Historia ta jest prawdziwa, zmieniłam tylko kilka szczegółów, mogących zidentyfikować bohaterów, bo jak wiadomo- świat jest mały, a Kraków to już szczególnie.
Obiecałam ją opisać dla jednych ku uciesze, dla innych ku przestrodze, każdy wyciągnie z niej swoje wnioski.
…
Trzy lata temu rozwodziłam pewną kobietę, nazwijmy ją M. Śliczna, delikatna, wrażliwa, nie mogła pogodzić się ze zdradą męża, ale też i honorowo nie chciała stać mu na drodze do szczęścia. Zgodę na rozwód bez orzekania o winie ładnie wynegocjowałyśmy za wysokie alimenty na dziecko.
M. po roku porozwodowej żałoby zaczęła rozglądać się za nowym towarzyszem życia, a ponieważ utrzymywałyśmy ze sobą kontakt, dzwoniła do mnie za każdym razem, gdy ktoś pojawiał się na horyzoncie.
Szukała jednak bezskutecznie, bo choć „tego kwiatu jest pół światu”, to oddzielić ziarno od plew jest niezwykle trudno, a już poznać się od razu na kamuflującym się nieudaczniku prawie niemożliwe.
W sierpniu rok temu M. zadzwoniła podekscytowana i taki oto wywiązał się między nami dialog:
– Pani Mecenas poznałam przez internet świetnego faceta!
– Przez internet? To są tam świetni faceci? (niestety, jestem sceptyczna:)
– Tak, jest wspaniały, korespondujemy kilka razy dziennie, jest wdowcem, menadżerem, bardzo mu na mnie zależy!
– To świetnie, gratuluję i powodzenia!
Tydzień później zadzwoniła i powiedziała, że facet jest wdowcem, jest menadżerem, ale ma kilkuletniego syna którym się opiekuje.
Uznałam wówczas, że chyba rzeczywiście zaczyna traktować M. poważnie i wpuszcza ją coraz dalej do swojego życia.
Za tydzień, gdy mieli już za sobą kilka spotkań, M. znowu do mnie zadzwoniła i lekko zgaszonym głosem powiedziała mi, że facet jest wdowcem, menadżerem, ma kilkuletniego syna, którym się opiekuje, ale ma też i drugą żonę, ale to zła kobieta była i wniósł sprawę o rozwód.
No cóż, albo facet kłamczuszek, albo nie chciał mówić wszystkiego, póki nie był pewien charakteru znajomości z M. i teraz zaczął się otwierać. Powiedziałam coś pocieszającego i M. zakochana i uspokojona brnęła dalej w tę znajomość.
Za kolejny tydzień zadzwoniła i powiedziała, że facet jest wdowcem, menadżerem, ma kilkuletniego syna, którym się opiekuje, ma drugą żonę, z którą się rozwodzi, ale ma też z nią syna.
Zabrakło mi pocieszających słów, ale stwierdziłam, że mogę sprawdzić czy wniósł o rozwód.
Następnego dnia, zanim pojechałam do Sądu przyjęłam klientkę, z którą byłam już wcześniej umówiona.
Wysoka, ładna i smutna blondynka.
Zaczęła mi opowiadać historię swojego małżeństwa- jej mąż był wdowcem, menadżerem, miał z pierwszego małżeństwa syna, którym się opiekował, z drugiego małżeństwa też mają syna, ale był dla niej- tej drugiej żony- tak niedobry, że wniosła o rozwód. Ona, nie on.
Spadłam z krzesła.
Prawdopodobieństwo, że przyjdzie do mnie druga żona faceta M., która nota bene miała adwokata, ale chciała go zmienić, było przecież zerowe.
…
Po tym co dowiedziałam się od drugiej żony wdowca, musiałam ostrzec M.
Było to trudne bez zdradzania tajemnicy zawodowej, ale ona mi uwierzyła i po tekście „zrywamy z tym facetem, bo dowiedziałam się o nim z pewnego źródła rzeczy strasznych”, zerwała. Choć pęknięte serce leczyła przez rok.
Mam jednak od niej zrzuty jego profilu z jednego z portali randkowych, gdzie „stojąc na skale czekał na wiatr”, a konkretnie na kolejne naiwne kobiety.
Z punktu widzenia procesowego- rzecz bezcenna.
Jego żona, a moja klientka w szoku, no cóż… a przecież wystarczy trafić na właściwego adwokata;-)
A ta historia dziś ma kolejną odsłonę- swego czasu poznałam M. z inną moją byłą klientką D. Dziewczyny się zaprzyjaźniły, ja też chodzę z nimi czasem na wino. D. poznała historię tej ponurej miłości, śmiałyśmy się z niej nie raz.
D. po ciężkim rozwodzie, dla rozrywki zalogowała się na jednym z portali randkowych. Zaledwie wczoraj.
Kto zgadnie, kto do niej dziś napisał i wysłał swoje zdjęcie?
Znowu była okazja do śmiechu i jednocześnie okazja do zebrania kolejnych dowodów w sprawie.
Facet w profilu wśród swoich cech podkreśla uczciwość. Szuka też uczciwej.
Ale już nie „stoi na skale czekając na wiatr”, tylko „samotnie płynie przez życie po wzburzonym oceanie”.
Li.
Opublikował/a Li 





















