Statler (a trzeba wiedzieć, że wielbię tego człowieka) powiedział mi, że nudzę.
Straciłam lekkość pisania, oryginalny styl i takie tam inne… raniące… prawdziwe…
Nawet obrazić się nie mogę, bo wiem że ma rację.
Tyle razy miałam podcięte skrzydła, że w końcu stałam się nielotem.
Ale wierzę, że wrócę do takiego pisania jak kiedyś.
I poszybuję!
Dlatego reaktywuję tego starego trupa, mojego bloga
i będę znowu pisać codziennie.
Bez konkretnego powodu,
powiedzmy, że dla przyjemności.
Swojej, a może trochę i cudzej, to nieważne.
Ważne, że znowu chcę pisać.
I może nareszcie opiszę pewną historię!
Li.

Feniks powstaje z popiołów :) Czekam:)
albo odrastam jak perz:)
Cieszę się, że jesteś :)
Eeeee… zabrzmiało tak jakby tylko to dobrze ci wychodziło a to nieprawda. Po prostu mam nadzieję, że nas tą historią uraczysz. :-)
Jedno na pewno świetnie ci wychodzi – rozbudzanie ciekawości.
:-)
Kobieta jest zmienna (jak pioro na wietrze). I bardzo dobrze. Daj sobie chwilke i pioro wroci. 3mam kciuki za decyzje. Joanna-Jo
Dobra wiadomość z samego rana :-) Cieszę się, że jesteś!
wreszcie! ;-)
szybka kuracja z komórek macierzystych i skrzydła przyrosną jak nowe :)
a gdyby rozpierała wciąż Cię chęć i potrzeba napraw domowych sprzętów to zapraszam serdecznie :)
nareszcie!
Opisz :)
Czekałam, czekałam i wreszcie się doczekałam. Już się cieszę z obietnicy codziennych wpisów. Serdecznie pozdrawiam.