Jeżeli

chodzi o koszty mediów domu w Kalabrii, to ze względu na fakt, że ten dom jest tzw. seconda casa, czyli drugi dom, koszty nie należą do najniższych. Nie mogłam go kupić jako prima casa-pierwszy dom, ze względu na rezydencję podatkową. Nie wiem jeszcze tego, ile będzie wynosił podatek katastralny, spodziewam się kwoty ok 1550 euro rocznie. Przyszedł mi roczny rachunek za śmieci- 125 euro, płatne raz w roku. Rachunek za prąd dla cudzoziemców jest wyższy niż dla Włochów- za miesiące letnie wyniósł po 120-130 euro za miesiąc, a same opłaty przesyłowe to ok 50-60 euro miesięcznie. Jesienią, zimą i wiosną będę wpadać raz w miesiącu na kilka dni, najdroższe więc będą wakacje z hulającą klimatyzacją. Ale co tam, to tylko pieniądze! Przyjemności, spokoju, obcowania z pięknem, kociej miłości, obserwacji moich bugenvilli i zmieniających się kolorów morza widocznych z tarasu nie zabierze mi nikt.

A może z czasem rozważę panele fotowoltaiczne na dachu, na co bardzo namawia mnie Antonio. Piano, piano.

Domani:)

Na początku października widok był taki:

W listopadzie mam w planach samodzielne pomalowanie tarasów. Posadziłam bluszcze, liczę że mnie nie zawiodą i pięknie pokryją mury. Najbardziej cieszę się z tego, że lecę ze Starszą, a ona jeszcze nie widziała domu po remoncie. Ostatni raz była ze mną w czerwcu, gdy hulały po ścianach młoty pneumatyczne. Nie widziała swojego pokoju, ani starej/nowej lampy.

Nie wyśmiała jeszcze mojej kolekcji rybek na tarasie:

Nie zabrałam jej jeszcze do restauracji z takimi przystawkami:

No i nie zobaczyła tego cuda, samodzielnie przydźwiganego:

Ten wielki wazon kupiłam w Badolato, u Domenico, którego poznałam parę przyjazdów wcześniej. Dawał mi zawsze bardzo duży rabat, bo miał kiedyś dziewczynę z Polski. Rzuciła go, ale sentyment pozostał. Powiedział mi, że przenosi się do Toskanii do Grosseto i rzeczywiście, gdy przyleciałam do Kalabrii w październiku, to na placu u Domenico stał wielki TIR, do którego pakowano wszystkie te cuda. Miał wielką wyprzedaż donic, kupiłam naprawdę śliczne donice za 15 euro. Ten wazon pierwotnie kosztował 100 euro, kupiłam go za 40 euro i wycyganiłam za 10 euro ten cudny, żeliwny stelaż (a nawet dwa). Nie chciał mi ich sprzedać, bo nie ma już kowala, który takie dla niego robił, ale jak wspomniałam… miał słabość do Polek. I tylko powtarzał- idź już, idź już:)) Pożegnaliśmy się czule, mam jego numer telefonu i solenną obietnicę, że jak kupię dom w Toskanii, to ….

Nie zdradzę Kalabrii, to moje miejsce na ziemi, mój zajmowacz myśli, wyzwalacz kreatywności, siła napędowa do życia.

Udała mi się ta Kalabria, jak nie wiem co!

Li

Skomentuj