Po wstępnej awanturze („Zrobiłaś mi pokój księżniczki, nikogo tu nie zaproszę!!!) Gusia zapełniła półki swoimi rzeczami, porozkładała książki, kosmetyki i zdjęcia, oswoiła pokój na tyle, że nawet go polubiła.
Złote motylki w ciemne, zimowe wieczory subtelnie błyszczały, a złote pasy na szafie dzieliły na przyjazne części jej wielkie białe drzwi.
„Pocałunek” Klimta na drzwiach łazienki nadawał szarmu i podnosił poziom piękna, a porcelanowy kubek z Adele Bloch-Bauer przypominał dom
(bo to mój własny był, najulubieńszy).
Pokój zaczął być odwiedzany, szczególnie często przez pewnego K., podobno wielbiciela moich złotych motylków (czego się nie mówi dla zdobycia sympatii:))
Dziecko się zakochało, ale to już zupełnie inna piękna historia.















nor

Od października nowe wyzwanie, bo i nowy pokój w nowym akademiku.
Pokój jest większy, lokalizacja lepsza, a cena niewiele wyższa.
Zdjęcia tradycyjnie beznadziejne, choć to jedno się u mnie nie zmienia!
Li.

No, nareszcie się doczekałam, warto było zaglądać na bloga pomimo panującej tam głuchej ciszy. Dzięki wielkie, że znowu jesteś. Pokój bardzo zyskał dzięki Twoim zabiegom. Jesteś bardzo utalentowaną kobietą. Pozdrawiam serdecznie.
Nareszcie!
Fajnie, że wrociłaś :) a co u Twoich kotów, psa? ps. uwielbiałam te wpisy
Marnujesz swój talent architektki wnętrz (nie powiedziałam dekoratorki) Li :))
bardzo się cieszę,że wróciłaś..pusto tu było bez Ciebie …i smutno na blogu….i cisza ….dzięki wielkie..za come back!!!!…a mieszkanko młodej cymesik!!..mam pytanko w kwestii technicznej..czy takie motylki można nakleić tylko na gładkie powierzchnie?mam scianę w chałupie i coś do zamaskowania ale gładka nie jest ,mówisz,ze da radę taki dekor?…pozdrawiam i cieszę się oj..cieszę się…
no coś przeuroczego :) Matka Ty to masz klasę :)
Udało się złamać złotem tę nieszczęsną żółć, prawda? :)
Co tam u Was? :)