No więc, no więc…

…. pokażę Wam malutki fragmencik tej mojej włoskiej radości. Od razu zastrzegam, że wszelkie słowa krytyki będą przeze mnie bezlitośnie zwalczane! To nie jest willa w Toskanii, ale skromny, w duchu włoskiego południa dom po dobrej kobiecie (dokarmiała koty, to mówi wszystko).

Pierwsze zdjęcie zrobione jest z perspektywy bocznej, malutkiej uliczki, z uroczym włoskim antycznym syfem. Tak tam jest, trzeba to kochać, io amo. Mój dom jest ostatni, po lewej stronie z żółtą elewacją.

Na drugim zdjęciu jest salon, ogromny salon, zakochałam się w tym świetle, smudze słońca, cieniach, w tej podłodze, w tej lampie… ale mam pomysły, strach się bać! Stan w trakcie pakowania rzeczy, takie zdjęcia dostałam od Agazio, no cóż, powtarzam- kupuję dom, który na żywo widziałam wyłącznie z zewnątrz, ale poczułam uderzenie pioruna, miłość od pierwszego wejrzenia, colpo di fulmine.

A dla porówniania dodaję filmik z oferty sprzedaży domu w tym samym miasteczku, po tzw. generalnym remoncie, o powierzchni dwa razy mniejszej niż u mnie, ale za cenę trzy razy wyższą. Pozbawiony ducha włoskiego kompletnie, ale może komuś się spodoba. Filmik przysłał miejscowy kolega:)

Li

2 Responses to No więc, no więc…

  1. Nieznane's awatar Anonim pisze:

    Te uliczki (prawie prywatne) we włoskich miasteczkach są takie przyciągające… nie mam wątpliwości, że dzięki Tobie we wnętrzu powstanie coś bardzo uroczego (podłoga – marzenie)
    Zdrowia, Li (ja też od Wigilii jestem poniewierana przez jakiegoś wirusa, też nie pałam pozytywnym uczuciem do lekarzy, ale musiałam tym razem iść, gdy odebrałam wyniki badań aż zaniemówiłam: jeden parametr ma normę 0-5 a mój wynik to 115 :-0
    Zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia xxx

    Red Mercedes

  2. optimistic0265fef163's awatar optimistic0265fef163 pisze:

    Rozumiem, że bralaś w ciemno! Cudne klimaty, do zakochania od pierwszej chwili! Salon kusi obietnicą, że będzie się działo!

Dodaj komentarz