Jest tak gorąco, że nawet klawiatura parzy.
10 czerwca, 2010Tajemny znak!
7 czerwca, 2010Mam marzenie i nie powstydzę się go użyć.
7 czerwca, 2010Długo nie piszę, więc potem muszę pisać długo… znaczy się tekst dla wytrwałych;-)
6 czerwca, 2010Mam wiele do powiedzenia, ale coś krępuje moje słowa.
3 czerwca, 2010Poklnę sobie przy pierwszej kawie.
1 czerwca, 2010Sprawy kocie.
25 Maj, 2010
Na zdjęciach mali powodzianie :) Autor zdjęć- Dagmara.
Piątek i słońca początek.
21 Maj, 2010i powodzie. W domu panuje święty spokój, bo dwa najbardziej ruchliwe i hałaśliwe elementy wyposażenia wnętrz poszły do szkoły, koty śpią po śniadaniu, pies jeszcze się nie obudził, a ja przy porannej kawie przeciągam się leniwie planując dzień i pracę.
Starzy czytelnicy będą wiedzieć o co chodzi, nowi mogą przeczytać na moim starym blogu (jak będzie im się chciało…).
20 Maj, 2010Powodzianie w kocim raju u Dagmary :)
20 Maj, 2010Dagmara nakręciła koci serial :))) Kociaki gwiazdorzą na Youtube, popatrzcie!
Nie mogą nie rozczulać!
Li.
Chaotyczna opowieść o wczorajszym dniu.
19 Maj, 2010Ta notka nie zasługuje na tytuł.
17 Maj, 2010We mnie świeci słońce i nie może być inaczej!
16 Maj, 2010O tym i o tym.
14 Maj, 2010
Nie czuję się jednak szczęśliwa, choć przecież twierdzę, że szczęście to brak nieszczęścia, skoro więc nie jestem nieszczęśliwa, to powinnam być szczęśliwa, ech… można snuć rozważania długo i smakowicie, ale komu by się tam chciało w taką spokojną piątkową noc.
Zrezygnowałam z pomysłów ogrodniczych typu iglaki na tarasie, jednak stawiam na kwiaty i krzewy kwitnące, feerię kolorów, może uda mi się wyhodować clematisy i wiciokrzewy, a poza tym pewniaki w postaci pelargonii, petunii, begonii, niecierpków, astrów, wrzosów i oczywiście maciejki, bo wieczór w zapachu maciejki ma urok nie do odparcia.
Mam swoją drogę krzyżową, ale moja skończy się szczęśliwie, nie może być inaczej!
Li.
Kolejny piątek na drodze do wieczności!
14 Maj, 2010Środek zwykłego tygodnia.
12 Maj, 2010Pierwszego razu, po czterdziestce…
11 Maj, 2010Bezsenność w Krakowie.
10 Maj, 2010Deszcze niespokojne, a sprawy zakupowe.
6 Maj, 2010Sprzątanie przeszłości.
2 Maj, 2010Narzekanie narzekaniem, ale zdjęcia muszą być!
27 kwietnia, 2010


Trzecie zdjęcie to balustrada przy pokoju Starszej, na czwartym jest mój już ulubiony detal, piękny jest metal zamknięty w tych finezyjnych łukach, prawda?
Poza wszystkim staram się zachować spokój. W domu piekło, bo Starsza odkrywa kolejne swoje błędy w teście, pogrążając się w coraz większej depresji, ostatni jej plan na życie to Technikum Pszczelarskie, podobno tam przyjmują z limitem trzech punktów, haha.
W naszej rodzinie zawsze kończyło się studia, nie ma więc powodu, by w tym pokoleniu było inaczej.
PS. Zdjęcia zrobiłam iPhone’m, dziecko beztrosko zostawiło aparat u babci. Ale coś tam widać, prawda?
Ech… napiszę coś ku pokrzepieniu serca. Swojego.
25 kwietnia, 2010Urodziny i pogrzeb, czyli codzienne życie.
14 kwietnia, 2010Przelotem, bo ciągle smutno…
13 kwietnia, 2010(..)
10 kwietnia, 2010Taką smutną sobotę i jej porażającą symbolikę zapamiętam do końca życia.
Niech pokój będzie z Nimi.
Li.
Nie mam czasu dla nikogo, jeno dla ciebie niebogo :)
8 kwietnia, 2010Wrócił wtorek-potworek, potrzebne antidotum!
6 kwietnia, 2010Życie, życie jest nowelą…
3 kwietnia, 2010Życie pisze swoje historie, czasem są to prawdziwe wyciskacze łez, emocjonalne bomby rujnujące pozorny spokój, ale za to umożliwiające budowę nowych uczuć, nowych emocji, nowego stanu ducha.
Dzisiejsza i właściwie banalna historia doprowadziła mnie do łez, płakałam w słuchawkę telefonu razem z Mamą Ilonki, ale kończąc rozmowę byłam już spokojna i szczęśliwa, czułam jakby Ilonka z niebytu dała mi znak, a pewna prześladująca mnie historia znalazła swoje zakończenie:
Czterdziestoletnia Agata, matka czwórki dzieci, z których najmłodsze miało dopiero dwa lata leżała w szpitalnej sali razem z Ilonką. Guz w jej brzuchu miał wielkość małego arbuza. Była przerażona, załamana, w ciężkiej depresji, a Ilonka- sama ledwo żywa po operacji -podtrzymywała ją na duchu, wzmacniała i dodawała sił do walki z Obcym. Po śmierci Ilonki czasem myślałam o tej Agacie, miała mięsaka o mniejszym stopniu złośliwości, ale z tego co mówiła Ilona-lekarze nie dawali jej większych szans na przeżycie. Do szpitala przyjeżdżał do niej mąż- ale nie codziennie, bo trudno mu było wyrwać się z domu pełnego dzieci gdzieś na wsi pod Oświęcimiem, ja widziałam go chyba tylko jeden raz i zapamiętałam go jako prostego, zafrasowanego, pochylonego nieszczęściem mężczyznę, niezdarnie próbującego poprawić żonie poduszkę.
Gdy wieczorami nielegalnie wdzierałam się na szpitalny oddział, a cudowne pracujące tam pielęgniarki udawały, że mnie nie widzą, gadałyśmy sobie wszystkie trzy, nasze rozmowy toczyły się wokół absolutnych bzdur, babskich mało ważnych spraw, w obliczu ciężkiej choroby jednak te sprawy nabierały niebywałej ważności, bo były nierozerwalnie związane ze zwykłym, codziennym życiem, a każda z nich chciała żyć. Pamiętam wieczór, gdy nałożyłam im obu nawilżającą maseczkę na twarz, a Agata przyznała, że nie ma nawet kremu, bo swoje potrzeby w licznej rodzinie zawsze ustawia na koniec kolejki. Ilonka wtedy oznajmiła, że jest to sytuacja skandaliczna, a ja dyskretnie otrzymałam polecenie dokonania zakupu kilku kosmetyków…
Po śmierci Ilonki nie wiedziałam co dalej działo się z Agatą. Czasem o niej myślałam, zawsze ze smutkiem, byłam prawie pewna że nie dała rady Obcemu, prześladowało mnie zdjęcie jej małego synka.
Kilka dni temu, późnym popołudniem Mama Ilonki wraz ze swoim szkolnym kolegą, który przyjechał ją odwiedzić po czterdziestu latach niewidzenia się, poszła na pszczyński cmentarz. Zapadał lekki zmierzch, było ciepło, na wielu grobach paliły się znicze, cmentarze ze swoim powietrzem ciężkim od smutku mają jednak w sobie urokliwe piękno.
Po drodze, na cmentarnej alei minęli wolno idącą parę, ludzie ci sprawiali wrażenie jakby szukali jakiegoś grobu. Mama Ilonki nie mogła zauważyć, że za nimi para przystanęła, a mężczyzna powiedział do kobiety: „mam przeczucie, że to jest matka Ilony”. Nigdy jej nie widział na oczy, mijali się podczas odwiedzin, nie mógł wiedzieć jak wygląda. Zawrócili, poszli ich śladem i oto nareszcie po paru tygodniach poszukiwań Agata odnalazła grób Ilonki. Płakała tam bezładnie przez godzinę, opowiadała jak kolejną niedzielę przyjeżdżała do Pszczyny na poszukiwania grobu, jak już dziś zrozpaczona i zdeterminowana zdecydowała że musi iść do parafii po informacje, jak Ilonka dała jej siłę do życia, jak przetrwała operację, chemio-i radioterapię, jak otrzymała wiadomość, że nie ma w niej komórek rakowych, jak ciągle o Ilonce myśli, jak nie może o niej zapomnieć, jak bardzo była zrozpaczona po jej śmierci, jak bardzo pragnęła odnaleźć grób- Mama Ilonki powiedziała mi, że godzinę tam stały, płakały, śmiały się, niesamowite emocje i wzruszenie…
Dobry człowiek po śmierci w ludzkiej pamięci prowadzi dalsze życie, bo odcisnął na innych piętno, wrył się w ludzką pamięć mocno, głęboko i tak twórczo, że nie można go zapomnieć. Ilonka śmiałaby się z tego pomnika jaki zostawiła w naszej pamięci- nie była przecież święta, miała wady, jak każdy z nas. Ale ostatni rok jej życia wydobył z niej takie piękno, taką siłę, taką pogodę ducha, taką odwagę w ukazywaniu słabości, że myśli o niej poza smutkiem i brakiem akceptacji dla jej śmierci zawsze są ciepłe, ogrzewają i dają siłę
Bardzo za Tobą tęsknię moja Kochana, bardzo!
Li.
Uśmiechnięty piątek.
2 kwietnia, 2010Biegnący za mną od kilku dni święty spokój dziś nareszcie złapał mnie w swoje ramiona, poddaję mu się z radością, wtulam się w niego i tak chcę zostać przez kilka najbliższych dni.
Mam za sobą poranny relaksujący seans u kosmetyczki, a przed sobą wolność od matczynych obowiązków, bo moje kochane córki wyjechały do babci po mieczu i aż do wtorku nareszcie jestem sama!
Uwolnię się więc od myśli, w których mam ochotę związać własne dzieci, zakneblować i wrzucić do ciemnej piwnicy, pozwolę sobie na luksus maleńkiej tęsknoty i zajmę się rozpieszczaniem siebie, bo ostatnio o sobie zapomniałam, a przecież każda matka ma prawo do bycia zadowolonym z życia człowiekiem.
Życzę Wam wszystkim tego, by było Wam jeszcze lepiej niż mnie!
Li.
Dlaczego tak długo nie pisałam?
1 kwietnia, 2010Jak mie sobie wzion, to mie sobie mo!
26 marca, 2010Jestem na dnie.
22 marca, 2010Boli mnie gardło i cała reszta. Przez japonki, w których wyskoczyłam do sklepu. Albo przez jazdę autem przy otwartym oknie. Albo ze starości. Nos mam jak bania, głos jak zardzewiała furtka na jednym zawiasie, jestem jedną siedzącą nieszczęśliwością, a zaraz będę leżącym workiem.
Nie cierpię być przeziębiona.
Zaraz podam sobie sama herbatkę do łóżka i oddam się cierpieniu.
Błąkam się w okolicy samopoczuciowego dnia i nic, nic nie jest w stanie mnie ukoić.
Idę spać,
Li.
Spowiedź dziecięcia wieku konsumpcji.
19 marca, 2010Notka wpadkowa, bezznaczeniowa.
16 marca, 2010Zaczynam wspominać, chyba się starzeję :)
14 marca, 2010Potrzebne ciepłe myśli do ogrzania zmarzniętej ziemi.
12 marca, 2010Opowieść o D.
10 marca, 2010Napisałam to dwa lata temu i ciągle myślę tak samo.
10 marca, 2010O Dniu Kobiet i czymś tam jeszcze…
8 marca, 2010Gdy dziecko jest w samolocie, we mnie budzą się demony.
7 marca, 2010A Ty, czy masz ważne dokumenty?
6 marca, 2010A takie tam, przed snem…
2 marca, 2010Dzień Niepodległości.
2 marca, 2010Chwilowo życie bywa znośne.
1 marca, 2010Wiadomości z pierwszej ręki.
26 lutego, 2010Niepożądana codzienność.
25 lutego, 20103. przyszła za to sobie po raz kolejny Straż Miejska i po raz kolejny nie przyjęliśmy mandatu.
Opublikował/a leelilee 



