Kiedy przychodzi

wtorek-potworek i nie wiem w co wsadzić ręce, próbuję ogarnąć sprawy robiąc plan. Piszę co muszę zrobić na już, co trochę później, ale też szybko, co mogę zostawić po weekendzie i czy bilety i wynajem auta mają dobrą cenę. Miały! Polecę więc w sobotę do środy i nareszcie pobędę sobie w domku sama. Chciałabym zająć się drzwiami, jakkolwiek to brzmi. Mam szlifierkę, papier ścierny i mnóstwo chęci. Zobaczymy jak mi wyjdzie. To są piękne drzwi, ale od wewnętrznej strony doznały krzywdy pomalowania olejną farbą, muszę ją brutalnie zedrzeć. Im dalej w las, tym trudniej będzie mi znaleźć czas na pobyt w Kalabrii, pewnie dopiero w październiku, to nie tak miało być. Będę więc wyrywać z krakowskiego życia po 2-3 dni, bo nawet jeden poranek na tarasie z kawą i włoskim widokiem jest dla mnie tak wielkim źródłem relaksu i radości, że warto, naprawdę warto. Bardziej myślę o sobie, staram się być pierwszą dla siebie to trudne po latach innych priorytetów, po spełnianiu oczekiwań innych, ale absolutnie konieczne. Sama to widzę, zdrowe podejście do samej siebie, chronienie rodziny, zakreślanie granic i nie dawanie się krzywdzić to podstawa. Szkoda, że tak późno to zrozumiałam, ale ważne że nie za późno. Wyzwoliłam się spod ciężaru cudzych oczekiwań i nareszcie czuję się swobodnie. Nie obchodzi mnie co kto o mnie myśli, jaka to jest cudowna wolność! Nie liczę się też z cudzymi opiniami, bo w moim wieku mam już własne i to ugruntowane. A już najmniej obchodzą mnie opinie na temat tego jak urządzam swój domek, z jednego prostego powodu- jest mój i to ja mam się w nim dobrze czuć. To, że pokazuję na blogu efekty remontu nie oznacza, że wystawiam się na ocenę. Piszę dla siebie i dla moich bliskich znajomych, a że przy okazji czytają mnie nieznajomi, to mnie tylko cieszy, ale nie definiuje mojego życia. Nie obchodzą mnie też opinie i pseudo dobre rady na tematy moich córek, ich życiowych wyborów, ich partnerów, bo to są dorosłe kobiety. Nie wtrącam się w ich życie, ale im pomagam i je wspieram. Z wielką miłością, bo je po prostu bardzo kocham. Są dla mnie najbliższe i najważniejsze. Nie będę natomiast niszczyć im życia moją wizją ich związków, tym bardziej że ja sama związkowo popełniłam w życiu mnóstwo błędów, wolę więc żyć samodzielnie. Trzeba popełniać własne błędy, próby ich naprawy dają siłę na przyszłość i kształtują charakter. Takie jest moje zdanie. Wtrącanie się w życie dorosłych dzieci to straszna toksyna.

A toksyn unikam jak się tylko da, botoksu też!

Dla zilustrowania mojego stanowiska zdjęcie Klusi.

Bądź jak Klusia!

Li

One Response to Kiedy przychodzi

  1. Nieznane's awatar Anonim pisze:

    Będę 😜

    jak Tommy Lee Jones w Ściganym🫡

Skomentuj