POCZĄTEK, CZYLI U MNIE ŻYJESZ INTENSYWNIE, ALE O TYM NIE WIESZ.
Od pewnego czasu, a dokładnie od jesieni 2008-go roku, gdy drzewa na podwórku straciły liście i odsłoniły okna sąsiedniej kamienicy, podglądam kawałek cudzego życia vis-a-vis, obleczonego w niezłą męską postać.
Widziałam go w dniu moich urodzin.
Długo z kimś rozmawiał przez telefon, a potem tak jakoś zastygł na kilkanaście minut, a ja empatycznie przez podwórko czułam jego rozpacz.
Raz widziałam przy nim kobietę, ale nie dotykali się, rozmawiali niespiesznie, bez gestów, może to było smutne stwierdzenie niemiłości, a może tylko żal niemożności ze sobą bycia.
Potem ona odeszła, a on długo stał w oknie.
Patrzyłam na niego w swojej niewidoczności i nie chcąc panowac nad wyobraźnią podarowałam mu ładne oczy, mężczyźni z moich fantazji zawsze mają ładne oczy i podszyte śmiechem zmarszczki.
Intryguje mnie.
Układam mu życie.
Stoję sobie z kieliszkiem wina i przez ponure, przedzielone rozwalającym się płotem podwórko snuję szalone fantazje.
Bawi mnie to, dałam mu na imię Jacek, rozwiodłam, byłą żonę wysłałam z dzieckiem do Nowej Zelandii, od dwóch lat nie widział syna (Nowa Zelandia brzmi bardzo nostalgicznie).
Widzę go o różnych porach, musi mieć wolny zawód.
Może jest dziennikarzem?
Widzę na ścianach dużo obrazów, piękną lampę nad stołem, myślę, że lubi ładne przedmioty.
Na jedynym obrazie, którego szczegóły mogę zobaczyć jest uśmiechnięty kot w ubraniu weneckiego doży, dziwne… kiedyś jeden ważny dla mnie mężczyzna opowiadał mi, że taki obraz przywiózł sobie z Wenecji…
(Widocznie to konfekcja, ale urokliwa).
Wymyślam mu kolor pościeli, ulubioną wodę, (wiadomo, że brązowy Gucci), muzykę- ma tysiące płyt, książek, kolekcjonuje różne dziwne, ale przydatne przedmioty, jak stare kotwice- przecież każdy w końcu kiedyś gdzieś musi przycumować…
Z żałością patrzę na coraz bardziej nabrzmiewające pąki na drzewach.
Gdy wybuchnie wiosna i zamiast mnie, będą go oglądać liście, wyobraźnia będzie musiała pracować jeszcze intensywniej.
Przecież nie mogę zabrać mu życia. Takie jego second life w mojej głowie.
Gdy nie mamy kogoś, by za nim tęsknić, musimy go sobie wymyślić.
To nie Lec, to ja, ale brzmi jak klasyka.
ZIMA 2009-GO, A MOŻE MAM W TWOJEJ GŁOWIE SWOJE ŻYCIE?
Dawno nie widziałam mojego tajemniczego sąsiada vis-a-vis.
Latem zazdrosne liście podwórkowych drzew, filtrując przez siebie światło jego lampy nie pozwalają mi go zobaczyć.
Mogę na niego patrzeć tylko jesienią i zimą, gdy odwieczne prawo natury wystawia nagość drzew na widok publiczny, odsłaniając mi jego okno.
I patrzyłam tak na niego do znudzenia nigdy mnie nie ogarniającego, bo moja wyobraźnia mi na to nie pozwalała. Snułam sobie coraz bardziej fantastyczne wizje na jego temat, z czasem podszyte fascynującym lekkim erotyzmem.
Pewnego dnia zniknął, może wyjechał w poszukiwaniu ciepła, a ciemne okna jego mieszkania stały się dla mnie tak oczywiste jak stary mur sąsiedniej kamienicy- nie zauważałam ich, wrosły w krajobraz i przestały przykuwać uwagę.
Do dziś.
Jego cień zauważyłam późnym wieczorem.
Wyłączyłam lampę i z kubkiem herbaty stanęłam w oknie, miałam go na wyciągnięcie ręki, między nami nic nie było, bo przeszkadzające mi kiedyś, miotające się na wietrze gałęzie, niedawno poniosły za to karę i teraz prowadzą ustabilizowane życie wielkiej kupy chrustu w kącie podwórka.
Patrzyłam na obcego, bliskiego mi człowieka, widziałam mój ulubiony obraz nad jego stołem-portret uśmiechniętego kota w przebraniu weneckiego doży, patrzyłam jak siedzi z laptopem przy stole, jak pije coś z białej filiżanki, jak mimowolnym ruchem mierzwi sobie gęste włosy, jak odchyla się na krześle zastanawiając się pewnie nad każdym do napisania słowem, jak wstaje, robi kilka szybkich kroków, jak siada, jak rozmawia długo przez telefon, jak podchodzi do okna i … jak patrzy w moje ciemne okna i jak podnosi rękę w geście… powitania?
Uciekłam, usiadłam w ciemnym kącie pokoju, w którym na pewno nie mógł mnie zobaczyć, przestraszyłam się… a może tylko poruszyło mnie to, że to ja mogę prowadzić second life w czyjejś głowie, że te słowa, jakie pisał w swoim laptopie, mogły być o mnie, tajemniczej nieznajomej z vis-a-vis.
WIOSNA 2011-go ROKU I BANALNY KONIEC TEJ PIĘKNEJ HISTORII.
Dziś zobaczyłam szeroko otwarte okna, stosy kartonów i dwoje młodych ludzi z małym dzieckiem.
Poczułam żal do losu, że nigdy już nie dowiem się kim był mężczyzna, którego widziałam tak blisko, że czułam jego zapach, dotyk, miękkość włosów i szorstkość policzka.
Li.