Jestem rozbita jak kotlet schabowy w podrzędnym barze-
cieniutko i do granicy przezroczystości.
Opanierowana w codzienne problemy,
zmagam się z męczącym dniem,
czekając na spokój nocy.
Powietrze w Krakowie zdominował smog, widzę go wyraźnie,
a wyobraźnia podsuwa mi obrazy trujących dioksyn,
wpadających bez pozwolenia w moje płuca.
Marzy mi się sosnowy las, inhalacje
i ucieczka z tego wielkiego miasta,
co ja, u licha, tu robię?
Zawsze chciałam mieszkać nad morzem, wdychać jod,
w nocy widzieć gwiazdy na niebie,
a truję się w samym centrum
najbardziej zanieczyszczonego miasta w Polsce.
Na własne życzenie.
Gdzie podziały się moje marzenia?
Jestem wściekła.
Jestem wściekła, bo mój własny los kpi sobie ze mnie,
gra w nie-wiadomo-co, wystawia na próby,
męczy, poniewiera i jeszcze ośmiela się mamić mnie wyobrażeniem,
że mam na niego jakikolwiek wpływ.
Jestem wściekła, bo ciągle w to wierzę, w ten wpływ,
w wykuwanie własnego losu, w afirmację
i moc pozytywnego myślenia.
Jestem wściekła, bo najbardziej chyba boli mnie rozdarcie pomiędzy oczekiwaniem, a rzeczywistością.
Myślę pozytywnie, myślę pozytywnie, myślę pozytywnie,
wszystko mija, nawet najdłuższa żmija,
będzie dobrze, bo nie może być inaczej.
Lubię przekraczać granice swojej własnej wściekłości,
bo za nimi są nowe możliwości,
trzeba przewietrzyć ten duszny smog niewiary w siebie,
kurde, kurde, kurde, no!
Li.
Wiem, że Li nie zamieniłaby nigdy swojego pięknego mieszkania , ale na powietrze narzeka:).
Zawsze jest coś za coś.
Tatry to widać tylko przy dobrej przejrzystości powietrza, bo mieszkam w Krakowie.
Nie chcę sprzedać, chcę tylko zamienić się z Moniką:)
Sądzę, że najpierw Li musiałaby się zamienić z baranem na głowy.
Parkiety nie wszędzie są ( nie ma w WC, łazience, przedpokoju i kuchni), a resztę możesz dywanami zakryć:)
Za ile gonisz te parkiety z widokiem na Tatry?
Chętnie się z Tobą zamienię.
Mieszkam poza centrum , na wzgórzu , u mnie żadnego smogu nie ma, powietrze czyste jak kryształ, nawet Tatry widać.
Oferuję nowe komfortowe ( parkiety np.) mieszkanie na ładnym osiedlu.
Oczekuje propozycji:).
nie lubię parkietów ;-)
he he, oferuję starą chałupę na zadupiu, linoleum i beton, goła cegła miejscami, grzyb. Za to dookoła drzewa, góry w oddali, świeżego powietrza w trzy trąby :) a jak gnojówką zajedzie, to odlecisz :D
dzisiaj jest tylko fajny i chyba już ostatni taki ciąg liczbowy w tym tysiącleciu godz 12.12 dnia 12.12.2012 roku:)
ZaTa, odstaw szampana :) Za 10 dni :D
nosz w mordę!
mówisz…?
Kochane, ale czy cokolwiek ma znaczenie?…czy to nie na dzisiaj Majowie wykrakali KONIEC ŚWIATA? ;)
Zgadzam się z sisinką :) – baba ze wsi takoż.
Proponuję klinek na splinek:
Niech Moc będzie z Tobą.
Li, Łódź-miasto bez fabryk i kominów- czeka…
Pal licho moja wirtualna anonimowosc !
Prosze o podpisanie listy obecnosci wszystkich „klikaczy” Precla pod ostatnim postem Preclowej…nie jestesmy automatycznie wygenerowani :-) Za kazdym klikiem kryje sie osoba, dobrze zyczaca Preclowej. Ujawnij sie ( Nickiem) pod jej postem !!
li, mieszkasz w ścisłym centrum Krakowa i masz najładniejszy taras na świecie. nie możesz mieć wszystkiego. baba z podkrakowskiej wsi.
ja też nie jestem automatem i się tam zameldowałam :)
Tez mnie zazdrosc zzera za te „realne” kontakty…a my biedne wirtualne zuczki popatrzec tylko mozemy :-)
Li – ja dalej czekam na namiary…
ale z aLusią to my już dwadzieścia parę lat … :)
Się znamy. /i kochamy/
Kurcze, czy Wy tutaj wszyscy znacie się w realu?
no!:)
ej, a na mnie:):)? też?:)
A do Ciebie to własnie oddzwaniam :)
Czuję sie ostatnio podobnie. Nienawidzę wyczekiwać…ale nic nie mogę zrobić…to minie…
Dzwoniłaś. Dopiero wróciłam do domu :(
moja droga, wszak to sama radość wracać tak po nocach:)
och, a chciałam go zlekceważyć, bo telefon tak dalekooooo :)
Ja tam czekam wiernie na Ciebie. Jak Penelopa.
Napisałam SMS-a
Czyżby się jakaś imprezka szykowała? Jeśli Ania M. i Ty nie macie chęci spotkania się tylko we dwie, to chętnie się dołączę. Czekam na
info.
ale my mamy chęć :)
Myślenie pozytywne jest przereklamowane i zdradliwe. Przede wszystkim dlatego, że czasami musi coś nie wyjść, nie z Twojej winy nawet, przeważnie głównie nie z Twojej. Jeśli przejmiesz się za bardzo ideą pozytywnego myślenia, w takich sytuacjach za często będziesz winić siebie, że myślałaś za mało pozytywnie, że zwątpiłaś itd. We wszystkim chyba przydaje się umiar, w pozytywnym myśleniu też. Ono tez bywa męczące, tak myślę:)
Aha, Aniu, myślenie pozytywne bardzo męczy, to prawda.
Bo trzeba coś robić ;-)
Pogrążenie się w beznadziei daje przynajmniej luksus nic nie robienia:)
Cóż, nie do końca to miałam na myśli ;)
Ale myślę, że musimy napić się razem wina:)
Niebawem.
no wiesz, szukam najkorzystniejszej interpretacji ;-)