Jeszcze nie wiem co zrobię, ale coś zrobię.
18 lipca, 2011Jestem. Bo jak nie tu, to gdzie?
11 lipca, 2011Mój ukochany Bobcio, biały kocur o dwukolorowych oczach wskoczył na dach sąsiedniej kamienicy i tyle go widziałam.
Bobcio niewdzięcznik po kilku godzinach -rzecz jasna- wrócił, lekko szarawy od łażenia po krakowskich dachach.
A ja umieram ze strachu.
…
Wróciłam.
Kto się nie cieszy, ten trąba.
A jak Wam opiszę co mi się przydarzyło wczoraj… ech:)))
Li.
No tak.
28 czerwca, 2011W sobotę na cały dzień jadę do SPA. Możliwe, że nabiorę zapału…:)
Jak zwykle (nie)usprawiedliwienie.
14 czerwca, 2011Notka z serii sprawozdawczych.
9 czerwca, 2011Pulsowalo mi tylko dwa dni, przysięgam!
I właśnie miałam zamiar jadąc do Myślenic podjechać na stację, gdy los skierował mi koła na Kleparz, na pocztę.
I tyle, sami widzicie- zajętość za zajętością, zarobiona jestem i jeszcze to pisanie…
Na maile od Was drogie Katarzyny, odpiszę w weekend, a partner Sylwii, nasz niesforny Pan Piotr jutro wychodzi z aresztu.
No! Jeden kamień mniej!
Li.
Chwila prawdy.
7 czerwca, 2011Spokojnie, to tylko awaria wewnętrznego ciepła.
6 czerwca, 2011Na zewnątrz może byc zimno, lubię gdy przez okna otwarte na świat wpada zimne powietrze.
Lubię zewnętrzny chłód.
Lubię mróz na policzkach i zmarznięty czubek nosa.
Ale popełniłam błąd w obliczeniach, dla energetycznego bezpieczeństwa wpuściłam w siebie niebezpiecznie dużo chłodu, odpowiada za zimne serce, nieczułe myśli, ścięcie dłoni mrozem do granic niezdolności do ciepłego gestu, do czułości i miękkiego dotyku.
Oj, będzie się działo!
Powody do NIE-ZA-KOCHANIA.
2 czerwca, 2011Gdy kobieta rozczarowuje się mężczyzną, to świat szarzeje, a niebo chyli się do piekła pod ciężarem raju pełnego niezrealizowanych obietnic.
Gdy kobieta rozczarowuje się mężczyzną, to ma o czym rozmawiać z innymi kobietami, bo takie rozczarowanie jest jak defloracja wpisane w życie prawie każdej kobiety.
Li.
Akcja „Sylwia”:
Wojciech
Paulina
Karolina
Agata
Doszło 117,85 złotych. W sumie 5007,86 złotych. Plus 135 dolarów. Ale fajnie:)
Dzięki wielkie dobrym ludziom z Lego, paczka doszła, a piski radości słychać było w całej Hucie.
Dzięki też za paczkę od Anny, witaminy są dokładnie takie jakie mają być!
Sylwia fatalnie znosi upały, ale jest szczęśliwa i spokojna.
Cel został osiągnięty, moi Drodzy, Kochani, Hojni i Najlepsi Czytelnicy. I Dano:))
Mocno całuję!
Czepialska notka.
30 Maj, 2011A dziś się pośmiałam. Wyjdę pewnie na zołzę, na czepialską zołzę, ale pewne rzeczy świadczą o człowieku… jak macie wpisane do telefonu swoje dzieci? Zbulwersowana Młodsza doniosła mi, że i ona i Starsza w telefonie ojca figurują z imienia i nazwiska. Bez zdrobnień. Mnie też tak wpisał, ale między imieniem a nazwiskiem jest przerywnik- ex wife, haha, jestem Monika ex wife i tu nazwisko. Żeby nie zapomniał?
Albo dla porządku… haha, zdecydowanie dla porządku.
Mnie to tam może wpisywac jak chce, ale dzieci?
Jak wpisujecie swoje dzieci? Moja Starsza u mnie w telefonie to Bimbuś, a Młodsza to Gusiek.
Z imienia i nazwiska mam wpisanych klientów i natrętów. Kontakty formalne.
(A kobieta koń wpisana jest wyjątkowo pieszczotliwie, to tak tytułem kontrastu, ale przecież wiadomo, że ja to się czepiam).
Szkoda tylko, że tata dał dziecku telefon do zabawy, a dziecko ciekawskie.
Z czego morał, że komórki naprawdę są niebezpieczne… dla emocji.
Li.
Cześć i czołem:)
26 Maj, 2011Przelotem, bo tonę w robocie, a przecież nie umiem pływać.
25 Maj, 2011Szczepana i Jadwigi
Joanny,
Anny.
Padam, ale posłusznie melduję:)
24 Maj, 2011…
…
Ale a propos sensownego działania, ogłaszam koniec akcji „Sylwia”.
Wpłynęło dość pieniędzy na dwumiesięczne utrzymanie tej miłej rodzinki, a ja nie chcę Was wykorzystywać (poza mężczyznami rzecz jasna, tych wykorzystywać wprost uwielbiam:).
Jakby co, to powtarzamy nasz zryw, ale tylko w sytuacji, gdyby wymiar (nie)sprawiedliwości zapragnął potrzymać jeszcze Pana Piotra w izolacji od społeczeństwa, ok?
Czuj czuj czuwaj!
Idę spać, wprost niemożliwie jestem zmęczona.
W Krakowie upajająco pachną akacje, wróciłam niedawno z Rynku… a ten wieczór taki piękny, że szłam piechotą (i niech wybaczy mi Pan Słowik).
Li.
Cieszę się, że Was mam:)
23 Maj, 2011I jeszcze dziś od:
Babci B.
Lucyny
Andrzeja
Marcina
Patrycji
Katarzyny
Anny
W puli już jeeeeeeeeeeest 3925,66 zł plus 115 zielonych.
Nie macie pojęcia jaka ta dziewczyna jest szczęśliwa!
Ja przy okazji też;-))
Li.
Sprawozdanie aktualizowane na bieżąco i jakże budujące:)
23 Maj, 2011Na obecną chwilę doszły jeszcze wpłaty od:
Sylwii
Trzech Ann,
Weroniki
Mateusza
Basi
Piotrusia,
Agaty,
Trzech Magdalen
Pauliny
Dwóch Iwon
Dwóch Ew
Czterech Katarzyn (ale zaszalałaś Kaśka:)
Marzeny
Igi
Karoliny
Trzech Agnieszek
Marcina
Krzysztofa
Sprzedaży Internetowej
Wojciecha
Joanny
Janusza
Anity
Aleksandry
W sumie jest: 3630, 66 zł. plus 115 $ USD!!!
Cudna jest ta groszowa końcówka:)
…
Taka bieda, która nie leży w kręgu zainteresowania opieki społecznej.
Zresztą i najlepsza wędka nie pomoże kobiecie z malutkim dzieckiem i w ciąży.
To nie jest czas na zaczynanie pracy.
Li.
Kawa na ławę:)
21 Maj, 2011Wpłaty od:
trzech Elżbiet,
trzech Agnieszek,
Krzysztofa,
Agaty,
Olgi,
Kamilli,
Macieja,
Iwony,
Anny,
dwóch Mart,
Mai,
trzech Barbar,
Anny,
trzech Monik,
trzech Joann,
Emilii,
Kingi,
Katarzyny,
Marioli,
Marty,
Pauliny,
Małgorzaty.
Na dzień dzisiejszy: 1220,00 zł.
C-U-D-O-W-N-I-E.
Li.
SWIFT I IBAN:)
20 Maj, 2011Dostałam maila z ING.
Czyli:
Sylwia Hala, Kraków, nr rach: 65 1050 1445 1000 0090 7055 3459
SWIFT: INGBPLPW
IBAN: PL65105014451000009070553459
Paypal: Mo67@poczta.fm
Sylwia nie ma dostępu do internetu, musiała zrezygnowac z usługi, jak się nie ma na chleb, to nie je się ciastek. Ale dała mi dostęp do swojego konta bankowego i jutro napiszę co i jak.
Dziś już mam ochotę tylko na wtulenie się w poduszkę i kota.
Zasypiam…
Ulżyło mi, naprawdę mi ulżyło. Dzięki wielkie za pomoc!
Dobrej nocy,
Li.
List proszący.
20 Maj, 2011Pod jedną z pozycji porządkującej mi dzień mam wizytę u Sylwii– wożę w bagażniku pampersy i trochę jedzenia.
Niech ta kobieta przestanie tak strasznie się martwic i zazna choc trochę spokoju!
Banalny koniec pięknej historii.
18 Maj, 2011POCZĄTEK, CZYLI U MNIE ŻYJESZ INTENSYWNIE, ALE O TYM NIE WIESZ.
Intryguje mnie.
A takie tam… :)
17 Maj, 2011Młodsza już w drzwiach przystępuje do ofensywy:
– o co Ci chodzi, no o co? Przecież mówię Ci o każdej dobrej ocenie i prawie o każdej złej!
Rety, zaczynam się śmiac i to by było na tyle marzeń o autorytecie.
:)
Li.
O pragnieniu napisania o stanie nie-do-opisania.
16 Maj, 2011i tajemniczo…, a ja międzywinnie i niewinnie będę pisac…
…
Byłam dziś u Dżordża.
Bez smutku i rozpaczy, zupełnie zwyczajnie zaniosłam mu kwiaty i zapaliłam znicze. Zawsze lubił byc dopieszczany pamięcią.
Dżordża nie ma, zbieranego przez niego na stoliku stosu gazet też nie ma.
A co na to Lec?
Wielka jest siła nicości, nic jej nie można zrobic.
…
Mama wykopała mi z ogrodu mnóstwo sadzonek.
Mają stanowic ozdobę kamienicznego podwórka, pod warunkiem że przeżyją noc w bagażniku, wszak
nie ściągnę szlafroka i nie odstawię wina dla ogrodnictwa.
W dodatku w TAKĄ noc.
Pomyślę o tym jutro.
…
W półmrocznych przytulnościach, podlanych trąbką, głosem Shawn Colvin i refleksami na rubinowym kieliszku można łatwo wpaśc w pułapkę przekonania o tym, że la vie e bella.
A co na to Lec?
Życie ma i ciemne strony, to resztka jego przyzwoitości.
…
Trąbka budzi mocno uśpione czułe strony mojej duszy.
Czasami myślę o tym jak bardzo są mi one niepotrzebne, jak mnie uwrażliwiają nie-wiadomo-po-co, jak zawsze znajdują drogę do moich łez, jak mnie osłabiają wydobywając się na powierzchnię jak nikomu niepotrzebne wykopalisko.
Chcę byc twarda i niezłomna, a wychodzi to co zwykle- miękkości pod pancerzykiem skorpiona, oj jakie miękkości…
(ojtam, ojtam, jeszcze trochę rozczarowań, problemów i strat wśród „moich ludzi”, a skamienieję. Skamienieję na amen).
A co na to Lec?
Serce człowieka bije drugiego niemiłosiernie.
…
Idę do łóżka. Mam przytulny, ciepły dom, czuję się w nim bezpiecznie.
…
Pamiętajcie o Sylwii!
(I o ogrodach…)
:)
Li.
Z przestworzy na ziemię leci się krótko.
14 Maj, 2011Spadłam z przestworzy i trochę się potłukłam.
Tomograf, USG, EKG, morfologia, 200/130, potem 90/60, potem znowu jakieś szaleństwa własnego środka nad którym nie mam kontroli.
Sylwia jest bardzo samotna, nie ma przecież żadnej pomocy ze strony rodziny, naprawdę nie mam pojęcia jak ona daje sobie radę. Widzę tylko jak bardzo jest smutna i zmęczona.
No więc jednak proszę, bardzo proszę. Pomóżcie. Bo ja też jestem już trochę zmęczona.
10, 20, 30, 40, 50… zł.
Sylwia Hala, Kraków, nr rach: 65 1050 1445 1000 0090 7055 3459
Li.
Blogger oszalał i najpierw bez mojej zgody i wiedzy skasował tę notkę, napisaną nota bene w czwartek wieczorem, w piątek ukrywał ją gdzieś w swoich czeluściach, nie pozwalając mi wejśc w bebechy własnego bloga i dziś ją przywrócił, ale bez Waszych komentarzy! Przepraszam, ale nie mam na to żadnego wpływu.
Problemy techniczne.
4 Maj, 2011Mój domowy laptop zepsuł sobie sam matrycę. Bo jak nie on, to kto?
Oddany do naprawy tęskni. Na pewno tęskni.
Dzieci są niewdzięczne i nie chcą dzielić ze mną swoich laptopów.
(Nie wiedzą, że to prosta droga do wydziedziczenia).
Odcięta od sieci w domu, w pracy nie mam czasu na pisanie bloga.
Wieczorami, w łóżku na http://www.vod.onet.pl/ nie mogę oglądać swoich ulubionych, obciachowych seriali.
Pozostaje mi czekać na dobry humor serwisanta. To przekleństwo posiadania gwarancji.
A dziś w dodatku jest Moniki, Floriana i Wieńczysława.
Nie znam żadnego Floriana. Piękne imię…
4-go maja! Zapomniało się, co?
Moje imienniczki mocno całuję!
Li.
Przelotem, bo ja fruwam w przestworzach!
21 kwietnia, 2011A tu jeszcze kije i takie tam inne…
(Bardzo ciężkim jest prowadzenie zdrowego trybu życia, ale jakoś wytrzymam :)
9. nie ma Pani Jadzi, sama myję okna, czerpiąc z tego niespodziewaną przyjemność!
Odkopuję się!
(Nie)usprawiedliwienie.
15 kwietnia, 2011Brakuje mi godzin.
Ilość otaczających mnie ścisłym pierścieniem spraw nie pozwala dojść do mnie wolnemu czasowi.
Wieczorem padam, rano wstaję.
Muszę się odkopać.
I dlatego jest tak jak jest.
Miłego!
Li.
W tle toczyły się inne sprawy…
10 kwietnia, 2011Prawidłowa technika chodu wymusza napięcie 95% wszystkich mięśni ciała, nawet tych o których nie wiedziało się, że je się ma.
Ogromną zaletą kijów jest możliwość rozmowy- idziesz sobie wzdłuż Wisły do Tyńca, wiatr we włosach, powietrze, przestrzeń i gadanie bez końca. A jaka dotleniona cera, ha!
Dziś późnym popołudniem idziemy poćwiczyć z Dorotą, trenerką idealną.
Nic się przed nią nie ukryje, nie da się „ciągnąć przedramionami”, nie da się źle podnieść nogi, nie da się pomarkować, trzeba ćwiczyć i już.
To jest mi teraz najbardziej potrzebne, doprowadzenie się do stanu używalności i przedłużenie terminu do spożycia.
Mnóstwo spraw do załatwienia w tym życiu jest jeszcze przede mną.
Wstaję z łóżka, dziś posybaryczyłam sobie do granic nieprzyzwoitości.
Li.
Cudownie wolna sobota.
9 kwietnia, 2011Cześć Dżordż, spoczywaj w spokoju.
8 kwietnia, 2011…
Myśli rozsypane i jeszcze nieuczesane.
7 kwietnia, 2011Życie chyba jednak nie lubi dalekosiężnych planów.
6 kwietnia, 2011Żal i ulga.pl
5 kwietnia, 2011…
28 marca, 2011Przeżywam stany w skali dotąd mi nieznanej.
Gubię się w nich i desperacko szukając poczucia bezpieczeństwa najchętniej nie opuszczałabym granic łóżka, tu czuję się najlepiej.
Stany depresyjne? Możliwe. I na mnie musiała przyjść pora Wielkiej Smuty.
Boli mnie cały mój środek, szalejący w nim niepokój czyni spustoszenia, wznieca pożary i powodzie łez.
Nie piszę, nie odpowiadam na maile, nie wchodzę na gg, nie chce mi się gadać przez telefon, nie chce mi się z nikim spotykać, nie chce mi się niczego poza świętym spokojem.
Muszę znowu znaleźć w sobie siłę, ale nie mam siły jej szukać. Ot, klasyczna pętla na szyi.
Czasem słońce, czasem deszcz…
Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija.
Clematisy na tarasie wypuszczają nowe pędy.
Li.
Podobno czas nas uczy pogody.
23 marca, 2011Zawsze wierzyłam w cuda, ale zaskoczyło mnie nagłe i cudowne poprawienie stanu zdrowia Taty.
Spod bramy stojącej między życiem, a śmiercią w sobotę cofnął się do miejsca, w którym może rozmawiać, coś zjeść i nawet zażądać gazet.
Dalej jest źle i wiadomo, że dobrze nie będzie, ale ciągle jest!
Zaskoczyła mnie też moja starsza córka, spędzająca przy dziadku po osiem godzin dziennie.
Cierpliwa i współczująca, trzymająca za rękę, nie bojąca się, nagle dojrzała… ech!
Kłębią się we mnie myśli, biją o pierwszeństwo, ale nie mam ochoty na ich opisywanie.
Emocje weszły we mnie zbyt głęboko, wydobycie ich na świat byłoby zbyt kosztowne, rabunkowe, muszą przeczekać w spokoju, skrystalizować się i może kiedyś…?
Nie, nie jestem smutna.
„Jestem trochę bledsza, trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca, lecz widać- można żyć bez powietrza”.
Dzięki za piękne maile i wsparcie.
Li.
Nie piszę książki, bo…
17 marca, 2011Przyznaję się, by mieć nad sobą bata!
13 marca, 2011Pięknego dwudziestego ósmego dnia września 2010 roku (pamiętam słońce i wrzosy na Kleparzu) dostałam maila;
Szanowna Pani,
Jestem redaktorem Wydawnictwa XXX (wybaczcie- coś mi mówi, że na razie lepiej wykreślić nazwę tego zacnego wydawnictwa, ale gdy przyjdzie czas to się przyznam, wrażenie w każdym razie robi, oj robi:))).
Jakiś czas temu znajomy rekomendował Pani teksty umieszczone na blogu, cytując pyszne anegdoty i nie zawsze przyjemne zrządzenia losu.
Będę wdzięczna za informację.
Pozdrawiam serdecznie,
Agnieszka …
Redakcja….
itd.
Moi drodzy, najukochańsi, najwierniejsi Czytelniko-Przyjaciele!
Z Wami mi się uda, jakoś tak nieśmiała się zrobiłam, czy co…?
Daję znak!
8 marca, 2011Przecież wiadomo, że żyję!
I wrócę, tylko muszę jutro pojechać do Wrocławia.
Wrócę, tacy jak ja zawsze wracają…
:)
Li.
Czas na małe przesłuchanie.
1 marca, 2011PS. Pytacie o Sylwię:
walczymy dalej.
Jej partner do 15-go marca jest w areszcie, ma miejscowego obrońcę z urzędu, więc chociaż to spadło mi z głowy.
Co będzie z nim dalej? Nie wiem, nie zajmuję się tym, koncentruję się na pomocy dla Sylwii.
Ostatnio bardzo podupadła na zdrowiu, miała krwotoki z nosa, omdlenia, dzieci były przerażone, a okazało się, że to nic takiego, drobiazg, po prostu- li i jedynie- czwarta ciąża.
Termin rozwiązania przewidziany jest na koniec lipca. Zostanę matką chrzestną, przypilnuję towarzystwo.
Ale co się wkurzyłam to moje. Cholera jasna, XXI wiek? I wiara w antykoncepcyjną moc karmienia piersią?
Ręce mi opadły, dziewczyna jest przerażona, ja też (ale oddanie do adopcji nie wchodzi w grę, poruszyłam ten temat, próbując odpowiedzieć sobie na odwieczne pytanie: jak to jest, że jedni pragną i nie mają, a drudzy nie chcą i mają?).
Trzeba będzie dać sobie radę i z tym!
Ewolucja?
28 lutego, 2011Kiedyś, gdy było mi źle-pisałam.
Teraz jak jest mi źle- zamykam się w sobie, bez dostępu do sieci.
To tylko efekt ewolucji.
Pozdrawiam.
Li.
Plan dnia z planem buntu w tle.
24 lutego, 2011Samotnym, wolnym weekendzie, w posprzątanym domu, w łóżku, bez telefonu, bez pośpiechu, bez konieczności gotowania obiadów, z usprawiedliwionym lenistwem, z maseczką na twarz, szyję i dekolt, z płatkami nawilżającymi pod oczami, w ciepłym frotowym szlafroku, ze śniegiem szalejącym za oknem, co wzmaga poczucie bezpieczeństwa i przytulności… rety…
Li.
Rano mam trochę zapału.
22 lutego, 2011W Krakowie wyszło słońce, świat pojaśniał.
Ostatni?
19 lutego, 2011Tata postanowił zrobić swój ostatni bigos.
To słynny bigos.
Gotuje go od dwóch dni, ledwo utrzymując wielką, drewnianą łyżkę.
Zaprosił na niego swoich podobno ostatnich gości.
Przyjdą na podobno ostatni niedzielny obiad.
(Nie radzę sobie, czuję ból wypieranej myśli o jego podobno bliskiej śmierci).
Widzę go w coraz gorszej formie.
Czytam coraz bardziej beznadziejne wyniki badań.
(Ale ciągle nie mogę uwierzyć, że ten bigos naprawdę może być ostatni)!
Wczoraj wypisał mi receptę, zamarłam zobaczywszy jak w ciągu tygodnia niewyraźne stało się jego pismo.
Widziałam jak płacze.
Dużo czyta.
Nagle zrobił się bardzo zachłanny na życie.
Poszłam wczoraj na imprezę, śmiałam się jak nigdy w życiu. Z byle czego i do łez.
Li.
Zakaz pisania pod groźbą kary.
15 lutego, 2011Oszukuje i mami, bo gdy wydaje się, że już jestem go pełna bez miejsca rezerwowego, gdy jakoś go oswajam, przykrywam niemyślą i zaniedbaniem, on wybucha jak wulkan nową erupcją problemów.
A przecież na drugim planie toczy się „normalne” życie, muszę o nie zadbać, dać jeść, nastawić pranie, wyjść z psem i zatankować auto.
Stare samoratunkowe sposoby nie dają rady…wczoraj kupiłam sobie piękne buty i nie pomogły!
TEN smutek odporny jest i na zakupy i na nowe perfumy i na dotyk kosmetyczki.
Musi się wydziać, muszę go przeczekać.
Strata.
12 lutego, 2011Mojej Przyjaciółki, naszej domowej instytucji od wszystkiego, podpory, powiernicy, ukochanej przez dzieci, psa i koty mądrej i cudownej kobiety?
Pani Jadzia kończy w tym roku 75 lat.
Od dłuższego czasu widziałam, że coraz trudniej jest jej sprzątać, skarżyła się na ból ręki, mówiła, że musi już ode mnie odejść, że nie sprząta już tak dobrze jak kiedyś, że… ech, ale miałam nadzieję, że nie odejdzie tak szybko, egoistycznie jej potrzebowałam, już tęsknię, brak mi słów.
Przyznaję-to moja wielka wada.
Szukam sposobu na płytki krwi.
10 lutego, 2011I jeszcze mam do przekazania parę słów od Sylwii (słów było tysiące, z lenistwa skracam przekaz do minimum…): dziękuję, dziękuję, dziękuję!
Wpłynęło od Was w sumie 4180 złotych i kilka wspaniałych i naprawdę hojnych paczek.
A ja poganiam komornika, mam nadzieję że w kwietniu dostanie już alimenty z Funduszu.
Gdyby tak się jednak nie stało, to przecież ma na kogo liczyć, prawda?
Przeciągam się leniwie, idę pod prysznic, koty w ilości czterech sztuk leżą zgodnie w nogach mojego łóżka, pies pomiędzy nimi, dzieci jeszcze śpią, życie chwilowo jest znośne.
W ramach uszczęśliwiania się drobiazgami kupiłam wczoraj w Almi Decor dwa świeczniki.
Zobaczcie sami, czyż nie są czadowe?
Co oglądałam i co czytałam.
6 lutego, 2011PS. W linkach mam Dom w Toskanii.
Autorka tego bloga Anita Stojałowska wydała książkę pod tym samym tytułem, ale nie są to teksty z bloga.
Coś innego i zaskakującego. Polecam Wam gorąco, świetnie się czyta, jest słodko-gorzka, to moj ulubiony smak i nuta zapachowa.
Znikam, by wrócić.
2 lutego, 2011Pogadałam sobie z maczką, zamknęła niedawno swojego bloga.
Nigdy więcej żadnych konkursów! No chyba, że zachoruję…
1 lutego, 2011Moi Drodzy Czytelnicy!
Tu są wyniki konkursu, a mnie od utarcia od wczoraj boli nos.
Wygrały trzy blogi o chorobach, widocznie ten temat jest najciekawszy.
A ja- psiakostka- jestem zdrowa, poza sezonową grypą i alergią.
Jurorka napisała na swoim blogu, że przy ocenianiu kierowała się instynktem, a nie rozumem i jest to niestety widoczne.
A jaki ma to skutek dla mnie?
Powiem szczerze- czuję się jak ofiara rasizmu.
Jestem zdrowa, mam zdrowe dzieci, nie walczę o życie, więc jestem postawiona na niższym stopniu rozwoju w hierarchii blogowego konkursu.
Li.
Wtorek-potworek.
1 lutego, 2011Wczoraj byłam zrobić sobie manicure, połoźyłam żel i teraz kompletnie nie potrafię pisać, paznokcie tłuką mi się o klawisze, spadają z nich, ogólna katastrofa, wtorek-potworek. A napisanie sms-a na dotykowej klawiaturze telefonu jest prawdziwym wyczynem.
Ech, ten wieczny wybór pomiędzy wygodą krótkich i obgryzionych, a niewygodą długich, ale za to ślicznie wyglądających…, coraz częściej wybieram wygodę, nie da się ukryć, że to jeden z objawów ogarniającego mnie zniechęcenia.
A co na to Lec?
Czy muszą być ludzie ze stali? Czasem zdaje mi się, że powinni być z krwi i kości. …
Li.
Pretensje do Nowych z emotkami w tle :)
31 stycznia, 2011Wchodzicie tu setkami, czytacie i milczycie.
Łakniemy tu na blogu świeżej krwi, mniam, mniam…
Dziś są 71 urodziny mojego Taty, a bał się że ich nie doczeka.
Pijemy za zdrowie mojego Tatusia, niech nie waży się umierać przed setką!
Możemy też wypić za jutrzejszą porażkę w konkursie, w tej części ocenianej przez jury.
Kil podesłał mi linka do bloga Pani jurorki i… na szczęście/niestety (niepotrzebne skreślić) nie walczę o życie, szczęśliwie mam zdrowe dzieci, więc jak rozumiem z tego powodu przegrywam w konkursie.
(Albo z powodu braku umiejętności pisania, ten argument jeżeli zostanie użyty, ostatecznie może mnie przekonać :)
Ale jakby się tak zastanowić, to moja pozycja konkursowa może i jest beznadziejna, ale życiowa jest lepsza. Dzięki Ci losie!
Proponuję na ten temat nie dyskutować, tylko skupić się na toastach za zdrowie Solenizanta!
Dziś te cholerne, niesforne płytki spadły mu do 62, a powinno ich być ze 140!
Li.
Ten samoratunkowy plan na pewno będzie zrealizowany.
30 stycznia, 2011Widok innego nieba zawsze działa na mnie kojąco, a ukojenia potrzebuję gwałtownie, odczuwam wielki jego niedobór, taki do granicy podrażnienia wszystkich moich czułości i wrażliwości.
To kuracja dla zdrowotności i zmysłów nie pomieszania.
Jednak nie da się nie pisać o Sylwii :)
30 stycznia, 2011A co na to Lec?
Kiedy człowiek pokona przestrzeń międzyludzką?
Opublikował/a leelilee 

