Poranne wstawanie w zaokiennych ciemnościach ma wiele uroku.
Cisza, domowy spokój, kawa z mlekiem i szansa na zebranie myśli są kuszącą przeciwwagą dla rozdzierającego ziewania i chęci powrotu do ciepłego łóżka.
Przede mną tydzień sprzątania i przenoszenia rzeczy.
Kolejna przeprowadzka znowu wymusi porządki, wyrzucenie butów nigdy nie noszonych, gazet nigdy nie przeczytanych, kremów nigdy nie użytych, wolna od zbieraności i niepotrzebności zacznę oswajać nowy adres.
Niedługo ogłoszę koniec mojej bezdomności i wtedy wrócę do pisania o tym co mi w duszy gra.
Na razie słyszę bezładną kakofonię, nieudolne strojenie instrumentów i smętne popisy solisty- złośliwego pecha.
Dzieje się dużo za dużo, z trudem to ogarniam.
Li.

Jesteś na ostatniej prostej :) Już niedługo finisz. Jeszcze tylko trochę wysiłku.A pewne rzeczy drogą eliminacji powinna ci pomóc wyrzucić osoba z tobą niezwiązana, bo nie będzie miała sentymentów, które ty na pewno będziesz miała.
No to zaczynamy nowe życie :)
Błagam o jakieś fotki:)Chcę, żeby mi w piersiach dech zaparło. Dana
Oj też się przeprowadzałam kilka razy. Za pierwszym razem było najgorzej, później już co raz mniej rzeczy do wyrzucenia i za każdym razem lżej. Taki przymusowy pretekst do pozbycia się rzeczy, które bałaganią nam życie. 3mam kciuki i czekam z niecierpliwością na ten dzień, w którym zaczniesz znowu zasypywać nas swoją twórczością :)Pozdrawiam :)
Li, każda przeprowadzka jest koszmarem, miałam ich w życiu 6 i nawet ta na własne mieszkanie też.To taki wymuszony remanent, na który nie zawsze jesteśmy przygotowani wewnętrznie.Ale na szczęście masz już bliżej niż dalej do mety.