pozbywam się lampy z Hogwartu/zamku Draculi, nie przekonam się do niej, za ciężko wisi nad głową, a mój domek ma być leciutki i wesolutki, bez zadęcia i z dużą ilością ślicznego kiczu. Ta ciężka lampa mi to psuje, nie chcę jej, trudno się do tego przyznać, ale nie jestem w stanie jej znieść. Pomyłka, wielka pomyłka, daję ją bratu Riny, by wywiózł ją na złom, a najlepiej podarował komuś, kto ma cztery metry do sufitu. Doceniam jej urodę, jest naprawdę piękna, ale wymaga wysokich, zamkowych sklepień, gdzie ja miałam rozum?
Ale, ale! Jakie mam kiczowate zdobycze! Warto było pojechać z Guśką do ulubionego sklepu z używkami, znalazła taki cud!

Cztery talerze na ścianę z czterema porami roku, idealne dla rozjaśnienia ściany przy schodach!
Oprócz tego:
Ta cudna lampa za całe 6,50 euro! Stoi sobie w mojej sypialni i daje piękne, miękkie światło. Nie uszknę z niej ani milimetra koroneczki.

Osiem ręcznie malowanych miseczek z zawadiackim kogutem. Mam sporo miseczek, ale te są najpiękniejsze:

Kolejny talerz na ścianę:

A oprócz tego piękne lustro, krzesło i stojak na kwiaty, który u mnie nie będzie na kwiaty. Aaa i jeszcze haftowany obraz, zrobię zdjęcie jak znajdę mu miejsce, jest piękny, to dzieło ludzkich anonimowych dla mnie rąk, kręci mnie to, szukam takich przedmiotów, nie chcę by były bezdomne.
Jutro wieczorem wracamy do Krakowa, już jest mi przykro, a jednocześnie czuję wielką wdzięczność, za to że mogę tak często być w moim włoskim domku, wszystko tak układam by przylecieć we wrześniu na kilka dni, a potem w październiku, w listopadzie, w grudniu… w każdym miesiącu na kilka dni, inne niebo, inne życie.
A ile mam tu jeszcze pracy! Wspaniała perspektywa!
Li
Jest moc i potęga Twojego dobrego gustu i smaku 👍😁