Kroniki kalabryjskie

Łazienkowa drama trwa i jeszcze podbita została sprawą lustra. Kupując umywalkę z szafką (nie zachwyca mnie, ale powiedzmy że estetycznie będę wyżywać się w innych pomieszczeniach, a do szuflad na pewno przykręcę zielone, porcelanowe gałeczki!) zaznaczyłam, że na pewno nie chcę skompletowanego przez sklep lustra. Klasyka-paździerz i lampki w górnej części. Co zrobił Giandomenico, uroczy sprzedawca z miejscowego sklepu? Spakował i lustro. Szczęśliwie pracownik Antonio- Mimmo, nie wiedział jak to lustro powiesić, zadzwonił do Antonia, Antonio do mnie, a ja zapytałam: jakie lustro?

Remont na odległość pochłania mi mnóstwo czasu. Nie wszystko rozumiem, często muszę korzystać z translatora, tłumaczenie jest czasem kompletnie od rzeczy, wychodzi komedia, a Antonio, ciągle lekko zdegustowany sprawą matowej szyby, cytuje mi kalabryjskie przysłowie: Osła przywiązuje się tam, gdzie zechce pan. ( I że on niby rozumie, że nie ma nic do powiedzenia, ale robię glupotę i jego zdanie jest odmienne… )

Dziś byłam w Lanckoronie, razem z resztą Syndykatu Tre Sorelle, czyli z B. i A. Musiałyśmy umówić się specjalnie na niedzielny poranek i kawę w Lanckoronie, bo inaczej znowu nie miałabyśmy czasu spotkać się we trójkę! Mamy tyle spraw i spraweczek do omówienia, nasze domy generują długa listę tematów, a przecież musimy być na bieżąco! A tu u jednej zawalił się dach, a tu u drugiej wiatr wywalił szyby w oknach, a tu u mnie- to zresztą wiecie, co u mnie. Na razie mojej toskańskiej wielkiej skrzyni, co to miałam już na nią miejsce w holu, przygody dziewczyn jeszcze nie przebiły, mam pierwsze zaszczytne miejsce choć w takiej kategorii, o której lepiej nie mówić za wiele.

Czasem słońce, czasem deszcz. To był taki weekend, który najpierw wyczerpał mnie emocjonalnie pogrzebem, a potem dodał energii spotkaniem z przyjaciółkami. Byłyśmy też w lesie, poprzytulałam się do brzóz, powdychałam zapach mokrych liści, zmoczyłam nogi chodząc po trawach, przewietrzyłam głowę i mogę zacząć nowy tydzień z pespektywą jutrzejszego wieczornego wylotu.

Kupiłam kinkiety! Są drewniane i dokładnie sprawdziłam wymiary.

I takie dwie lampy do pokoju Karolci.

Li

Dodaj komentarz