zajętości dołożyłam sobie największą- remont w moim kalabryjskim domku. Tak- domku, domeczku, tylko tak o nim myślę i zawsze z największą czułością.
Wielka demolka i prucie wnętrzności zaczęło się w poniedziałek, 25 maja 2026 roku. Chcę zapamiętać tę datę. Stałam w pyle i hałasie i byłam szczęśliwa. Remont zrobił się poważny i bez pardonu, powiadam Wam. U mnie nie ma półśrodków, wymieniam całą instalację elektryczną, pamiętającą lata siedemdziesiąte, dorabiam gniazdka, włączniki, kinkiety, wymieniam wszystkie rury, zmieniam ich położenie, oszalałam, ale w tym szaleństwie jest obietnica przyszłego spokoju.
Domek cierpi i krwawi z rozprutych kamiennych ścian. Instytucja bruzdownicy nie jest moim majstrom znana, zresztą zobaczcie sami. Antonio twierdzi, że będzie pięknie, a ja mu wierzę, bo przecież nie może być inaczej.

Czy pisałam już o tym, że moja miejscowa koleżanka Elia podarowała mi meble, które miały skończyć na wysypisku śmieci? Zostały już do mnie przewiezione, złożone i cieszą oko. Muszę odjąć im ciężkości, bo są godne, bardzo godne, haha, ale na tym skupię się później. Wybór gałek meblowych i wsporników do półek jest jeszcze przede mną.
Wróciłam z Kalabrii w nocy z poniedziałku na wtorek. Tak bardzo chciałabym tam być! I PILNOWAĆ!
Siedzę w Krakowie jak na szpilkach, rzucam się na te strzępy informacji, jakie ragazzi raczą mi przesyłać. Miałam lecieć do Włoch dopiero po połowie miesiąca, z Gusią i jej ragazzo, ale nie wytrzymałam i wpadnę tam na dwa dni w przyszłym tygodniu. Namówiłam na ten krótki wyjazd moją Karolcię, która z kolei wpada na dwa dni do Krakowa, naprawdę szaleństwo z tymi lotami. Ale muszę wiedzieć co się dzieje. Jestem kobietą, a to w Kalabrii z definicji stawia mnie niżej, z czym oczywiście walczę, ale wiecie jak jest. Pietro-elektryk był bardzo zdziwiony gdy zażądałam, by kable w ścianie szły pod kątem prostym. Po pierwsze skąd to wiem, a po drugie jak śmiem zwracać mu uwagę. Ragazzi są w szoku, że mam pojęcie o sprawach budowlanych, ale kto pamięta opisywaną przeze mnie budowę mojego domu pod gwiazdami, ten wie:) Nie daję się zbyć, wiem o co zapytać, dla nich to po prostu szok. Lansuję tu tezę, że Polki znają się na wszystkim, bo mężczyźni w Polsce, to…:)
Później wstawię zdjęcia mebli od Elli. Mam potężną sześciodrzwiową szafę, wielkie łóżko, nakastliki, komodę z lustrem, kilka lamp, kochana Elia umeblowała mi zupełnie jedną sypialnię. Ach i dostałam jeszcze kredens. Będzie idealny do kuchni, choć na razie nie wyobrażam sobie jak go tam przetransportuję. Kuchnia jest na drugim piętrze… a on jest potężny i swoje waży. Ale za to włożę do niego całą zastawę. Jak już ją będę mieć. Na razie kupiłam śliczne miseczki, ot tak, by się pocieszyć, że już coś mam.
Jak wszystko mi się uda, to domek będzie cudownie przytulny i śliczny. A przecież wszystko mi się uda, bo dlaczego miałoby się nie udać? Prowadzenie remontu 2400 km stąd obecnie wydaje mi się absolutnie normalną sprawą. A jeszcze rok temu nawet o tym nie myślałam. Kocham życie za wieczne niespodzianki!
Li
Cala moja Li!😍No pewnie, że się uda! Pokaż meble🥰
Nie chciałabym podcinać Pani skrzydeł. Jestem daleka od tego, ale nie wszystko tam jest takie kolorowe i cudowne. Oby nigdy nie musiała Pani korzystać tam ze służby zdrowia. „Miłość” z Riiną też bym nieco ostudziła. Teraz jest fajnie, bo „pilnuje” budowy, Pani interesów, ale po czasie, ta zbyt bliska znajomość będzie bardzo męcząca i kłopotliwa. Riina będzie zawsze, wszędzie, w każdym kącie, w każdej chwili Pani tam pobytu. Jak wszędzie ludzie są róźni, często bardzo źli i tam takich też nie brakuje. Dziś jest Pani atrakcją, ciekawostką, osobą z egzotycznego kraju, która kupiła tam dom. Za chwilę (oby to nigdy nie nastąpiło) coś im sie nie spodoba, coś zrobi Pani nie tak, jak oni by chcieli i stanie sie Pani wrogiem. Powtórzę, proszę się cieszyć chwilą, proszę smakować widoki, smaki, smakować morze i słońce, ale proszę też bardzo uważać.
Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Nie jestem aż tak naiwna:) A ze względu na charakter mojej pracy, znam najgorszy typ ludzi. Niemniej jednak i póki co zwyczajnie się cieszę, nikomu nie podpadam, jestem miłą kobietą z Polski, która pokochała kalabryjskie miasteczko (zresztą ku ogólnemu zdziwnieniu miejscowych;D
Polska egzotyczna?
Dla Kalabryjczyków – tak.
A mój elektryk Pietro już dwa razy był w sanatorium w Nałęczowie, w szoku byłam:)
I tak to powoli krakowski dom staje się seconda casa…
Perspektywa włoskiego lata wygląda cudownie
Podziwiam entuzjazm remontowy.U nas zamiar remontu kuchni(koniecznego)osiąga pełnoletniość :D,nie mam jakoś szczęścia do projektantów i wykonawców
Pozdrawiam
Joanna
Dzieje się!
Nie mam już pomysłu co zrobić z komentarzami, trudno-piszcie anonimowo, nic na to nie poradzę.
ciekawam tych mebli