W domu mamy pewien włoski kłopocik.
Od niedzieli.
I do soboty.
Kłopocik wczoraj skończył osiemnaście lat
i jest Włochem o gorącym sercu,
zakochanym od wrześniowej szkolnej wymiany
w koleżance Karolci.
Wsiadł w samolot i przyleciał z Mediolanu.
Koleżanka miłość zlekceważyła, a kłopocik był optymistą
i bilet powrotny ma dopiero na sobotę.
Siedzi u nas ze smętną miną,
kolega z wymiany, u którego się zatrzymał,
jakoś średnio jest nim zainteresowany,
Karolcia zgrzytając zębami ratuje honor ojczyzny.
Właśnie wzięła go na spotkanie z ojcem,
pójdą jak zwykle do jakiejś knajpki,
przynajmniej obiad mam z głowy.
Ech, ta młodzieńcza miłość,
ni granic, ni kordonów…
Zazdroszczę.
Zazdroszczę, bo ja już nie umiem spontanicznie.
:)
Li.

Zobaczyłam dziś w Wyborczej nekrolog Joasi, od firmy, na drugiej stronie, więc wyróżniony, jedyny. Naprawdę zrobiło mi się ciepło na sercu.
Dopiero musiała mieć minę jak go ujrzała.
Jakie to piękne, że jeszcze tak można, spontanicznie kochać :))
:) cudnie, że to jest niezmienne – młodzieńcze porywy serca, które nie znają granic… tęsknię za tym.
Weź tabletkę Li bo dzisiaj zapewne zapomniałaś:)
Do mojej siostrzenicy przybylo swego czasu poltora nieszczescia z Argentyny, to byl taniec, bo na tydzien z tak daleka nie oplaca sie jechac. Powrotny mial za miesiac. Bylo wesolo.
och miłość, młodość,,, szaleństwa…
Povero ragazzo !
W kuchni go wykorzystaj…jakis przepis od Mammy pewnie zna.
To znowu ja, walczaca z Worpressem o nicka
Chillax
Jak sie ma 18 lat to mozna byc spontanicznym:),potem niestety kierujemy sie rozsadkiem :),a szkoda:)
Wsiadł w samolot i przyleciał. Ot tak, po prostu zjawił się. Zuch!
no, a teraz zajrzałam na komentarze poprzedniego posta, komentarz Doroty bardzo, bardzo przewidujący. Kasandra jakaś, czy co?
niestety, moje młodzieńcze spontaniczne porywy kończyły się marnie. Z całego serca zazdroszczę rozsądku i dystansu. Teraz już się nauczyłam, ale trochę za późno – brak mi kandydatów do dystansowania i rozsądnego odprawiania… :) A jak Twój wirusik, Li?
Chciałam Ci podziękować za przepis na zupę dyniową. Dzisiaj ugotowałam pierwszy raz w życiu i wszystkim smakowała, nawet piesek wcinał oblizując się prawie po same uszy ;-). Robcio nazwał zupkę „dynia a’la Li” ;-P.
Do soboty juz tylko wlasciwie dwa dni. Dacie rade! Moze wyslac do Warszawy na wycieczke?
uważaj na córkę :) ale twoja odpowiedź dała mi troch do myślenia :) więc na siebie też uważaj!
córka ma dystansik. Lubi go i tyle.
Ale niech już sobie lepiej pojedzie:))
Może zawiedziona miłość zamieni się w fajną przyjaźń?
Co to jest 27 lat?
U Łapickich było chyba 60 wiec wiesz… ;)
W tę stronę jakoś to wygląda;-))
I tak mam problem, bo każdy facet starszy ode mnie,
wydaje mi się okropnie stary :D
To piekne!
Znaczy ze mloda duchem mocno!
do mnie też kiedyś przyjechał taki ‚ragazzo di … ‚ i dziś jesteśmy prawie 7 lat po ślubie :) uważaj Li, uważaj!
o rety, aż tak zdesperowana to ja nie jestem- 27 lat różnicy :))
Nie dosyć, że kłopocik to jeszcze ma pecha. Jedno wielkie nieszczęście ;)
a taki jest miły i sympatyczny, budzi u mnie macierzyńskie uczucia;-)
A Włosi kochać potrafią :-)
strach się bać:)
a może jeszcze na razie się taki nie trafił, dla którego warto by coś spontanicznie? ale gdyby się trafił to jeszcze mogłoby być dziko?
no cóż, na razie rozum zwycięża, powodując w efekcie przegraną miłości;-)