Od wczorajszego wieczoru miałam być w Pradze, u moich Przyjaciół.
Uczepiłam się myśli o tym wyjeździe jak bluszcz podpory, owinęłam wokół niej, od kilku dni czerpałam z niej energię, a tu los-złośliwy los obdarzył Starszą tuż przed wyjazdem ponadnormatywną ilością wirusów. Chorujemy więc obie, ja głównie z żalu.
Byłam pewna, że pojedziemy, nie zrobiłam zakupów, dziś sklepy pozamykane, w spiżarni mam zapas tylko kociego jedzenia, a w lodówce pyszne światło.
Nic mi się nie chce, leżę w łóżku, piję kawę z resztką mleka, zmęczona i zniechęcona powtarzam sobie mantrę o konieczności dobrego nastroju: „mieć dobry nastrój, mieć dobry nastrój, mieć dobry nastrój”.
Wszystko jest jednak kwestią interpretacji, mój ponury nastrój to jest przecież dobry nastrój, bo mogło być jeszcze gorzej.
A skoro może być gorzej, to znaczy, że teraz jest lepiej niż wtedy, gdy może być gorzej- ergo- teraz mam dobry nastrój.
Wściekła więc i rozżalona na los, ale podobno w dobrym nastroju, niechętnie wstaję do przeżycia beznadziejnego dnia.
Zrobię jakieś pomysłowe śniadanie z niczego, na obiad zamówię pizzę, wrzucę na dvd kolejne odcinki „Gotowych na wszystko”, poodpisuję na maile i przeczekam w tym dobrym nastroju zły czas.
Dawno nigdzie nie byłam, nie wyjeżdżałam, siedzę w tym Krakowie jak stara kura na grzędzie, ciągle jakieś przeszkody, spadające z dachu koty, chore dzieci, życie, co to za życie?
Mam naprawdę dobry nastrój, jestem tylko wściekła.
Lucy i Jarek, wiecie, że Was kocham i tęsknię i chciałam do tej Pragi, do Waszej gościnności, do wina i do innego nieba!
Li.
Aniu M., ale historia, no jasne że pooglądam sobie Twoją córkę:)Zaraz wychodzę, kino Ars ulubione, a potem na kolację z winem, bo wracam pieszo:)Miłego wieczoru dla Was!
Tez bym pojechala do Pragi. To jedno z moich ulubionych miast.A moja corka miala zrobic do szkoly plakat na temat miasta przodkow. Wypiela sie na moj Poznan i wybrala Krakow! mimo, ze nikogo w Krakowie poza Toba Li nie mamy. ;) Uznala, ze koziolki slabo wypadaja w porownaniu z legenda o Smoku Wawelskim. :)
Ja też dziś idę na "Listy do M.", do Bonarki na 20-tą :). Pozdrawiam.
Li, doskonale rozumiem Twoj zal. W maju mialam sama przyleciec do Polski na tydzien. Pierwszy raz od 6 lat SAMA. Ale Starszy sie pochorowal i zostalam. Trudno takie zycie, mysle sobie. I tak przylece! Ty i tak w koncu pojedziesz na swoje wakacje. Pojedziesz i juz. To tylko kwestia czasu i cierpliwosci :). Buziaki.
Ania, pisz, ale i tak dziś idę:))
Mogę napisać Ci na Maila, dlaczego warto pójść do kina na "Listy do M"?
i dobra rada, na przyszłość zaopatrz się w puszki, nie tylko te dla kota, ale takie np z soczewicą i innymi strączkowymi, zawsze można zjeść w wersji "na chama" czyli bez zbędnej obróbki, widelcem prosto z puszki, albo w minimalnie dluższej, podgrzanej, z dodatkami… ja o tym pamiętam, bo często z powodów logistycznych braki w lodówce! pozdrawiam!
Dzięki Li, jesteś moim dzisiejszym akordem durowym!
Zdaje się, że miałaś jechac do Zielonej Góry po to samo, hę?
aurora, zwiedzac jak zwiedzac. Raczej siedziec, gadac, pic wino i się cieszyc, że to wszystko jest w Pradze!
Kasiu, bardzo mi fajnie po Twoim komentarzu:) Ech, czasy Licencji to były trudne, ale dobre, czasy. A teraz jest inaczej. Też trudno, ale i też dobrze. Tylko inaczej. Tęsknię jednak za tamtą większą beztroską, a może za młodszą młodością:)) Pozdrawiam!
Viki, dieta z konieczności, muszę jednak poszukac jakiegoś otwartego sklepu. Bo zupa z gwoździa jakoś mi nie wchodzi, Dano droga:)
Dacapo, robisz świetne zdjęcia!Pisze Ci to ktoś, komu zdjęcia nigdy nie wychodzą:)Praga nie ucieknie, ale czas ucieka.
A mi jest bosko bo od paru dni wyrywam życiu czas na czytanie pewną Licencję:D i cieszę się bardzo, że dopiero jestem w połowie 2008 roku tylko strach jak dojdę do końca, trzeba będzie się odwrócić i znaleźć nowy cel… czasoumilacz i cudowny czasoskradacz zatem idę po kubek kawy z mlekiem, słońce zagląda przez okno grzejąc odrobinę a ja mam przed sobą genialne popołudnie:)Na szczęście stacje benzynowe są otwarte więc kawa i mleko zawsze dostępna!
A co tam zwiedzać w tej Pradze. Miasto, jak miasto;D Znacznie ciekawiej bywa na Pradze ;-)
… wszystko mija … zły … znaczy dobry nastrój … też .
"Wszystko jest jednak kwestią interpretacji, mój ponury nastrój to jest przecież dobry nastrój, bo mogło być jeszcze gorzej.A skoro może być gorzej, to znaczy, że teraz jest lepiej niż wtedy, gdy może być gorzej- ergo- teraz mam dobry nastrój."to od dziś staje się moją mantrą!!!:)Kochana Li, co ja bez ciebie bym zrobiła?:)Pragę kocham:)i rozumiem Twój żal, ale wiesz przypomina mi się historia mojej przyjaciółki, która jechała kiedyś znaną i przemierzaną przez siebie sto razy drogą i nagle zorientowała się, że gdzieś opacznie skręciła, klnąc w duchu zawróciła, nadkładając sporo kilometrów.Gdy znów znalazła się na trasie, zobaczyła straszny karambol, kilka osób rannych i ofiary śmiertelne.Widać Anioł Stróż, Bóg, siła wyższa, przeznaczenie, co kto woli, ochronili ją, ona miała zjechać z tej drogi.Od tej pory takie sytuację nauczyła ją, ale także i mnie, że należy ze spokojem podchodzić do przeciwności losu:)a dziś może dieta oczyszczająca?:)buziaki
Ja dzisiejsze resztki mleka z wielkim trudem wlewałam do dziecięcej butelki:) Praga nie ucieknie!
Tak czytałam, czytałam i wiedziałam, że coś wymyślisz, czyli zrobisz z gwoździa obiad-cała Ty:)Jasne, że zawsze może być gorzej.
Ona, pamiętaj, że zawsze może byc gorzej, więc teraz nie jest Ci źle, tylko dobrze:))
Łączę się z Tobą , siedzę w domu, bez kotów, ale z dwoma psami , mogłabym wyjechać , ale jutro idę do pracy i nie mogę , mogłabym zjeść tonę rogali( bo ja z Poznania:)), ale nie mogę , bo jestem na diecie:(…z tego powodu nie idę na imieniny do Marcina :(….MASAKRA.Musiałam trochę ponarzekać.