gdy mam ochotę zawyć jak ranny wilk, zwinąć się w kłębek i zasnąć. Sterta życiowych problemów mnie przerasta, widzę tylko pęczniejącą podstawę, a nie widzę czubka.
Więc jak to ogarnąć?
Najgorzej, gdy muszę polegać na innnych.
Opiekunka jednej starszej pani źle się czuje, chce wrócić na Ukrainę, muszę wymyśleć skąd natychmiast wziąć całodobową opiekunkę, a opiekunka drugiej starszej pani od trzech tygodni choruje, więc codziennie muszę jeździć na drugi koniec Krakowa.
Dlatego tak bardzo potrzebuję drugiego życia, bo jak wyjadę 2300 km stąd, to problemów może mi nie ubędzie, ale przyjemności przybędzie. Balans, balans, balans.
Nasza Klusia była wczoraj na pierwszej wizycie u kociego fryzjera. Nie dawałyśmy sobie rady z jej futrem, a Klusia czesania nienawidzi, jest wtedy wściekła! I nienawidzi nas tak przez kilka godzin, a nienawiść Klusi jest bardzo namacalna.
Groomerka powiedziała, że nie miała jeszcze tak miłego brytyjczyka, ale zobaczcie co z niej wyczesała, co za ulga, o tyle futra mniej na naszej kanapie i podłodze!
No i powiedzieć o Klusi, że miła to szok! (ja tam ją kocham bez pamięci, ale charakterek to ona ma).

Li.

I jeszcze ten listopad :-( dobrze, że niedługo się kończy
Ściskam
Red Mercedes
Li! Dobre moce posyłam, niech się poukłada! A kocie futro imponujące!😃Klusia ma charakter!( A ja wciąż pamiętam Bobcia) Basia
Basia! Bobcio, Szary, Sasza, Boluś, Maszkot- wszystkie nasze koty są pamiętane i wspominane, no i nasza Kara kochana… Ale Klusia, Mania, Czarny to kolejne uratowane kocie życia, pławiące się teraz w luksusie ciepełka, żarełka i miłości. Klusia to kot z hodowli, drogi w zakupie, jakże reprezentacyjny, a jednak poprzedni właściciele doprowadzili ją do ruiny. Długo dochodziła do siebie, kocha nas bardzo na swój klusiowy sposób, śpi ze mną, mruczy, jest naprawdę kochana, tylko jak to brytyjczyk- ma ambiwalentny stosunek do bliskości:D