podać, jeden najbardziej demolujący mnie skutek covidu, to byłaby pamięć o tym czasie, 5 lat temu. Zaczęło się od dreszczy 19 marca 2021 roku. Idąc z Gusią przez Planty, powiedziałam: Jakoś mi tak dziwnie zimno.
A mnie rzadko jest zimno.
Od tego czasu każdej wiosny czuję niepokój, jest to silniejsze ode mnie.
Dziękuję Ci Losie, dziękuję. Jestem wdzięczna, że przeżyłam. Jak ja się wtedy bałam o moje dziewczyny, ten strach był silniejszy od czegokolwiek innego. I pamiętam, zanim trafiłam do szpitala, jak wszystkie koty leżały przy mnie, na mnie, jak mruczały, jak próbowały mnie naprawić. Tamtej kociej gwardii już z nami nie ma, ale to mruczenie, to ciepło ich brzuszków pamiętam do dziś.
Li

5 lat, a jakby wczoraj. Załapałam się na covid 1 lutego 2021. Objawem był upierdliwy suchy kaszel i nic poza tym, więc zignorowałam. Ale młode musiały w tamtym czasie codziennie się testować przed szkołą i gdy u młodszej wyskoczyły dwie kreski, to już było wiadomo. Kwarantanna, znajomi donosili pieczywo, ale poza tym przeszliśmy lekko. Dlatego tak bardzo wstrząsały mną historie takie jak Twoja. Ludzie naprawdę umierali i chyba tylko jakimś zrządzeniem losu to nam przypadł w udziale schowek z napisem: „do przetrwania”.