogłoszenie parafialne.
19 lutego, 2012Przestępcy są wśród nas.
17 lutego, 2012Ma udręczone spojrzenie, a ja myślę o tym, że jak do wieczora nie spojrzy inaczej, to wizyta u weterynarza murowana. Może płukanie żołądka?
Dobrze, że zaczyna się weekend.
Dziś Dzień Kota. Nie żebym go specjalnie świętowała, moje koty codziennie mają Dzień Kota.
Ale oglądnijcie sobie TO. Cudne!
I pączki można przedawkować.
16 lutego, 2012Pączkowy leń.
16 lutego, 2012andziaos napisała: Lepiej dzisiaj wcinać pączki, niż robotą brudzić rączki.
Kto za?
:)
Li.
O niczym, a to życie właśnie.
15 lutego, 2012Mogła ukoić mnie tylko kawa z pięknie spienionym mlekiem, ale stanął temu na przeszkodzie prozaiczny brak kapsułek do ekspresu. Paniusia zapomniała sobie kupić. Tak jak nowej miotełki. Nie cierpię pamiętać o takich sprawach, nie cierpię!
Tylko- muszę -o -nim- pamiętać, tylko- muszę -o -nim -pamiętać, tylko- muszę -o -nim -pamiętać…
Wino, kobieta i kot.
14 lutego, 2012A co na to Lec?
Nie każdemu z życiem do twarzy.
Bardzo, bardzo dobry dzień!
Tak postanowiłam i tego będę się trzymać, przecież nie złamię obietnicy zadowolenia z życia danej samej sobie!
A co na to Lec?
Dmuchając na zimne, można ostudzić własne zapały.
Daję sobie prawo do chwili słabości, bo jestem człowiekiem.
Spadam w dół, poleżę tam chwilę i znowu pnę się do góry.
No!
Li.
Po jedenaste: Kochaj siebie samego! Bo jak nie Ty, to kto?
14 lutego, 2012Muszę jeszcze tylko znaleźć coś dla podkreślenia miłości do samej siebie, ostatnio trochę ta miłość przywiędła, poszarzała, zapomniała o własnych miłych gestach, ego-rytuałach, (samo)przyjemnościach, zadbaniach i pieszczotach.
Koniec tygodnia.
12 lutego, 2012Wspomnienia!
10 lutego, 2012PS. Polecam szczególnie lekturę komentarzy!
Sprawy organizacyjne.
8 lutego, 2012Będzie chciała, to sama napisze co jej w duszy i ciele gra.
I niech się stanie!
7 lutego, 2012Nie da się oszukać wtorku.
7 lutego, 2012Dziś będę mieć nieszczęśliwy dzień.
Czuję to w kościach.
PS. W trosce o dobre obyczaje muszę moderować komentarze.
Ilość wyzwisk jest doprawdy rozczulająca.
Że też ja zawsze muszę budzić zainteresowanie idiotów, co za pech!
W każdym razie, jak nie ukazuje Wam się komentarz od razu, to nie piszcie go drugi raz i trzeci i nawet czwarty:) On sobie jest i czeka w kolejce do moderacji.
Przepuszczam wszystkie komentarze, poza wulgarnymi.
Moderuję z reguły z telefonu, trwa to chwilę, ale cierpliwi zawsze będą nagrodzeni.
W domu jest ciepło i mam nową komodę.
6 lutego, 2012Tylko z kubkiem kawy z mlekiem mogę robić nic, po prostu siedzieć i pić, albo stać w oknie i patrzeć przed siebie, albo pisać co mi w duszy gra.
Albo o najlepszym leku na reumatyzm, w kościach coś mnie łamie.
Ach, i kupiłam prześliczną komódkę, srebrną, prawdziwy klejnocik, jeszcze nie wiem gdzie ją postawię, wszystkie ściany się o nią biją!
Jaki poniedziałek, taki cały tydzień?
6 lutego, 2012Porozmawiajmy o blogu.
5 lutego, 2012Li, to co napisałaś w notce, jest po prostu wstrętne!
jestem zszokowana
także komentarzami pod notką, które przemilczają jej drastyczność
brzmią przez to jak beznamiętny rzeczowy rzeźnicki dialog nad kolejną porcją mięsa w ubojni
a jeszcze to słowo „przepis”
tyle tu się twoich indywidualnych kulinarnych przewinęło
a teraz wybacz, jakaś makabra, jak jakaś oświęcimska instrukcja
trzeba było jeszcze podtytuł dać: gotuj z Li, zapraszamy!
jest mi wręcz niedobrze
kompletnie się tego po tobie nie spodziewałam
Ciekawa jestem Waszego zdania, ale proszę- niech to będzie rzeczowa dyskusja, bez osobistych wycieczek w stronę komentatorów. Do czego jako pisząca bloga mam prawo?
Czy blog to ogólnodostępna gazeta? Anonimowe forum? Miejsce do prezentowania wszelkich opinii?
Czyż czytanie mojego bloga to pokuta za grzechy? A może prowadzący do zbawienia ponury obowiązek?
Li.
Człowiek to nie zawsze człowiek.
4 lutego, 2012( a przepis na małą Magdę w ruderze jest taki):
Rodzi się sobie dziecko.
Przeszkadza, albo nie przeszkadza.
Ściska się małe ciałko ze złości, albo nie ściska.
Wypada z tych rąk, albo nie wypada.
Uderza główką o próg, albo nie.
kładzie się na zmarzniętej ziemi w rozwalonej ruderze,
zasypuje liśćmi, gruzem i śniegiem.
Kocham się, kochanie moje!
2 lutego, 2012Nadszedł więc czas na podjęcie czynności (samo)ratunkowych, zaszalałam i kupiłam pakiet masaży wszelakich, potrzebuję cudzego, niezobowiązującego przyjemnego dotyku, przyćmionego światła, relaksu i godziny tylko dla siebie.
Zaczynam w przyszłym tygodniu i już się cieszę, nie ma to jak czysty, zdrowy egoizm i zrobienie czegoś miłego dla kochanej przez siebie osoby, wszak miłość to przecież dawanie.
A miłość do siebie samej to dawanie i branie, tu nic nie ginie i nikt nie jest pokrzywdzony.
Masaży będzie czterdzieści i cztery ich różne rodzaje, do wiosny dam radę!
Li.
Tego się nie robi kotu.
2 lutego, 2012Umrzeć – tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf się zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.
Ten wiersz rozwala mnie za każdym razem. Na kawałeczki.
Niech spoczywa w spokoju. Pójdę na pogrzeb.
Li.
PS. A ten mnie śmieszy, jest najlepszym obrazem pogrzebu, jaki czytałam!
POGRZEB
„tak nagle, kto by się tego spodziewał”
„nerwy i papierosy, ostrzegałem go”
„jako tako, dziękuję”
„rozpakuj te kwiatki”
„brat też poszedł na serce, to pewnie rodzinne”
„z tą brodą to bym pana nigdy nie poznała”
„sam sobie winien, zawsze się w coś mieszał”
„miał przemawiać ten nowy, jakoś go nie widzę”
„Kazek w Warszawie, Tadek za granicą”
„ty jedna byłaś mądra, że wzięłaś parasol”
„cóż z tego, że był najzdolniejszy z nich”
„pokój przechodni, Baśka się nie zgodzi”
„owszem, miał rację, ale to jeszcze nie powód”
„z lakierowaniem drzwiczek, zgadnij ile”
„dwa żółtka, łyżka cukru”
„nie jego sprawa, po co mu to było”
„same niebieskie i tylko małe numery”
„pięć razy, nigdy żadnej odpowiedzi”
„niech ci będzie, że mogłem, ale i ty mogłeś”
„dobrze, że chociaż ona miała tę posadkę”
„no, nie wiem, chyba krewni”
„ksiądz istny Belmondo”
„nie byłam jeszcze w tej części cmentarza”
„śnił mi się tydzień temu, coś mnie tknęło”
„niebrzydka ta córeczka”
„wszystkich nas to czeka”
„złóżcie wdowie ode mnie, muszę zdążyć na”
„a jednak po łacinie brzmiało uroczyściej” „było, minęło”
„do widzenia pani”
„może by gdzieś na piwo”
„zadzwoń, pogadamy”
„czwórką albo dwunastką”
„ja tędy”
„my tam”
Zimno.pl
30 stycznia, 2012Przyniosę choinę z czerwonymi, sztucznymi różami i niech mi Dżordż tę sztuczność wybaczy, z wiosną przyjdzie kwiatowa rehabilitacja. Ogrzeję zniczami zimną płytę, może poczuje moje ciepłe myśli, bo na co dzień o Nim nie myślę, a wydawało się, że z Jego odejściem zawalił się świat.
O słońcu, o kurzu, a może o życiu?
30 stycznia, 2012a koty pozwijane w kłębki śpią w zasięgu wzroku.
Milczę, nie zawsze muszę mieć coś do powiedzenia, są dni, gdy słowa nic nie znaczą.
Li.
Bez tytułu, mogę sobie na to pozwolić, prawda?
29 stycznia, 2012D. wysyłając Zośkę samolotem z Warszawy, chciała uniknąć niebezpieczeństw czyhających na nią w pociągu, nie ma to jak zwyrodniała wyobraźnia matki.
Wracałam do Krakowa przed północą pustą już drogą, dzieci padły i spały, cicha muzyka, spokój i sms od Chustki-: „Zobacz u mnie na komentarze”.
Dojechałam, zobaczyłam, przeczytałam.
Nie jestem w stanie pojąć ogromu ludzkiej podłości, małości, świństw i ohydy i choć mam z tym do czynienia na co dzień, to jednak jakoś łatwiej mi zrozumieć motywy działania pospolitego przestępcy niż blogowej hołoty.
Google wchłania i oddaje.
26 stycznia, 2012Nie do wiary jakimi pokrętnymi ścieżkami prowadzą do mnie drogi wyszukiwarek.
Wielka musiała być jego frustracja, skoro zostawił komentarz:
Z drugiej strony istnieje możliwość, że to on wrzucił w wyszukiwarkę inne, intrygujące (?) hasło: „wypięte pupcie” i wyszło mu TO. Tym bardziej można zrozumieć jego rozczarowanie, ostatecznie wypięte pupcie pomidorków rzadko budzą chuć i pożądanie, ale brak tych poszukiwanych pupci właściwych może wywołać atak rozczarowanej furii….:D
Kanapowe szczęście.
25 stycznia, 2012Dzienna ciemność przygnębia, odstraszają ją tylko wszystkie zapalone lampy w moim salonie i kilka doniczek z hiacyntami na parapecie.
ale tylko wtedy gdy ta przyjemność zdecydowanie przewyższa domową przyjemność wylegiwania się na własnej kanapie i picia kawy z kubka z anielskim skrzydłem (prezent gwiazdkowy od Karoliny, śliczny prawda?).
i chcę w nim żyć.
I nareszcie mogę się nacieszyć tym, że w sypialni powiesiłam zasłony!
Plany mam zuchwałe, acz do końca nie sprecyzowane, może kilka dni w Pradze, a stamtąd wypad na dzień do Czeskiego Krumlova. Chciałabym pokazać dzieciom to niezwykle urokliwe miasteczko, gdzie czas stanął w miejscu, a romantyczność bije z każdego zaułka.
I koniecznie chcemy pojechać choć na dwa dni na narty, chyba znowu zapomniałam jak się jeździ! Niekończąca się to historia, co nowy sezon konieczny mi instruktor, pług, wywrotka, strach, a potem…fiuuuu i wiatr we włosach na niebieskiej trasie, cha cha…:)
No cóż, pewnych rzeczy nie przeskoczę, nie ma co nawet próbować, ale za to moje dziewczyny talent do nart mają po tatusiu. I dzięki mu za to!
Li.
Zawsze może być gorzej!
25 stycznia, 2012Choć oczywiście miodem na moje poranione serce były Wasze komentarze i maile, och!
Komentarze pozostaną moderowane, co ciekawe- odkąd napisałam, że zamykam bloga nie dostałam ani jednego niemiłego komentarza, cud- prawdziwy cud!

Opublikował/a leelilee 





