zapanowałam nad czasem, przeleciał przeze mnie jak meteor, nawet nie zauważyłam! Wróciłam w nocy w poniedziałek z Kalabrii, szczęśliwie nieszczęśliwa, to taki dziwny stan w którym miesza się satysfakcja, poczucie spełnienia, ogromna tęsknota i mnóstwo pomysłów. Mój włoski domek zaczyna nabierać koloru i mnie. Nie myślę o nim inaczej jak „mój włoski domek”, domeczek, moja bombonierka, schronionko przed pierwszym życiem. Znalazłam najbardziej swoje miejsce na świecie, nie chcę szukać niczego innego. Dzisiaj leci tam Gusia z Michałem i po raz pierwszy w życiu zazdroszczę czegoś swojej córce.
Odkryłam też niezwykle bogate źródła wszystkiego, czyli sklepy z używanymi rzeczami. Nie do wiary czego ludzie się pozbywają!














Zdjęcia są w przypadkowej kolejności i na różnych etapach, porządnie wszystko sfotografuję gdy! gdy! polecę tam za tydzień! Ale już wiem, że zaczęłam zbierać talerze na ściany! Są takie pięknie i tak bardzo w miejscowej kulturze. Mam już trzy! Poza tym muszę coś zbierać, to mnie nakręca i daje mnóstwo radości. Musiałam zmienić gałki w meblach kuchennych, zielone choć śliczne, były fatalnej jakości, zostawały w rękach (precz z Temu). Kupiłam w miejscowym sklepie inne, bardzo porządne i o wiele ładniejsze.
Chaotycznie i na razie tyle!
Li
Dzięki, że znów piszesz, bo bardzo mi Cię brakowało. Wnętrza są bosssskie . Serdeczności
Woooow!
:)
zaimponowalas mi Li. Bardzo jestem ciekawa calosci bo to co pokazalas jest piekne, lekkie, niby wloskie a bardzo indywidualne. Moim zdaniem masz swietny gust i niezwykly dar. Nawet ta podloga jest spojna z caloscia a tez nie jestem jej fanka. Obrazy Twojej przyjaciolki jakby stworzone do tych wnetrz. Gratulacje i czekam na wiecej!
Dziękuję za miłe słowa! Też nie jestem fanką tej podłogi! Tym bardziej, że ragazzi pomylili kolor fugi i dali za jasną. Ale nie skupiamy się na podłodze:) Wnętrze wygląda już trochę inaczej niż na zdjęciach, poprostu spieszyłam się z robotą i ostatecznie przed wylotem nie zrobiłam zdjęć całości.