Byłam wczoraj na „Listach do M.” i „
1. oczywiście, że nie jest to dzieło wybitne,
2. nie jest to nawet film, który trzeba zobaczyć,
3. ale jest to film, który można zobaczyć, gdy w człowieku błąkają się, niewyparte jeszcze przez prozę życia romantyczne myśli,
4. grają w nim fajni aktorzy, w tym córka komentującej tu pewnej Ani :) I gra świetnie!
Aniu, gratuluję potomstwa! Wróżę jej wielką karierę!
5. pośmiałam się serdecznie, serotonina zrobiła swoje, nie ma co przejmować się niektórymi beznadziejnymi recenzjami, z pewnością pisane są przez różnych takich może zgorzkniałych i zblazowanych mężczyzn, tu trzeba spojrzeć kobiecym okiem i wiedzieć, że życie czasem ma ochotę pisać romantyczne historie.
Bo dlaczego nie?
…..
Kilka dni temu upływał mi termin zapłaty kredytu hipotecznego. W euro.
Sporo z tym mam zamieszania, bo muszę kupić euro, pojechać do banku, wpłacić, ech…
Jadąc popołudniu do pracy wstąpiłam do oddziału mojego banku, w którym jeszcze nigdy wcześniej nie byłam. Kolejka słusznych rozmiarów zatrzymała mnie tam na 40 minut. I już prawie, prawie miała być moja kolej, gdy wszedł pewien interesująco wyglądający mężczyzna i głośno zapytał, czy można tu w kasie wpłacić euro. Pani kasjerka grzecznie odpowiedziała, że nie. Nie ma kasy walutowej.
Jęknęłam głośno i podziękowałam owemu mężczyźnie za oszczędzenie mi tych kilku minut życia, jakie miałam jeszcze spędzić w kolejce. Wyszliśmy razem, zbliżała się godzina szósta, zapytał mnie, czy wiem, gdzie w najbliższej okolicy jest oddział z kasą walutową, wiedziałam gdzie, choć akurat nie w najbliższej okolicy, tam oddział czynny jest do dziewiętnastej, podałam adres, wsiadłam do auta, pojechałam do pracy.
Tuż przed dziewiętnastą i ja pojawiłam się w tamtym miejscu i znowu jęknęłam, były czynne tylko dwa okienka, kolejka liczyła conajmniej trzydzieści osób.
A kto stał na jej czele? Ha! Pomachał mi i zawołał, że trzyma mi miejsce.
Hm…
Skutek był taki, że w tym samym czasie wyszliśmy z banku i usłyszałam, że to trzymanie dla mnie miejsca bardzo go zmęczyło i tylko kawa jest w stanie mu pomóc. Wspólna kawa.
Bardzo to było romantyczne, choć z kasą walutową w tle, wokół spadały wirując lekko w powietrzu liście, na niebie świecił księżyc, a światła miasta drżały tajemniczo…
Ale ja to ja. Nie dałam swojego telefonu, mam za to jego numer i złożoną przez siebie obietnicę, że na pewno zadzwonię.
Zadzwonię. Kiedyś. Może.
Za bardzo mi się podobał, komplikacje i drżenia serca murowane, lepiej tego unikać, bo po co mi kolejne problemy?
A wczorajszy wieczór, podbity romantyczną komedią spędziłam w pięknym miejscu,
o tu.Śliczne miejsce, zaprojektowane i stworzone przez ulubioną artystkę Jolantę od moich lamp i schodów.
Da się to zresztą zauważyć, prawda?
Jedzenie i wino, a potem powrót na drżących nogach przez piękne, romantycznie jesienne Planty.
Najważniejsze to mieć kontrolę nad własną romantycznością.
Ale „Listy do M.” polecam.
W charakterze bajki, oczywiście.