Na kanwie wczorajszej opowieści
16 października, 2011Lepiej spotkac byka w wąskiej uliczce, niż rozjuszoną kobietę.
15 października, 2011Odpuszczę ten miód w imię praw młodości.
14 października, 2011Li.
Miód-cud z resztą w tle.
14 października, 2011Ech…
13 października, 2011Do Karolci przyjechała w ramach wymiany szkolnej Niemka-pedantka.
A już kamieniem kociej obrazy jest fakt, że nie można leżec na stole…
No to przecież nie można było nie pojechac do Pszczyny i do Ilonki.
I jest z niej niesamowity widok.
Historia bez happy endu.
6 października, 2011Ona alkoholiczka, on narkoman i lekoman, żyli w ułudzie wspierania się w walce z nałogiem.
Ale tylko przez chwilę.
Za chwilę była w drugiej ciąży, otrzeźwiała, zostawiła męża i wróciła znowu do matki, która w międzyczasie zachorowała na raka kości.
Po rozwodzie wyszła za mąż.
Ona w szoku pamiętała tylko o tym, że palce trzeba wsadzić do lodu.
Wsadziła do mrożonej marchewki z groszkiem i to jest jedyny tragikomiczny moment tej całej historii.
i „z tego wszystkiego” sam wrócił do picia po 8 latach.
otaczają/osaczają/zajmują* (niepotrzebne skreślić).
Daję ZNAK!
5 października, 2011Kto za mną tęsknił?
Domagam się uwagi, czułości i miłości…:)
Ech, ale się działo!
Napiszę, dziś jeszcze napiszę.
Na razie- jak dobrze wstać skoro świt, lalala…
Miłego dla Was!
Li.
Bobciowi wczoraj nareszcie ściągnięto gips.
Żadnego grzania brzucha w promieniach jesiennego słońca. Nawet ta biedna kluska Szary, jedyny porządny kot, który nigdy nigdzie się nie wybierał.
Dopóki nie zrobię dachu z siatki i nie zasłonię nawet najmniejszej dziury zakaz będzie obowiązywać.
Czysto męska wdzięczność…:)
Szybki raport z powolną kawą.
19 września, 2011Zlekceważyłam więc jego krzyki i mocne postanowienie porannego wstawania, zapadłam w ciepłe łóżko i… po dziewiątej godzinie dnia, w kołdry otuleniu, piję kawę z mlekiem. W domu cisza, Karolina- szczęśliwa licealistka, w tym roku chodzi na drugą zmianę i nie wstaje przed dziesiątą, Gusia jest przeziębiona i nie chodzi do szkoły, telefon jeszcze nie dzwoni, to jest chwila dla mnie gdy wiadomo, że muszę, ale jeszcze mogę trochę poudawać, że ja nic nie muszę.
w sumie nie dam głowy, czy z powodu ich prowadzenia, czy też zakończenia, haha.
Zaczęłam od zdania ” Prawo jest nudne”, więc po tym mogło być już tylko lepiej.
Masakra! Pod linkami są dwie recenzje- pierwsza w GW, kompletnie się z nią nie zgadzam, druga w DP, idealnie trafiająca w moje odczucia.
Na szczęście dalsza część wieczoru była fantastyczna, jeszcze do dziś nie rozprostowały mi się śmiechowe zmarszczki.
Nie można jednak wykluczyć możliwości, że to krem już na nie nie działa.
Kto by tam nie lubił mojej zupy…:)
14 września, 2011Jeszcze tylko kilka dni.
13 września, 2011PS. Najważniejsze: Pamiętacie o Chustce- Joannie?
http://www.chustka.blogspot.com/
Bardzo Was proszę o wpłaty na Jej rzecz.
Do tej pory udało się uzbierać 17 tysięcy złotych, miesięczna kuracja lekiem z Japonii kosztuje 10 tysięcy złotych. A takich kuracji, do czasu ostatecznego rozprawienia się z Rakelą potrzeba będzie jeszcze conajmniej kilkanaście.
Wpłacajcie moi Kochani, mniej kochani i Ci którzy mnie wiecznie krytykują- zwracam się szczególnie do Was- Wy Doriny i inne cudowne żony i matki- szlachetne istoty, podaję Wam na talerzu okazję do czynienia dobra. Mnie -grzesznicy- nie nawrócicie, ale możecie pomóc fantastycznej kobiecie.
I jest mężatką, co z miejsca czyni Ją mniej podejrzaną:)
Fundacja Rak’n’Roll. Wygraj życie!
ul.Chełmska 19/21, 00-724 Warszawa
Multibank
nr rachunku: 73 1140 2017 0000 4502 1050 9042
nr IBAN: PL 73 1140 2017 0000 4502 1050 9042
nr BIC: BREXPLPWMUL
tytuł wpłaty: Joanna Sałyga
Joanna ma w sobie moc, potrzeba jej tylko na paliwo.
10 złotych od każdego z Was i mamy na miesięczną kurację.
No!
To już..
12 września, 2011 … dwa lata.
Jadę do Pszczyny.
Niepotrzebność i niesprawiedliwość tej śmierci ani trochę nie wyblakły.
Powiem Jej: cześć kochanie, jestem i znowu Ci pomarudzę, jak mi bez Ciebie źle.
Li.
Recenzja z drugim dnem w tle.
5 września, 2011Wiem co mówię, ale z drugiej strony mężczyzna podobny do mnie, to- rany boskie- jakiś męski koszmar, haha…:)
A Paryż sfilmowany tak romantycznie pięknie, że mam ochotę natychmiast spakować się i… Ech, kiedyś.
Kto ma ochotę na poranną kawę z dobrze spienionym mlekiem?
3 września, 2011i wystawiają brzuchy do słońca.
A młodsze dziecko jeszcze śpi.
Powietrze pachnie zupełnie nie po krakowsku, słońce promienieje łagodnością, niebo nie zasnuło się jeszcze smogiem i widać jego niebieskości.
Jest mi zwyczajnie dobrze, pośpiech i stres tygodnia nie mają tu wstępu.
Większość moich marzeń ciągle pozostaje w sferze niematerialnej, ale to marzenie udało mi się urzeczywistnić, mam swój taras pod gwiazdami.
Na tarasie życie płynie inaczej.
1 września, 2011Nie ma zmiłuj się.
Tu Bobcio i Szary.
Rzadkie chwile bez kociej sierści na klawiaturze.
: )
Li.
Krótka notka organizacyjna.
31 sierpnia, 2011Nie piszę o wszystkich moich życiowych problemach, ani też o intymnościach tylko moich, bo i dlaczego mam o tym pisać?
Wszelkie sądy nade mną wobec niepełnego materiału dowodowego nie mają więc racji bytu.
Ja nie mam zamiaru dopuścić do tego, by blog który piszę „z radością, bez myśli przewodniej” stał się dla mnie źródłem przykrości, a co za tym idzie stresu.
Li.
Takie tam… może impreza?
28 sierpnia, 2011D. dała mi telefon do swojego weterynarza- doktora Jąkały. Podobno jest świetny.
Dzwonię, przedstawiam się i pytam, czy rozmawiam z doktorem Jąkałą.
W odpowiedzi słyszę: Pppppproszę.
A niech to, to była tylko ksywka.
A niech to!
Ochłodziło się, koty zeszły z tarasu i teraz rozwalają się na kanapie.
Ale jeszcze wczoraj w iluzorycznym cieniu pelargonii Szary leżał tak:
W nocy przyszedł jesienny smuteczek, kawa na tarasie szybko zrobiła się zimna, a B. przyniosła mi zaproszenie na swój ślub i wesele, które miało byc na jesień 2011-go roku.
z niepotrzebnym mieszasz lękiem ?
Jesteś – a więc musisz minąć.
Miniesz – a więc to jest piękne.
A co na to Lec?
Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija.
Li.
Kto ma rację?
27 sierpnia, 2011Z tej całej żałosnej sprawy pewny jest jeden wniosek- fatalnie kiedyś wybrałam.
o zaproszenie na ślub nawet nie pytam?
PS. Nastał czas przemeblowania i zmiany wyglądu bloga.
Komentarze są teraz na dole.
A kolory piękne, dzięki Krzysiu za inicjatywę remontową:)
Tylko daję znak.
25 sierpnia, 2011Ale to nie było tak, że punktualnie wystartowała, punktualnie wylądowała, wpadła w moje ramiona i potem już była tylko rodzinna bajka. Taki zwyczajny scenariusz nie leży w moim zwyczaju, stanowczo powinnam przyzwyczaić się już do nadzwyczajnych igraszek losu, a już conajmniej do jego kpin z moich ściśle godzinowo poukładanych planów.
Póki co, bez stresu poszłam na kawę.
Po godzinie starannie ukrywany stres jednak się pojawił, na co niewątpliwie miał wpływ brak jakiejkolwiek informacji.
Oczywiście po czasie okazało się, że dziecko było niewinne- dowodem było kilka sms-ów w jej skrzynce nadawczej, a przyczyną pewnie brak zasięgu, albo zemsta Allaha, bo te sms-y do mnie niestety nie dotarły. Zanim się to okazało, to oczywiście były krzyki, oj były- ech…
Mam poczucie, że mogę być następna, a Ty?
22 sierpnia, 2011Musimy – my ludzie, związani ze sobą taką cienką niteczką czytania o sobie- wzajemnie móc na siebie liczyć. Nie proszę o wielkie kwoty, wierzę w moc małej łyżeczki i kropel wody.
Gutta cavat lapidem non vi, sed saepe cadendo.
ul.Chełmska 19/21, 00-724 Warszawa
Multibank
nr rachunku: 73 1140 2017 0000 4502 1050 9042
nr IBAN: PL 73 1140 2017 0000 4502 1050 9042
nr BIC: BREXPLPWMUL
tytuł wpłaty: Joanna Sałyga
Pamiętacie Ilonkę? Ja Jej nigdy nie zapomnę i nie zapomnę tego, jak bardzo chciała żyć.
Kochani, do dzieła!
Potrzebna kasa na niestardardowe metody leczenia, na ominięcie kolejek po życie fundowanych przez NFZ.
Liczę na każdego z Was, każdego!
A za Joannę ręczę osobiście, o!
Li.
Byle do środy.
19 sierpnia, 2011Są tak zajęte, że „nie mają czasu, być iść na plażę, ani na basen„. Od trzech dni.
Prawdziwy kryminał z plażą w tle.
17 sierpnia, 2011Zapamiętały, że poza normalnymi dla Tunezyjczyka ciemnościami, miał on na twarzy charakterystyczne znamię.
I jak tu nie wierzyć we wtorek-potworek?
16 sierpnia, 2011Wściekła zwlokłam się z dopiero co uśpionego łóżka i zeszłam po schodach do pierwszego piętra.
Dalej zejść się nie dało, bo na podeście, przeraźliwie chrapiąc, spał sobie nieznany mi człowiek.
No cóż, tchórzliwie nie podjęłam próby obudzenia go i wyproszenia na ulicę, a na mój brak odwagi zapewne również wpływ miał mój strój- do tej pory byłam pewna, że w kamienicy, gdzie średnia wieku mieszkańców wynosi 75 lat, mogę spokojnie o drugiej w nocy paradować po korytarzu w koszulce nocnej i oglądają mnie tylko kamieniczne ćmy.
Następne godziny cierpiały na bezsenność, bo pies najwyraźniej nie mogąc pogodzić się z obecnością intruza, urzędował pod drzwiami całą noc, od czasu do czasu czujnie szczekając.
Podobno zderzył się z ptakiem i wyleciał z Malmo z trzygodzinnym opóźnieniem.
Ech, nie był to ideał wieczoru, o nie.
Rentowność porządków.
15 sierpnia, 2011Są dni, gdy balansuję na granicy.
14 sierpnia, 2011Bo kiedyś żyłam w przekonaniu, że nigdy nic złego spotkać mnie nie może, że nigdy nie zachoruję, a teraz wiem, że nie mam na to żadnego wpływu, kto wie, czy nie noszę w sobie tykającej bomby, kto wie, czy nie już nie jestem poważnie chora, kto wie…
Bo dlaczego nie ja?
Mam problem i nie wiem jak o nim powiedzieć, ale mogę napisać.
12 sierpnia, 2011Ale czyż nie miałam racji?
Straciłaś świetną pracę, dyscyplinarnie zwolniona spadłaś z wysoka.
Mąż odszedł, z młodszą córką prawie nie masz kontaktu.
Nawet swojego kota po pijanemu potrafiłaś zgubic!
Prawo jazdy za jazdę pod wpływem alkoholu masz zabrane na rok, sąd dał Ci szansę warunkowo umarzając postępowanie, po to tylko byś nie była karana i nie straciła pracy, a Ty tę szansę najwidoczniej zlekceważyłaś, albo myślałaś że jak zwykle jakoś to będzie.
I co teraz?
Sprzątanie w Biedronce? Kto Cię tam przyjmie? A kto spłaci Twój kredyt?
15 lipca 2010 roku.
Mam koleżankę.
Nie mam nic ciekawego do powiedzenia, zwyczajnie pieprzę.
11 sierpnia, 2011W sobotę oddałam zimnego prawie trupka, z powrotem mam swojego ciepłego Bobcia. Cud!
Mruczy, gdy płacę za skutki jego lotu na ziemię 1700 złotych.
Nie pojadę tam gdzie chciałam pojechać.
Pieprzyć to.
Za to mam mruczącego kota w łóżku, kogo chcieć więcej? :)
Gips przeszkadza w miękkim kocim lądowaniu. Oj, boli!
Ale i tak ciągle jakoś tak… smutno.
Pewnie była w ciągu, choć mówiła, że nie pije.
Zwlaszcza mnie.
I nie odbiera telefonu. Ze wstydu?
Ilonka ją znała, jestem pewna, że akceptuje wybór i jest spokojna i zadowolona.
Szkoda, że nie wszyscy się z tego jego szczęścia w nieszczęściu cieszą, ale nie da się zmienić losu, Ilonka nie żyje, a On tak.
Grzech dalszego życia bez Ilonki, doprawdy wielkie to zawinienie.
Szkoda, że… ech… może czas Im wyleczy rany.
A jak tak dalej pójdzie, zabraknie jej kieszonkowego.
…
Ech, popieprzone życie.
Dla wszystkich zainteresowanych:)
9 sierpnia, 2011Poniedziałek w deszczu, to i myśli mokre.
8 sierpnia, 2011Kleparz zasypany astrami, przynoszą ze sobą obietnicę rychłej jesieni, kolejnych urodzin, kolejnej zimy, kolejnych noworocznych postanowień, kolejnego podświadomego czekania na lato, kolejnego rozczarowania, że jest jak jest i kolejnej nadziei na zmianę.
Mam za dużo po stronie stresu, za mało po stronie emocji, nadwaga przedmiotów, niedowaga życiowej radości… ech, tu zrobic porządek, to byłoby coś.
Dobre wiadomości.
7 sierpnia, 2011Bałam się i stało się.
6 sierpnia, 2011Zawsze wracał!
Bobcio spadł z wysokości kamienicznego czwartego piętra na beton na podwórku, na oczach Karolci. Obie córeczki błyskawicznie podjęły akcję ratunkową, zalane kocią krwią nie straciły glowy, zadzwoniły po mnie, ułożyły kota w plaskim koszyku, okryły… ech, zero paniki, w przeciwieństwie do mamusi.
Update:
Pierwszy weterynarz o 21.00 kiwał głową i założył prowizoryczny opatrunek na otwarte złamanie z licznymi przemieszczeniami. Dał znieczulenie i odesłał do dziś na 11.20.
Drugi weterynarz o 1.30 w nocy założył drugi opatrunek, tym razem solidniejszy, bo z tamtym półprzytomny Bobcio rozprawił się w 5 minut. Dał kolejne znieczulenie i kazał przyjechac na 9.00. Podobno na operację.
W międzyczasie dziś rano trzeci polecony weterynarz skierował nas do Kliniki Zwierząt „Arka„.
I nareszcie tutaj poczułam nadzieję.
Bobcio został w szpitalu, na razie nie ma mowy o operacji, ma w sobie za dużo środków znieczulających, obrzęk mózgu, obrażenia wewnętrzne z którymi trzeba się uporac. Do operacji musi się wzmocnic.
Ma złamaną żuchwę, tragicznie połamaną łapkę, kto wie czy nie skończy się to amputacją.
Nie ma z nim kontaktu, leży jak kłoda, ale żyje.
W południe wróciłam do domu.
Jestem wykończona, marzę o łóżku, ale… ale mam dziś gości, więc robię papardelle z borowikami, muszę też posadzic róże, posprzątac poratunkowy bałagan, robię kawę i odganiam smutek.
Będzie dobrze, bo nie może byc inaczej.
Nie życzę sobie komentarzy typu „to tylko kot”.
Tam dom Twój, gdzie kot Twój.
Jestem za niego odpowiedzialna.
Li.
Było, ale mam ochotę.
28 lipca, 2011Orgia, prawdziwa orgia, gdy smaki się mieszają, wnikają w siebie i samo życie, gdy miłość z czerwoności popada w różowości- ot, takie wyblakłe uczucie, koniecznie podbite zapachem czosnku, z chrupiącym między zębami ogórkiem, z miękkimi cząsteczkami jajka, które tak gładko się połyka…
– Botwina się studzi, jaja dochodzą, czas na ogórki- po pierwsze je rozbierz- to powinno przyjść Ci bez trudu. Po drugie posiekaj, a po trzecie dodaj do nich czosnek, ale nie w całości-wyciśnięty przez praskę.
P.S. Wersja de luxe, dla zrobienia wrażenia: zamiast jaj kurzych, użyj przepiórczych- są małe, ale warte uwagi- podaj je w chłodniku przekrojone wzdłuż. Efekciarskie.
Szukałam i znalazłam!
28 lipca, 2011Weszłam tu. Zachwyciłam się.
Zrobiłam zakupy, cztery piękne pnące sadzonki.
Tylko cztery, bo najpiękniejsze róże będzie można kupić dopiero jesienią.
Na razie z niecierpliwością będę wyczekiwać tych czterech pierwszych krzewów, które staną się zaczątkiem mojego rosarium. Nie mam pojęcia o hodowli róż, ale instynktownie czuję, że nam wyjdzie.
I jakie to będzie wyzwanie!
Szukam poradnika hodowcy róż i za rok „ja Wam pokażę”!
:)
Li.
Dylematy imprezowiczki, wcale nie imprezowo nastawionej.
28 lipca, 2011Artur przeciwny jest niestety wariantowi siłowemu, walczymy o egzekucję wyroku via Sąd, a Sąd nierychliwy…
(Warto obejrzeć ten reportaż pod linkiem, dziennikarzy wezwała była żona, ale mam wrażenie, że obróciło się to przeciwko niej. Oto jaki los rodzice potrafią zgotować swoim dzieciom- ku przestrodze!)
Komentarze pod reportażem są zablokowane, bo to był sączący się strumień pomyj wylewanych oczywiście przez P. Beatę- ma kobieta niepowtarzalny styl pisania, wprost nie do podrobienia.
I pomyśleć, że przy okazji tej sprawy mogłam być sławna na cały kraj, a przynajmniej wśród widzów Polsatu, bo w trakcie kręcenia reportażu dziennikarz chciał ze mną przeprowadzić wywiad, dzwonił i dzwonił, ale ja… ech… to był piątkowy wieczór, impreza jakaś nieistotna, telefon nieodebrany, bo nieusłyszany, na sławę trzeba będzie jeszcze poczekać :)))
Ja oczywiście nic nie sugeruję…:)
To nie jest wina poniedziałku, że jest jak jest.
25 lipca, 2011(Jest mi błogo i miło).
( Jej płyty stoją na mojej półce).
W czasie deszczu taras się nudzi.
24 lipca, 2011Zapowiada się miły czwartek.
21 lipca, 2011Jestem bardzo ciekawa najbliższej przyszłości.
Bardzo szczegółowy opis tego, co mi się "przydarzyło wczoraj".
20 lipca, 2011Tego nie przewidziałam.
Usprawiedliwia mnie fakt działania w ekstremalnych warunkach, byłam przemoczona do dosłownie ostatniej nitki.
Próba wytłumaczenia mu sytuacji i konieczności dynamicznego działania (Panie! bez dyskusji! ma Pan tu moje kluczyki, jedzie pan na parking pod Politechnikę, ja podjeżdżam na rowerze, rzucam rower i jedziemy na płytę dworca!) zajęła mi jakieś dwie minuty, choć do dziś nie wiem, czemu uparłam się na jazdę moim autem, skoro i tak jeszcze nie było w nim walizki.
i zadzwoniłam do Pana Konrada.
Jeszcze nie wiem co zrobię, ale coś zrobię.
18 lipca, 2011Jestem. Bo jak nie tu, to gdzie?
11 lipca, 2011Mój ukochany Bobcio, biały kocur o dwukolorowych oczach wskoczył na dach sąsiedniej kamienicy i tyle go widziałam.
Bobcio niewdzięcznik po kilku godzinach -rzecz jasna- wrócił, lekko szarawy od łażenia po krakowskich dachach.
A ja umieram ze strachu.
…
Wróciłam.
Kto się nie cieszy, ten trąba.
A jak Wam opiszę co mi się przydarzyło wczoraj… ech:)))
Li.
No tak.
28 czerwca, 2011W sobotę na cały dzień jadę do SPA. Możliwe, że nabiorę zapału…:)
Jak zwykle (nie)usprawiedliwienie.
14 czerwca, 2011Notka z serii sprawozdawczych.
9 czerwca, 2011Pulsowalo mi tylko dwa dni, przysięgam!
I właśnie miałam zamiar jadąc do Myślenic podjechać na stację, gdy los skierował mi koła na Kleparz, na pocztę.
I tyle, sami widzicie- zajętość za zajętością, zarobiona jestem i jeszcze to pisanie…
Na maile od Was drogie Katarzyny, odpiszę w weekend, a partner Sylwii, nasz niesforny Pan Piotr jutro wychodzi z aresztu.
No! Jeden kamień mniej!
Li.
Chwila prawdy.
7 czerwca, 2011Spokojnie, to tylko awaria wewnętrznego ciepła.
6 czerwca, 2011Na zewnątrz może byc zimno, lubię gdy przez okna otwarte na świat wpada zimne powietrze.
Lubię zewnętrzny chłód.
Lubię mróz na policzkach i zmarznięty czubek nosa.
Ale popełniłam błąd w obliczeniach, dla energetycznego bezpieczeństwa wpuściłam w siebie niebezpiecznie dużo chłodu, odpowiada za zimne serce, nieczułe myśli, ścięcie dłoni mrozem do granic niezdolności do ciepłego gestu, do czułości i miękkiego dotyku.
Oj, będzie się działo!
Powody do NIE-ZA-KOCHANIA.
2 czerwca, 2011Gdy kobieta rozczarowuje się mężczyzną, to świat szarzeje, a niebo chyli się do piekła pod ciężarem raju pełnego niezrealizowanych obietnic.
Gdy kobieta rozczarowuje się mężczyzną, to ma o czym rozmawiać z innymi kobietami, bo takie rozczarowanie jest jak defloracja wpisane w życie prawie każdej kobiety.
Li.
Akcja „Sylwia”:
Wojciech
Paulina
Karolina
Agata
Doszło 117,85 złotych. W sumie 5007,86 złotych. Plus 135 dolarów. Ale fajnie:)
Dzięki wielkie dobrym ludziom z Lego, paczka doszła, a piski radości słychać było w całej Hucie.
Dzięki też za paczkę od Anny, witaminy są dokładnie takie jakie mają być!
Sylwia fatalnie znosi upały, ale jest szczęśliwa i spokojna.
Cel został osiągnięty, moi Drodzy, Kochani, Hojni i Najlepsi Czytelnicy. I Dano:))
Mocno całuję!
Czepialska notka.
30 Maj, 2011A dziś się pośmiałam. Wyjdę pewnie na zołzę, na czepialską zołzę, ale pewne rzeczy świadczą o człowieku… jak macie wpisane do telefonu swoje dzieci? Zbulwersowana Młodsza doniosła mi, że i ona i Starsza w telefonie ojca figurują z imienia i nazwiska. Bez zdrobnień. Mnie też tak wpisał, ale między imieniem a nazwiskiem jest przerywnik- ex wife, haha, jestem Monika ex wife i tu nazwisko. Żeby nie zapomniał?
Albo dla porządku… haha, zdecydowanie dla porządku.
Mnie to tam może wpisywac jak chce, ale dzieci?
Jak wpisujecie swoje dzieci? Moja Starsza u mnie w telefonie to Bimbuś, a Młodsza to Gusiek.
Z imienia i nazwiska mam wpisanych klientów i natrętów. Kontakty formalne.
(A kobieta koń wpisana jest wyjątkowo pieszczotliwie, to tak tytułem kontrastu, ale przecież wiadomo, że ja to się czepiam).
Szkoda tylko, że tata dał dziecku telefon do zabawy, a dziecko ciekawskie.
Z czego morał, że komórki naprawdę są niebezpieczne… dla emocji.
Li.
Cześć i czołem:)
26 Maj, 2011Przelotem, bo tonę w robocie, a przecież nie umiem pływać.
25 Maj, 2011Szczepana i Jadwigi
Joanny,
Anny.
Padam, ale posłusznie melduję:)
24 Maj, 2011…
…
Ale a propos sensownego działania, ogłaszam koniec akcji „Sylwia”.
Wpłynęło dość pieniędzy na dwumiesięczne utrzymanie tej miłej rodzinki, a ja nie chcę Was wykorzystywać (poza mężczyznami rzecz jasna, tych wykorzystywać wprost uwielbiam:).
Jakby co, to powtarzamy nasz zryw, ale tylko w sytuacji, gdyby wymiar (nie)sprawiedliwości zapragnął potrzymać jeszcze Pana Piotra w izolacji od społeczeństwa, ok?
Czuj czuj czuwaj!
Idę spać, wprost niemożliwie jestem zmęczona.
W Krakowie upajająco pachną akacje, wróciłam niedawno z Rynku… a ten wieczór taki piękny, że szłam piechotą (i niech wybaczy mi Pan Słowik).
Li.
Cieszę się, że Was mam:)
23 Maj, 2011I jeszcze dziś od:
Babci B.
Lucyny
Andrzeja
Marcina
Patrycji
Katarzyny
Anny
W puli już jeeeeeeeeeeest 3925,66 zł plus 115 zielonych.
Nie macie pojęcia jaka ta dziewczyna jest szczęśliwa!
Ja przy okazji też;-))
Li.
Opublikował/a leelilee 









