Znowu wyrzuciłam kolejny worek z suchościami i zwiędłościami z tarasu.
Jesień czai się na niebie, jeszcze udaje że ma jakiś interes za drzewami, jeszcze nie podchodzi bezczelnie blisko, jeszcze nie wchodzi bez pukania przez letnio otwarte okno, ale ja ją już czuję- to ten nieuchwytny, ale dotykający mnie smuteczek, wbrew woli dziejące się podsumowanie roku przed kolejnymi urodzinami, łatwa do przewidzenia, a trudna do zwalczania szarość i nieprzyjazność zimy.
To nie był dla mnie dobry rok, kolejny niedobry rok, tak jakby musiała spełnić się przepowiednia siedmiu chudych lat, trwam, egzystuję, walczę z codziennością, ale nie posuwam się do przodu w moich planach
i marzeniach, przesuwa mnie jedynie codziennie czas, wzór codziennej konsekwencji,
nigdy nie odpuszcza i idąc do przodu zbliża mnie do końca moich marzeń, dając mi siebie coraz mniej.
…
nigdy nie odpuszcza i idąc do przodu zbliża mnie do końca moich marzeń, dając mi siebie coraz mniej.
…
Potrzebuję wstrząsu, silnego wstrząsu, takiego co to sponiewiera mnie i rzuci gdzieś na dno najgłębszej depresji, bo wtedy nagle zawsze znajduję siły, by odbić się wysoko, by wzbić się ponad tę cholerną duszącą mnie codzienność, by włożyć czerwone szpilki i znowu iść z uśmiechem nie do pokonania.
…
…
Jakoś mi tak smutno, jak zawsze w okolicach 12-go września, to już będą trzy lata od odejścia Ilonki, w przyszły weekend pojadę do Pszczyny, tak dawno u niej nie byłam… ech, tak dawno.
…
…
Tyle mam i tyle nie mam.
Li.
A powinni obchodzić tego dnia moje urodziny :) Ale wolą te cholerne imieniny i dlatego nie lubię Sylwestra :)
a ja się popłakałam… napisałaś tak jak ja czuję…
Stęsknionam:*
Li, tak się składa, że w listopadzie od 1 do 16 będę w Polsce. Może tym razem uda mi się Ciebie odwiedzić urodzinowo… No to szukam kota :).O ile tzw. okoliczności pozwolą, wiesz :)
ani lepiej, ani gorzej, nihil novi:)
widocznie ma dużo znajomych:)
Sylwestra znam tylko Chęcińskiego, ale nie mam pojęcia, dlaczego wszyscy ludzie obchodzą jego imieniny
Jak nastrój? Lepszy? Dziś jadąc w strugach deszczu do Łagowa słyszałam, że w Krakowie ma być aż 28 stopni i słońce. Ciesz się słoneczną aurą, niech promienie słońca wypełnią te tunele smutku radością :-) Na urodziny przyjadę :-)
może Sylwestra? Tak go nie lubię, że tylko morze mnie może pocieszy:)
Nie nawalę.(Ale podtrzymuję alternatywną ofertę,żeby to zrobić u mnie w Gd – 110 m kw niezamieszkałej, ale umeblowanej (3 sypialnie:) przestrzeni):)
zrobię urodziny w listopadzie, tylko tym razem masz nie nawalić:P
Li, a ja to jest z tymi siedmioma chudymi latami? Jak po siedmiu chudych przychodzi siedem tłustych, to znaczy, że grozi wtedy otyłość?(Chodź zrobimy jakąś imprezę dla przyjaciół z netu na pożegnanie lata. Albo u Ciebie albo u mnie w Gd:)
PO 12 wrzesnia będzie lepiej, pogoda piękna i nastrój wróci wspaniały, kochana zawsze rżniesz na cztery łapy pamiętaj i co tam narzekanie, nie zmieni nic, a zycie jest piękne i kolorowe!!j
Ważne, że jesteś w tym ze sobą. :*
Li droga, ja już w samym tytule notki czuję potencjał humoru, przekory i siły Twej. Bo wyobraziłam sobie te liście, jak ryją te tunele…
Poswiecilam dzis sporo czasu, ale dotarlam i odtworzylam jak moglam historie Ilony.I nic nie napisze wiecej, bo coz wniosa moje slowa.
ślę dobre myśli i energię:*a w Nowym Jorku było tornado, liczą straty..a u nas śliczne wrześniowe dni, chociaż podszyte jesienią jak grubą podszewką..
Ja też chętnie pojechałabym do ciepłych krajów.czarnawiewiorka
Głowa do góry:) Ja mam deprechę już od dawna i daję radę (muszę…) – Doris:)
i tu się z Tobą zgodzę, zrzędo:*
Zdecydowanie lepiej jest być zrzędliwym tetrykiem, niż kobietą z duszą.
I tego się trzymaj, mógłbyś nie przeżyć leczenia…;-)
Niewiele, inaczej mogłoby mi zaszkodzić.
A mnie dzisiejszy wpis nie zmartwił, bo to tylko chwilowy niż.( spacja:)Za dzień,dwa Li odrodzi się jak Feniks z popiołów.Nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej:) Czekam na to!
Musi, bo nie może być inaczej:)
Po siedmiu chudych podobno siedem tłustych, czekam na nie z utęsknieniem. Nie szalej, wszystko się ułoży. Musi.Pozdrawiam
Ty stara męska zrzędo, co Ty wiesz o duszy kobiety :P
Hormony, czy wapory?
Wysłałam.
Z największą przyjemnością:)A skoro smutek taki wredny jest – ktoś powinien Cię przytulić. Ciebie razem z tym smutkiem.Przytulam realnie, choć wirtualnie:)
czasem słońce, czasem deszcz. Popłakałam sobie nad sobą i zrobiło się trochę lepiej, jak zawsze gdy myję sobie duszę od środka:)A co do wyjazdu, to teraz trudno mi powiedzieć, bo zaszły nowe okoliczności typu dwutygodniowy wyjazd mojej Młodszej ze szkołą właśnie w październiku, nie znam jeszcze terminu. A przecież nie zostawię jej samej z pakowaniem, itp. Ale myślę co ze sobą zrobić, bo inaczej oszaleję!
ale przecież nie musisz przez outlooka do mnie pisać. Mo67@poczta.fm
jak go przytulić, jak on mnie opasał jak ciasną obręczą? Aż się duszę i nic mi nie poprawia humoru, nic! Nawet czekolada! Nie mówiąc o ptasim mleczku i skórce pomarańczowej w czekoladzie:(Muszę coś ze sobą zrobić, inaczej życie upłynie mi na ciągłym szarpaniu się z nie-wiadomo-czym. Zrobię urodziny w listopadzie, przyjedziesz? :)
Mam podobny problem w związku z wyjazdem.Miałam jechac z mężem, ale ma nawał pracy i nici ze wspólnego wyjazdu.A samej nie chce mnie puścic :(Może razem wybierzemy się na tę Fuertę ???:)P.S. czytam Cię od bardzo dawna.Nigdy nie komentowałam.Zawsze Twoje wpisy napawają mnie optymizmem.Dzisiejszy zmartwił mnie :(
Li,Agatka napisała wszystko to, o czym myślę gdy zaglądam do Ciebie. Nawet nie śmiem zacytować Leca Tobie;) Nie mogę do Ciebie wysłać maila – po reinstalacji padł mi outlook a nowego nie mogę skonfigurować:(. Czy mogłabyś odezwać się do mnie na adres andziaos@gmail.com, proszę. Inaczej pójdę do piekła za obiecanki-cacanki he he. Jeszcze trwa lato. I jeszcze dłuugo będziemy grać w zielone. Serdecznie pozdrawiam, Andzia
Smutek też chce trochę pobyć na świecie. Przytul go, a może się uśmiechnie?
I to mnie też przygnębia, bo baby się posypały i nie ma z kim jechać:(A tak liczyłam na dopływ energii znad oceanu.Wszystko mnie złości, plany jak domki z kart sypią się przy byle podmuchu.
Do pażdziernikowego wyjazdu na Fuertaventurę już niedaleko :)Na urlopie przygnębienie minie – jak najdłuższa żmija :)
Agatko, na razie podróżuję w głąb siebie, a tam same wyboje.Dawno nigdzie nie byłam i chyba to mnie też tak przygnębia.Dziękuję za miłe słowa:)
pierwszy raz napiszę ,nigdy nie pisałam na żadnym blogu, ale ten blog jest tak piękny ,… droga pani Licencjo – my kobiety miewamy smuteczki i smutki, czasem musimy sobie popłakać, ale patrzę obiektywnie – ma Pani diwe wspaniałe córki ,wykształcenie ,ciekawą pracę z której nikt Pani nie zwolni ,zdrowie ,piękny dom, przyjaciół , talent literacki i kulinarny , ciekawość świata, podróżuje Pani ; jestPani taka odjazdowa ,że aż nierealna ))takie smutki mijają , świadczą jednakże o wrżliwośći i pięknej duszy. przesyłam wyrazy sympatii -agatka
:-)
no dobra, dobra, przyjadę:*
Nie chcę pocieszać…ale może świadomość, że wiele kilometrów od Ciebie, na innym tarasie, też pięknym, ukwieconym powojnikami , pelargoniami i jesiennymi astrami siedzę sobie ja i ślę w Twoim kierunku same ciepłe i dobre myśli, może ta świadomość sprawi, że usmiechniesz się do swego smutku…przecież wiemy, że po nim zawsze przyjdzie radość i zachwyt nad życiem… A tymczasem serdeczności moc…!
a mnie nie chce się wychodzić. Siedzę na tarasie i produkuję smutek.
A ja wychodzę łowić słońce:) Światła, światła potrzebuję!
Ech wiadomo, że wszystko mija, nawet najdłuższa żmija.Ale na dziś życie trochę mnie przerasta, schowałam się w domu.
Masz doła i to sporego. Współczuję. Wiesz, że minie.