Gdybym miała zwerbalizować wszystkie moje pragnienia i tęsknoty, ekran rozżarzyłby się do czerwoności od tych emocji. Bo ja w swoim środku pragnę wszystkiego co ciepłe i gorące.
Na zewnątrz może byc zimno, lubię gdy przez okna otwarte na świat wpada zimne powietrze.
Lubię zewnętrzny chłód.
Lubię mróz na policzkach i zmarznięty czubek nosa.
Ale popełniłam błąd w obliczeniach, dla energetycznego bezpieczeństwa wpuściłam w siebie niebezpiecznie dużo chłodu, odpowiada za zimne serce, nieczułe myśli, ścięcie dłoni mrozem do granic niezdolności do ciepłego gestu, do czułości i miękkiego dotyku.
Na zewnątrz może byc zimno, lubię gdy przez okna otwarte na świat wpada zimne powietrze.
Lubię zewnętrzny chłód.
Lubię mróz na policzkach i zmarznięty czubek nosa.
Ale popełniłam błąd w obliczeniach, dla energetycznego bezpieczeństwa wpuściłam w siebie niebezpiecznie dużo chłodu, odpowiada za zimne serce, nieczułe myśli, ścięcie dłoni mrozem do granic niezdolności do ciepłego gestu, do czułości i miękkiego dotyku.
Otoczyłam się pokrywą lodową, nie pozwalam, by doszło do mnie ciepło, w mojej prywatnej walce
z globalnym ociepleniem mam prawdziwe sukcesy- ja nie topnieję, wciąż jestem jednym lodem, lodowy pancerz skutecznie zniechęca każdego, bo nie wystarczy ogrzać mnie tylko samym oddechem, ja potrzebuję znacznie więcej.
Nie chcę topić się trochę i znowu zamarzać, chcę by moje lodowe okowy pękły raz, a skutecznie, z hukiem, który mnie ogłuszy i otumani…
Nie mam już czasu i ochoty na odwilże i przymrozki, chcę mieć za sobą epokę zlodowacenia nieodwracalnie, nie chcę w sobie więcej zimy, pragnę słonecznego lata i bardzo późnej jesieni.
I tylko tak sobie myślę, że mam chyba dwa serca, bo to drugie jest tak pełne czułości i miłości dla moich dzieci, że aż goreje.
Podjęłam ważną decyzję i znowu wywrócę sobie życie do góry nogami.
Oj, będzie się działo!
Oj, będzie się działo!
:)
Li.
hehe, sobie przypomniałam: któregoś dnia mój SzM, czyli mąż szanowny, wraca do domu jak zwykle wściekły. A mnie to wyjątkowo nie rusza. Nie biegam, nie poddtykam herbatek, gazetek, nie zagaduję. Po prostu robię swoje podśpiewując pod nosem. Po jakims czasie mój WM, czyli wściekły mąż, zadaje pytanie z lekka podniesionym tonem – chyba się zakochałaś?! A ja odpowiadam zgodnie z prawdą: Noooo :) w sobie :) Buziaki LI :)
No to powodzenia Kobieto!
Ja nieustannie jestem zakochana.Jak nie ma lepszego obiektu, to kocham się w sobie:)
Zakochałaś się?
Interglacjał poprzedza glacjał. Albo odwrotnie ;)
Li, powodzenia :*uda się.NAM wszystko się udaje.takie już jesteśmy :D
Oh, Li, Ty to potrafisz trzymac czytelnika w napieciu. Teraz niecierpliwie czekamy na kolejne odcinki. ;) A jak idzie pisanie ksiazki?
Li, ja z tym psem nie przez przypadek. Twoja poprzednia notka i ta obecna mnie zasugerowały. Tylko pies jest prawdziwym przyjacielem kobiety, oczywiście oprócz jej torebki. Bo pies nie zdradzi, nie odejdzie do innej, nie przekroczy limitu na karcie, by kupić sobie nowe narty, w oczy patrzy z miłością, emanuje ciepłem, nie ma 100 słów na Twoje 3, poda łapę, gdy jesteś w potrzebie, ogrzeje w zimowe dni i nie kręci nosem na suchą karmę. A i zaskoczyć potrafi inteligencją, i geniuszem błyśnie od czasu do czasu i nie wypina klaty z tego powodu, by mu zaraz medal przypiąć. No, ale skoro masz psa, to co ja Ci będę tu… Czekam na wieści przebierając nóżkami. Pa. Anita
Może partię jakąś zakładasz? Nie, to do Ciebie niepodobne… Fundację???
To i ja trzymam kciuki za powodzenie w realizacji nowego wyzwania.Oj, ciekawość mnie zżera……Czarnawiewiórka
Anito, psa mam. Oraz cztery koty, trudno o nioch doprawdy zapomniec, chocby zważywszy na fakt, że Bobcio po raz conajmniej 12-ty załatwił mi ładowarkę do komórki, metodycznie gryząc ją na centymetrowe kawałeczki. Od soboty jestem bez telefonu. I aż się śmieję na myśl o minie sprzedawcy w zaprzyjażnionym już sklepie z ładowarkami:))Nie, postanowiłam zrobic coś innego, gigantycznego, nierozsądnego i wizjonerskiego. Na pewno o tym napiszę, na razie musze wykonac czynności tzw. przygotowawcze:)))Ale przynajmniej nie będę się nudzic, o!
Li, kupujesz psa???!!! Anita
trzymam lapy i umieram z ciekawosci CO to za rewolucja :)
cudowine! Czerwiec, szczególnie tak upalny jest dobrym momentem na takie postanowienia :)
brzmi intrygująco – niezależnie od tego co to będzie – trzymam kciuki za powodzenie!
no to będzie się działo … :)Za każdy pomysł, za kazdy ruch – trzymam kciuki :)
Mam w sobie za dużo lodu Anabell;-) Działa przeciwogniowo:)
Tylko nie spłoń w ogniu tej rewolucji, proszę.
Rewolucję Krystyno, rewolucję:))
O! Bardzo jestem ciekawa co wymyśliłaś! Pozdrawiam!