Pierwszy raz

od dłuższego już czasu nie wiem co robić, co myśleć, jak przeciwdziałać. Podskórnie czuję niebezpieczeństwo, ale czy w XXI wieku powinnam bać się wojny? A przecież jest za naszą granicą, i to pełnoskalowa. Chroni nas umowny pas ziemi. Krucha to ochrona. Czy muszę robić zapasy, kupować baterie, radio, wodę, koce przeciwpożarowe? Moja przyjaciółka była na szkoleniu dla sędziów i połowa czasu tego szkolenia poświęcona była ewentualnej wojnie. Mam znajomych, którzy kupili cegły do zamurowania okien. W piwnicy mają 200 zgrzewek wody. Robią zapasy konserw. Są przygotowani. W mojej lodówce są oliwki, sery, kefir i łosoś. No i zamrożone grzyby, krewetki, brokuły i zielony groszek. Na tym co mamy w domu, może przetrwałybyśmy tydzień i to pod warunkiem, że będzie prąd. Tylko herbatek mam na trzy lata do przodu. No i miesięczny zapas kociej karmy po ostatnich zakupach na Zooplusie. Klusia je tylko jeden rodzaj karmy, jak jej zabraknie to nie zje niczego innego, kiedyś głodowała przez dwa dni. Czarny i Mania zaczęliby polować i przynosić nam myszy i ptaki, tego jestem pewna. To kochający nas mordercy.

Nie, nie ucieknę do Kalabrii. Mam tu leżącą matkę i L, nie mogę ich zostawić. Mam koty. A moje dziewczyny nie uciekną beze mnie. Co robić… Co robicie? Co myślicie? Napiszcie!

Ludzie ludziom zgotowali ten los.

W słowie cZŁOwiek jest słowo ZŁO.

Li.

Skomentuj