Szary ten poniedziałek, ale mój.
Zgodnie z konsekwentną niekonsekwencją piszę notkę, choć pisać już nie miałam.
Oczywiście od razu nabrałam ochoty, by pisać i pisać.
(Sama siebie nie słucham, a co dopiero innych).
Ale czy mogłam nie pokazać tego zachwycającego, lekkiego, zmysłowego tańca?
Li.
This entry was posted on Poniedziałek, 19 października 2015 at 17:23 and is filed under Dom w Kalabrii i żyćko w Polsce. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed.
You can skip to the end and leave a response. Pinging is currently not allowed.
Podzielam zachwyt:)
Li, książka, li i tylko :) książka z tamtego bloga. Pierwsza w kolejce, gdy wyjdzie :)
Taka artystka i nikogo na widowni. Zadziwiające.
Spadli z foteli z zachwytu:)