Mam marzenie,

by zmniejszył się mój stan posiadania rzeczy. Gusia rzuciła mi wyzwanie pozbycia się tysiąca rzeczy w ciągu roku, liczymy wszystko i poza kosmetykami i ciuchami (w mocno ograniczonym zakresie) nie kupujemy niczego innego. Żadnych nowych kubeczków, świeczników, rzeczy zbędnie niezbędnych i innych, kupowanych często kompulsywnie. Szczęśliwie sklepy typu „Action” omijam szerokim łukiem, znam swoją słabą naturę, coś bez czego mogłam obyć się całe życie, może nagle stać się przedmiotem pożądania. Nie umiem nie kupować książek, ale potraktuję te zakupy jako mój wkład w narodową kulturę i nie bedę liczyć ani książek, ani CD- ciągle jeszcze mimo, że mam Spotify’a kupuję CD. Lubię, ale muszę to przemyśleć, czy aby na pewno muszę.

W obszernym smutnym dziale mojej pamięci ciągle żywa jest likwidacja ogromnego domu mojej Mamy, jej rzeczy lądujące w kontenerze, była z nich taka dumna, a mój brat wziął na siebie ciężar pozbycia się ich bez wahania, nie chciałam na to patrzeć, zabrałam jedynie srebrne sztućce od Frageta jeszcze po mojej prababci, jeden porcelanowy serwis obiadowy, bo jest śliczny, kilka obrazów i filiżanki które Mama kupiła sobie za swoje pierwsze wynagrodzenie. Jest mi tak żal, dławi mnie smutny wyrzut sumienia, że coś co było dla niej takie ważne, jej dzieci wyrzuciły na śmietnik. Część rzeczy ma odroczony wyrok, bo stoi w mieszkaniu, w którym Mama ciągle mieszka ciałem, choć duchem już dawno nieobecna, ludzki skurczony kadłubek, bez świadomości i pamięci, świat reha-łóżka, karmienia strzykawką i tej cholernej choroby Alzheimera.

Moja A. , która kupiła dom na sąsiedniej ulicy i jest głosem rozsądku w naszej przyjaźni przestrzega mnie przed mną samą: „Monia, tylko nie rozpędzaj się z tym remontem”. Tak, to będzie trudne, wstrzymać konie i realizować plan budżetowy, cholernie trudne. Dlatego muszę mieć w pamięci „marność nad marnościami” i że „gdy zamkną za mną drzwi, pójdę boso, nie zabiorę nic”.

Moja B. która ma w Kalabrii dom od dwóch lat, mówi o satysfakcji remontowania po kawałeczku.

Ale ja ciągle się uczę, uczę się, uczę. I może nareszcie nauczę się cierpliwości.

Li

10 Responses to Mam marzenie,

  1. Nieznane's awatar Anonim pisze:

    Bardzo lubię czytać Pani wpisy , kocham Włochy i często odwiedzam, czekam na każde zadanie , pozdrawiam i zazdraszczam 😊historii z Kalabrii

  2. Nieznane's awatar Anonim pisze:

    Straszne to jak obrastamy w rzeczy. Kilka lat temu musiałam opróżnić dom rodzinny mając na to kilka dni. Prawie wszystko, bez segregacji zabrała firma (mam cichą nadzieję, że jakoś to wykorzystali a nie tak po prostu na wysypisko). Potem pzryłapałam się na tym, że kupuję to co wtedy wyrzuciłam. A teraz myślę, co z tym wszystkim co nagromadziłam. Już zwolniłam, już umiem nie kupować, ale jeszcze nie umiem się pozbyć…

    Red Mercedes

    • Li's awatar Li pisze:

      Na fb jest taka grupa „Uwaga, śmieciarka jedzie”. Tam wystawiam za darmo wszystko co jest mi niepotrzebne, łącznie z przeterminowaną żywnością po sprzątaniu spiżarni (to jest dopiero wstyd, serio. Po co tyle kupuję, to nie wiem. A potem zapominam, że mam). Ludzie biorą wszystko, dziś wystawię kilka moich starych torebek, są podniszczone ale markowe, więc znikną w ciągu sekundy. Wystawiam świeczniki, słoiki, durnostojki, ubrania, starą wieże, stary ale dobry sprzęt kuchenny, pozbyłam się w ten sposób telewizora bez wyrzutów sumienia. I po takiej akcji czuję ulgę, nie mówiąc o porządkowaniu przestrzeni. Zaczynam też powoli zastanawiać się nad swoimi rzeczami mocno osobistymi- ciągle mam stare miłosne listy sprzed lat:) Nie chcę, by kiedyś trafiły na śmietnik, wolę sama rozpalić ognisko.

  3. Nieznane's awatar Anonim pisze:

    Rozumiem, likwidowalam mieszkanie Mamy, na szczęscie pan, który je kupil, chętnie przyjął książki zapelniajace jedną ze scian. Kilka mebelków, porcelana trafilo do mojej corki, do nas, a reszta? Też bolalo, ale…Ograniczam, rozdaję, zeby nie robić klopotu. Basia

    • Li's awatar Li pisze:

      Nie wyrzuciłam ani jednej książki, większość poszła do syna koleżanki, który je sprzedaje na targach, pamiątki rodzinne wzięlismy, ale co było robić z czterema kanapami, ośmioma fotelami, ogromnym stołem i generalnie meblami tak odległymi od mojej estetyki jak się tylko da. Ten dom miał sześć pokoi. Co się dało rozdałam wśród sąsiadów, kto co chciał to brał. Ale reszta, nikomu niepotrzebna zginęła w kontenerze. Najbardziej ulubione Mamy są razem z nią, choć ona już o tym nie wie.

  4. Nieznane's awatar Anonim pisze:

    poczekaj!.. ale, że jak? Nie kupować kubeczków?! Ani troszkę nowych kubeczków?! Nic a nic? Nawet okazjonalnie? Eee…

    to pisałam ja- Kasia

    • Li's awatar Li pisze:

      Zakaz nowych kubeczków poza tymi, które kolekcjonuje Gusia- ze Starbucksa z miastami i państwami, kupuje z tylko tych miejsc, gdzie była fizycznie, więc mamy kubek, np. z Nowej Zelandii, z Australii, z Andory, Monako itp. Te które byłoby trudno odkupić schowała, reszta służy codziennie i jest świetna, bo ich pojemność jest odpowiednia na jedną dużą herbatkę. Wiem, wiem, trudno sobie odmówić ładnego kubeczka, ale mam ich tyle, że wylewają mi się z szafki. Koniec z kubeczkami, koniec! A kubeczków ze Starbacksa mamy ze 20, robią tłok.

      • Nieznane's awatar Anonim pisze:

        na szczęście ja nie biorę udziału w wyzwaniu, bo odmówić sobie mogę wielu rzeczy, ale żeby zaraz kubeczki?! Ostatnio lokalna artystka we Wleniu zrobiła dla mnie kubeczek- Duch Gór, który pędzi z wiatrem ze Śnieżnych Kotłów… no proszę Cię

        • Li's awatar Li pisze:

          Cała sztuka, by się oprzeć i zwizualizować posiadaną ilosć. Zawsze kochałam kubeczki, mam swój ulubiony, bardziej ulubiony i najukochańszy, ciągle coś tłukę, więc kubeczkowa miłość cierpi, ale jak to w życiu, zawsze jakiś następny wskoczy na puste miejsce:) No ale Duch Gór oblige, wiadomo:*

Dodaj odpowiedź do Li Anuluj pisanie odpowiedzi