Wszak nie dobija się koni…

Jestem uzależniona od pisania, ale czasem idę na odwyk.
Dzieje się tak, gdy nie jestem w stanie zebrać myśli, ani usiąść spokojnie z kawą przy laptopie.
Dzisiejsza historia śmieszy mnie od kilku dni i dotyczy Nemo wraz z jego kobietą koniem.
Nemo nie widział sie z dziećmi od lipca. Z sobie tylko znanych tajemniczych powodów.
Z moich obserwacji wynika, że na szczęście czas naprawdę leczy rany i nasze córki pochłonięte swoimi sprawami jakoś nie odczuwają nieobecności ojca.
Więzi na linii ojciec-dzieci pielęgnowane są via telefon, pod warunkiem jednakże że Młodsza wie, gdzie jest jej ładowarka, a Starsza ma ochotę telefon odebrać.
Ad rem jednak:
Nemo zadzwonił do Młodszej i zwierzył się jej z pragnienia posiadania kota.
Młodsza, która kociarstwo ma we krwi od razu dała mu numer do cioci D., czyli mojej przyjaciółki Dagmary, wielokrotnie tu przeze mnie w bałwochwalczy sposób opisywanej.
Nemo znał D. z dawnych czasów, zadzwonił, rozmawiał podobno niezwykle oficjalnie i powiedział, że po kota przyjedzie kobieta koń. Dla D. była to wielka gratka, bo nie miała (nie)przyjemności poznać kobiety z czasów, gdy ta świadczyła na rzecz naszych dzieci usługi opiekuńcze.
Kobieta koń wygląda podobno bardzo źle. Jest w dodatku smutna i co najlepsze z tej historii (jestem wredna i jest mi z tym dobrze:) ciągle narzekała na Nemo- a że ma serce z kamienia, a że rozstanie ze mną zmieniło go na niekorzyść (co za tupet, no no…), a że nie ma dla niej czasu, a że ciągle wraca późnym wieczorem, bo podobno siedzi u dzieci (u dzieci nie siedzi, więc pytanie- gdzie wieczorami przesiaduje Nemo? Gdzie jest Nemo?).
Potem zaczęła opowiadać, jaka to ja jestem wspaniała, z czego D. wysnuła wniosek, że może chce się ze mną na nowo zaprzyjaźnić… chyba z tej samotności, siedzi sama w domu na wsi i świadczy Nemo usługi gospodarskie.
Kobieta namówiona przez zniesmaczoną tymi wyznaniami D. wzięła dwa dorosłe koty, choć bardzo obawiała się reakcji Nemo (a D. do wydania pozostało jeszcze pięć kociaków).
Koty zamieszkały u Nemo w piątek, jeden na dzień dobry posikał jego ulubiony fotel, a drugi schował się gdzieś na całą dobę. Jak to koty w nowym miejscu.
W poniedziałek D. zadzwonila do kobiety konia z zapytaniem o kocie sprawy, a ta z płaczem wyjawiła straszną prawdę- jeden kot wyszedł z domu w sobotę i nie wrócił.
D. zapakowała więc do auta małego kocurka i zawiozła pogrążonej w żalu kobiecie kolejnego kota, choć gryzło ją sumienie kociary, czy aby na pewno dobrze robi. Na miejscu okazało się, że i drugi kot wybrał wolność, kobieta koń pogrążona jest w nieutulonym żalu, a Nemo nie ma.
D. zostawiła więc trzeciego kota, licząc, że dwa poprzednie- duże, wysterylizowane i dorosłe jakoś sobie na wsi poradzą. W chwili wsiadała do auta, żegnana kobietę konia trzymającą na rękach małego kocurka, z krzaków wyłonily się dwa zaginione koty.
Tym sposobem Nemo ma trzy koty i jest wściekły, kobieta koń nie czuje się taka samotna, Młodsza jest zadowolona z siebie i dzwoni do taty z zapytaniem: „jak tam koty?”, co oczywiście nie pozwala mu na żaden manewr pozbycia się któregokolwiek z nich, bo widzi, że dzięki kotom dziecko dzwoni do niego ze swojej inicjatywy, a do tej pory rzadko tak bywało, a D. dalej kombinuje co zrobić z resztą kociej ferajny.
Z tego wszystkiego najbardziej to mi konia żal.
Tak po babsku jest mi jej żal, choć nie zmienia to w niczym mojej na nią wściekłości.
A ja naprawdę nie mam czasu, by pisać. Od wczoraj mam grzejniki i piec.
Piec jest ogromny i zajmuje pół kotłowni.
Kocham mój nowy dom miłością absolutnie zaborczą, ślepą i nieobiektywną :)
Li.

11 Responses to Wszak nie dobija się koni…

  1. Nieznane's awatar Jędz@ pisze:

    E tam, mnie jej nie żal. W końcu i tak zapewne wyląduje u mnie, lub w podobnym przybytku. Z tego co pamiętam, nie jest prawnie poślubiona małżonką, nic nie posiada, w tym wykształcenia i zawodu. Wyląduje na twardym jak ta lala. I dobrze jej tak!Takie mam zdanie, ale ja z natury dość podła jestem.

  2. Nieznane's awatar Lola pisze:

    Mnie tez jest jej zal. Bo z glupota, tak jak z uroda, albo sie ja ma albo nie i nic za bardzo na to poradzic nie mozna. Glupi kon i tyle, a raczej glupia krowa.

  3. Żal Ci konia? To ją przygarnij. Razem z kotami;-)

  4. Nieznane's awatar Agata pisze:

    A ja bym na Twoim miejscu dobiła ;). Podeślij jeszcze psa tej suce, to zawsze jakaś atrakcja, potem kozę, krowę i inny inwentarz ;). Niech skończy jak Violetta V. Jeszcze troszkę… a historia się powtórzy… ;-))) P.S. Nie dotarła poczta ;(

  5. Nieznane's awatar she pisze:

    No,no…ale sie porobilo, ale rozumiem milosc do domu… to jest Twoj twor…a los konia jakby przesadzony…dlatego smutny, pozdrawiam

  6. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Teraz pozostała jej samotność i patrzenie w ściany, a w finale dostanie kopa w tyłek od Nemo, bo pewnie w kolejce na jej miejsce czeka już następna.Ja też się tak nieśmiało zapytuję, czy kabelek został odnaleziony? :D Agata

  7. Nieznane's awatar piotr pisze:

    Li…Ty lepiej daj koniowi dobre wino i podziękuj,a nie się wsciekasz… pozdrawiam

  8. Nieznane's awatar Gofer73 pisze:

    no to się czytało jak niezły kryminał :)))podejrzewam że Kobieta Koń w końcu zostanie ofiarą swojego własnego postępowania i jej miejsce zajmie Kobieta Owca (albo co gorzej Kobieta Krowa) – w końcu nic w przyrodzie nie ginie..

  9. Nieznane's awatar Anonymous pisze:

    Jeśli już jesteśmy przy końskich tematach miałam dziś kiepski dzień i moja podkówka skierowana była w dół. Po przeczytaniu Twojej notki od razu obróciła się w górę i poczułam satysfakcję:) Dana

  10. Nieznane's awatar anabell pisze:

    A wiesz,mnie jakoś konia nie żal, wszak nie była naiwna nastolatką, gdy poleciała na wdzięki Nemo. A Nemo, gdy go nie ma,tkwi w objęciach kolejnej naiwnej. Li, dlaczego kobiety są takie durne?

  11. Nieznane's awatar Blackberry pisze:

    No życie czasami pisze bardzo zabawne scenariusze :) Pozdrawiam i trzymam kciuki za budowę :) nieśmiało zapytam czy kabelek się znalazł?

Dodaj odpowiedź do Agata Anuluj pisanie odpowiedzi