Posłuchajcie jakie to jest piękne, jaki zostawia w duszy ślad.
Siedziałam na koncercie jak zaczarowana.
A teraz? Jest mi jakoś tak, ni dobrze, ni źle,
muszę się zastanowić, przemyśleć,
ale nie dziś, pomyślę o tym jutro.
Mam za oknem piękną niedzielę,
plany mało ważne, acz konieczne do wykonania,
bo przecież najważniejszy jest plan,
wieczorem znowu idę na koncert,
też Adam Bałdych, ale dziś tylko z pianistą.
Cieszę się, muzyka mnie koi,
a ukojenia potrzebuję, oj potrzebuję.
Potem późnowieczorne leniwe siedzenie na krakowskim Rynku,
niezmienny element wakacji,
wciąż uwielbiam widok podświetlonych Sukiennic.
Li.

w krotkim czasie stracilam 2 przyjaciol, zbyt , boli, smutek i totalne rozczarowanie i szok, bo juz naprawde jestem sama ze soba, pozdrawiam A.
Podświetlone Sukiennice, ta muzyka przegoni każdą chmurę smutku…tak myślę…i tego życzę!
Zazdroszczę możliwości „obcowania z kulturą”. U nas prawie nic się nie dzieje ;-) Smutek minie – tego szczerzę życzę! Pozdrawiam :-D
A mnie się marzy Hancock, tylko portfelowi się raczej nie marzy :(
Mencel klasa sama w sobie. Zresztą mój gość weselny i przyjaciel „rodziny”. Muszę się zabrać z tego Krakowa.
Czytam te smuty i czytam i pewnie bym je ukoił. Ale jak? Gdy chciałem Ci zagrać na pile to mi zabroniłaś.
Masz rację – bardzo piękne.