przez okno na padający deszcz i jestem spokojnie szczęśliwa. W Kalabrii nie przeszkadza mi nawet deszcz, bo i tak widok na miasteczko, na wzgórza i na morze mnie koi. Wstałam wcześnie rano, wyspana i bardzo zadowolona. Wczoraj przyleciałam tu razem z Karoliną i z uciechą patrzyłam na jej zszokowaną minę. Biedne dziecko, doznaje tu kolejnych szoków- pierwszy szok, to był pierwszy dom i skrobanie ścian. Przyleciała ze mną w lutym dwa tygodnie po jego zakupie. Wymarzła, zniosła wszelkie niedogodności, ale widziałam że jest przerażona zakresem robót i moim optymizmem. W czerwcu przyleciała ze mną na dwa dni zobaczyć drugi dom, no i zobaczyła wyprute ściany i ogólną budowlaną ruinę. Miało być inaczej, ale wiadomo: piano, piano, domani, sei tranquilla…. Spałyśmy wtedy u Riny. Wczoraj pierwszy raz zobaczyła na żywo efekt mojego szaleństwa i odebrało jej głos. Cudownie!!! Wszystko jej się podoba, choć zabroniła mi kupować więcej ceramiki. A ja byłam szczęśliwa widząc jak leży sobie na kanapie czytając „Dolcze wita” Leszka Talko, pije kolejną herbatkę, a ma w czym wybierać, bo moja szuflada z herbatami wygląda tak:

Miałam długa rozmowę z Antonio na temat dalszych prac. Chcę zrobić druga łazienkę i koniecznie elewację. Denerwuje mnie wykuta dziura przy drzwiach wejściowych, ale Antonio twierdzi, że to styl borgo, haha, tja… Kalabria uczy mnie cierpliwości, zaczynam to doceniać, gdy coś dzieje się wolniej, smakuje lepiej i radość jest rozciągnięta w czasie/szukam pozytywów. A teraz przede mną szukanie płytek do łazienki, płytki kuchenne postawiły wysoką poprzeczkę. Mam ochotę na coś absolutnie vintage, bardzo prostego, wręcz rustykalnego. Będzie się działo!
A póki co, wbrew zakazom Karolci pojedziemy do sklepów z używkami, mam jeszcze bardzo dużo ścian i miejsca na piękną ceramikę. I przestało padać! Całe szczęście, bo to jest trzeci raz Karoliny w Kalabrii i jeszcze ani razu nie doznała ładnej pogody.
Li