Ciągle gniazduje

we mnie „matka-kwoka” i mimo wielkich wysiłków nie jestem w stanie jej wyeksmitować. Mam przecież dorosłe dzieci! „Niech no tylko dorosną! Nie będziesz się już tak martwić, mówili…” A jednak poziom troski o moje małe duże nie opada wraz z wiekiem, mało tego- jakby zmienia natężenie, czerpie z innych danych i kieruje wektor troski w inną stronę. Bo teraz martwię się lokalnie i globalnie- poza codziennością, pracą dla nich, szczęściem osobistym, to o ich dalsze życie w czasach wojem, braków wody, wielkich zmian klimatycznych i AI. Największe marzenie? Być wolną od trosk. Co ciekawe, o siebie nie martwię się wcale. Que sera, sera.

Wczoraj miałam stresującą noc, bo martwiłam się o Guśkę, która niespodziewanie poproszona w nocy o przysługę, pojechała na lotnisko w Lamezii po córkę przyjaciółki, której spóźniony samolot wylądował po godzinie odjazdu ostatniego autobusu z lotniska i dziewczyna z kolegą, nie mając w zanadrzu innej opcji (hm…) znalazła najprostsze dla siebie rozwiązanie i napisała do Gusi. Moje dziecko jest prawdomówne i prostolinijne, nie ściemniła więc że piła wino, tylko przed północą wsiadła w auto i pojechała po nich, to były trzy godziny w aucie, a bardzo nie lubi jeździć w nocy. Czy ja bym też tak zrobiła? No niestety tak. Wkurzałabym się, ale pojechałabym na to lotnisko. Właśnie dlatego, że chciałabym, żeby w takiej sytuacji inna matka pojechała po moje dziecko, żeby było bezpieczne.

Tylko, że… u mnie nie byłoby takiej sytuacji, miałabym w zanadrzu inną opcję, choćby nocleg w hotelu przy lotnisku. Moje dziewczyny też by tak zrobiły, bo samodzielność i twórcze rozwiązywanie swoich problemów to podstawa życiowej zaradności. Warto pomagać i warto prosić o pomoc (wspomnijmy tu wdzięcznie Pana Edwarda), ale ta prośba o pomoc nie może być efektem pójścia na łatwiznę. Trzeba najpierw powalczyć samemu. Takie jest moje zdanie i takie też zdanie przedstawię mojej przyjaciółce. Albo trzeba wybierać lot w ciągu dnia, jeżeli nie wypożycza się auta, tylko liczy na komunikację zbiorową.

Czy jestem wredną małpą? Na całe szczęście coraz bardziej jestem!

Li

Dla złagodzenia przekazu zdjęcie bez związku. Kwoka z kurczakiem.

2 Responses to Ciągle gniazduje

  1. Li's awatar Li pisze:

    Zawsze chętnie pomagam, ale ten wczorajsze zdarzenie trochę mnie wkurzyło. Moja przyjaciółka nie czyta mojego bloga, więc rozmowa z nią jeszcze przede mną. Ważne, by nie czuć się przedmiotem manipulacji. A serca mamy, byłam ostatnio na EKG i jest:D

  2. bluuu's awatar bluuu pisze:

    Piękne jesteście. I z sercami po właściwej stronie!
    Ale fakt, asertywnym trzeba być, żeby się po drodze gdzieś nie zgubić, nie dać wykorzystać i nie pozwalać, by inni naruszali nasze miękkie podbrzusza. Bo chyba nie po to żyjemy, żeby być na każde zawołanie – zwłaszcza że są opcje (jak w tym przypadku – nocleg w hotelu przy lotnisku).
    Mój telefon automatycznie przechodzi w tryb nocny o 22.00 i do 6.30 nikt się do mnie nie dodzwoni.
    W nocy chętnie śpię i niechętnie gdzieś się tłukę 🙂

Dodaj komentarz