POCZĄTEK, CZYLI U MNIE ŻYJESZ INTENSYWNIE, ALE O TYM NIE WIESZ.
Intryguje mnie.
POCZĄTEK, CZYLI U MNIE ŻYJESZ INTENSYWNIE, ALE O TYM NIE WIESZ.
– o co Ci chodzi, no o co? Przecież mówię Ci o każdej dobrej ocenie i prawie o każdej złej!
Rety, zaczynam się śmiac i to by było na tyle marzeń o autorytecie.
:)
Li.
Mój domowy laptop zepsuł sobie sam matrycę. Bo jak nie on, to kto?
Oddany do naprawy tęskni. Na pewno tęskni.
Dzieci są niewdzięczne i nie chcą dzielić ze mną swoich laptopów.
(Nie wiedzą, że to prosta droga do wydziedziczenia).
Odcięta od sieci w domu, w pracy nie mam czasu na pisanie bloga.
Wieczorami, w łóżku na http://www.vod.onet.pl/ nie mogę oglądać swoich ulubionych, obciachowych seriali.
Pozostaje mi czekać na dobry humor serwisanta. To przekleństwo posiadania gwarancji.
A dziś w dodatku jest Moniki, Floriana i Wieńczysława.
Nie znam żadnego Floriana. Piękne imię…
4-go maja! Zapomniało się, co?
Moje imienniczki mocno całuję!
Li.
Brakuje mi godzin.
Ilość otaczających mnie ścisłym pierścieniem spraw nie pozwala dojść do mnie wolnemu czasowi.
Wieczorem padam, rano wstaję.
Muszę się odkopać.
I dlatego jest tak jak jest.
Miłego!
Li.
Przeżywam stany w skali dotąd mi nieznanej.
Gubię się w nich i desperacko szukając poczucia bezpieczeństwa najchętniej nie opuszczałabym granic łóżka, tu czuję się najlepiej.
Stany depresyjne? Możliwe. I na mnie musiała przyjść pora Wielkiej Smuty.
Boli mnie cały mój środek, szalejący w nim niepokój czyni spustoszenia, wznieca pożary i powodzie łez.
Nie piszę, nie odpowiadam na maile, nie wchodzę na gg, nie chce mi się gadać przez telefon, nie chce mi się z nikim spotykać, nie chce mi się niczego poza świętym spokojem.
Muszę znowu znaleźć w sobie siłę, ale nie mam siły jej szukać. Ot, klasyczna pętla na szyi.
Czasem słońce, czasem deszcz…
Wszystko mija, nawet najdłuższa żmija.
Clematisy na tarasie wypuszczają nowe pędy.
Li.
Zawsze wierzyłam w cuda, ale zaskoczyło mnie nagłe i cudowne poprawienie stanu zdrowia Taty.
Spod bramy stojącej między życiem, a śmiercią w sobotę cofnął się do miejsca, w którym może rozmawiać, coś zjeść i nawet zażądać gazet.
Dalej jest źle i wiadomo, że dobrze nie będzie, ale ciągle jest!
Zaskoczyła mnie też moja starsza córka, spędzająca przy dziadku po osiem godzin dziennie.
Cierpliwa i współczująca, trzymająca za rękę, nie bojąca się, nagle dojrzała… ech!
Kłębią się we mnie myśli, biją o pierwszeństwo, ale nie mam ochoty na ich opisywanie.
Emocje weszły we mnie zbyt głęboko, wydobycie ich na świat byłoby zbyt kosztowne, rabunkowe, muszą przeczekać w spokoju, skrystalizować się i może kiedyś…?
Nie, nie jestem smutna.
„Jestem trochę bledsza, trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca, lecz widać- można żyć bez powietrza”.
Dzięki za piękne maile i wsparcie.
Li.
Pięknego dwudziestego ósmego dnia września 2010 roku (pamiętam słońce i wrzosy na Kleparzu) dostałam maila;
Szanowna Pani,
Jestem redaktorem Wydawnictwa XXX (wybaczcie- coś mi mówi, że na razie lepiej wykreślić nazwę tego zacnego wydawnictwa, ale gdy przyjdzie czas to się przyznam, wrażenie w każdym razie robi, oj robi:))).
Jakiś czas temu znajomy rekomendował Pani teksty umieszczone na blogu, cytując pyszne anegdoty i nie zawsze przyjemne zrządzenia losu.
Będę wdzięczna za informację.
Pozdrawiam serdecznie,
Agnieszka …
Redakcja….
itd.
Przecież wiadomo, że żyję!
I wrócę, tylko muszę jutro pojechać do Wrocławia.
Wrócę, tacy jak ja zawsze wracają…
:)
Li.
Kiedyś, gdy było mi źle-pisałam.
Teraz jak jest mi źle- zamykam się w sobie, bez dostępu do sieci.
To tylko efekt ewolucji.
Pozdrawiam.
Li.
Tata postanowił zrobić swój ostatni bigos.
To słynny bigos.
Gotuje go od dwóch dni, ledwo utrzymując wielką, drewnianą łyżkę.
Zaprosił na niego swoich podobno ostatnich gości.
Przyjdą na podobno ostatni niedzielny obiad.
(Nie radzę sobie, czuję ból wypieranej myśli o jego podobno bliskiej śmierci).
Widzę go w coraz gorszej formie.
Czytam coraz bardziej beznadziejne wyniki badań.
(Ale ciągle nie mogę uwierzyć, że ten bigos naprawdę może być ostatni)!
Wczoraj wypisał mi receptę, zamarłam zobaczywszy jak w ciągu tygodnia niewyraźne stało się jego pismo.
Widziałam jak płacze.
Dużo czyta.
Nagle zrobił się bardzo zachłanny na życie.
Poszłam wczoraj na imprezę, śmiałam się jak nigdy w życiu. Z byle czego i do łez.
Li.
Pogadałam sobie z maczką, zamknęła niedawno swojego bloga.
Moi Drodzy Czytelnicy!
Tu są wyniki konkursu, a mnie od utarcia od wczoraj boli nos.
Wygrały trzy blogi o chorobach, widocznie ten temat jest najciekawszy.
A ja- psiakostka- jestem zdrowa, poza sezonową grypą i alergią.
Jurorka napisała na swoim blogu, że przy ocenianiu kierowała się instynktem, a nie rozumem i jest to niestety widoczne.
A jaki ma to skutek dla mnie?
Powiem szczerze- czuję się jak ofiara rasizmu.
Jestem zdrowa, mam zdrowe dzieci, nie walczę o życie, więc jestem postawiona na niższym stopniu rozwoju w hierarchii blogowego konkursu.
Li.
PRZYDATNE INFORMACJE:
Pampersy 4+, od 9-20 kg.
Ciuchy na malucha 82 cm.
Dziewczynka ma 1,34 cm, jest bardzo szczupła
Chłopiec ma 1,28 cm, również szczupły
mleko Gerber 2
zupki i deserki wszystkie od 5 i 6 miesiąca życia.
Klepali razem biedę, ale umiarkowaną. Nie stać ich było na przyjęcie komunijne dla córki, ale nie brakowało na jedzenie. Piotr zarabiał pracując na dwóch etatach, Sylwia zajmowała się domem i dziećmi, ot przeciętna rodzina.
15-go grudnia 2010 roku Piotr nagle i niespodziewanie został aresztowany na trzy miesiące, podobno za udział w tzw. aferze paliwowej. Trudno mi w to uwierzyć, sądzę że jest to jak zwykle pomyłka organów ścigania, to jest zwykły kierowca, dopuszczam jedynie możliwość, że został wplątany w coś wbrew swej wiedzy i woli. Jakiekolwiek jednak nie byłyby przyczyny aresztu, Sylwia została sama z dziećmi.
Dawała sobie radę przez kilka dni, aż przed Świętami pękła i przyszła do mnie. Bo nie miała do kogo.
Nie miała też na bilet tramwajowy i z głębokiej Huty do centrum miasta przyszła na nogach z dzieckiem w wózku. Kto zna Kraków to wie, jaka jest to odległość.
Dałam jej trochę pieniędzy, kupiłam zapas pampersów, jedzenie, zupki dla niemowląt, itd i zbadałam sytuację.
Jest bardzo źle:
Nie ma żadnych pieniędzy. Jej matka nie żyje, ojciec mieszka w małej wsi gdzieś na Pomorzu i nie może na niego liczyć, pomimo że będąc byłym wojskowym, ma wysoką emeryturę. Ale pije.
Bliższej rodziny w postaci babć, dziadków i ciotek brak, jej siostra ma 19 lat i jeszcze się uczy.
Koleżanki są, ale są to głównie poznane na placu zabaw inne matki, nie ma przyjaciół, za krótko mieszkała w Krakowie, by nawiązać jakieś mocniejsze więzi.
Matka Piotra mieszka ze swoją matką, obie w sumie mają 1700 złotych z emerytury i renty, z czego 1300 złotych wydają na mieszkanie. Od czasu do czasu przynosi Sylwii jakąś bieda-zupkę, ale jest schorowana i sama wymaga opieki, nie można zostawić z nią dziecka i iść do pracy.
Opieka społeczna opłaca dzieciom obiady w szkole.
Czynsz za styczeń wraz z mediami wynoszący 1200 złotych zapłaciła, bo miała na ten cel na szczęście wcześniej odłożone pieniądze. Za luty już nie ma.
Córka zachorowała i nie miała na leki.
Powiedziała mi, że kilka razy dziennie otwiera pusty porfel, jakby miał stać się cud.
Napiszę Wam tak:
nie jestem w stanie sama utrzymać jej z trójką dzieci.
Potrzebne są pieniądze na mieszkanie i na niezbędne rzeczy dla półrocznego dziecka, typu pampersy, mleko i zupki, dla dziesięcioletniej dziewczynki wyglądającej jak mały elf i dla siedmioletniego chłopca.
Znam Sylwię od dwóch lat, widzę jak walczy z losem.
Na rodziców męża nie może liczyć, są na nią obrażeni, tak na wszelki wypadek, żeby nie prosiła ich o pomoc. Mimo wszystko poprosiła- odmówili, bo cytuję: „im samym jest ciężko”.
Sylwia ma trzydzieści lat, a wygląda jak szesnastolatka. Prawie jej nie ma.
Ujmuje mnie swoją troską o dzieci i miłością do nich. Ona niczemu nie jest winna, poza winą w wyborze męża.
Może niedługo, za dwa -trzy miesiące uda się dostać alimenty z Funduszu Alimentacyjnego, jak tylko komornik nareszcie weźmie się do roboty, przestanie bezsensownie szukać jej męża, tam gdzie go nie ma i wyda postanowienie o umorzeniu postępowania o egzekucję alimentów . Mamy wydane przez sąd zabezpieczenie alimentów na tysiąc złotych.
Sylwia dziś wieczorem dowiedziała się, że jej ojciec jadąc autem pod wpływem alkoholu potrącił 74-letniego jadącego prawidłowo rowerzystę, który poniósł śmierć na miejscu.
Ojciec jest aresztowany, grozi mu kilka lat kary pozbawienia wolności, a rowerzystą był dziadek chłopaka jej siostry. Tak to sobie wymyślił los.
Załamała się zupełnie.
Kilka dni temu poprosiłam, by założyła sobie konto.
Jest w tak prawdziwej desperacji, że pozwoliła mi podać swoje nazwisko:
Sylwia Hala, Kraków, nr rach: 65 1050 1445 1000 0090 7055 3459
Może ktoś z Was wpłaci 10 złotych, 20, a może nawet i 50?
W lutym zapłacę za wynajem jej mieszkania, a z Waszych wpłat może uzbiera się na jedzenie dla dzieci, pampersy, mleko i zupki dla małego, bardzo żarłocznego synka. Widziałam go, to wiem. Prawdziwy z niego mały smok, waży już prawie dziewięć kilo.
Potem będziemy martwić się o marzec.
Ręczę sobą, że pieniądze nie pójdą na żaden inny cel, bo to naprawdę jest porządna i uczciwa dziewczyna, walczy z losem jak umie, ale sama nie ma szans.
Muszę powalczyć o wyciągnięcie Piotra z aresztu, jest przecież jedynym żywicielem rodziny!
Trzeba jej pomóc, naprawdę trzeba. Ma zdrowe dzieci, ale za chwilę te dzieci będą głodne.
Patrzę na nią i widzę jak chudnie w oczach, na pewno nie dojada.
Pomożecie? Proszę! Wystarczą naprawdę małe wpłaty, byle od wielu z Was!
A na znajomych z reala powywieram nacisk bezpośredni.
Li.
PS. Taka notka w obliczu konkursu może wyglądać dwuznacznie, jestem pewna, że odezwą się trolle, będą posądzenia o populizm i takie tam, ale mam to w swojej wirtualnej i realnej d…
Nie proszę o pomoc dla siebie.
Update: Pytacie o adres:
Do przelewu adres starego miejsca zameldowania, u teściów Sylwii, taki ma w dowodzie osobistym, choć podobno teściowie wszczęli sprawę o wymeldowanie jej i dzieci. Jak tak rzeczywiście zrobią to powstanie kolejny problem- bez stałego meldunku w Krakowie trudno będzie uzyskać pomoc socjalną.
Pomartwię się tym jednak później: ul. Biskupia 11/10, 31-144 Kraków
Do wysłania paczki lub listu właściwy jest adres wynajętego mieszkania: os. 1000-lecia 1/84, 31-603 Kraków
Zakładam, że psychopaci mnie nie czytają :)
Nie mam dziś ochoty na pisanie.
Może Wy coś napiszecie do mnie?
Coś lekkiego, niezobowiązującego, miłego, dowcipnego, z puszczeniem oka, bez oka…
Cokolwiek! Byle bez problemów.
Czuję się dziś opuszczona i samotna, jak sierotka.
Sierotka Monisia (chyba nie ma bardziej dramatycznie brzmiącego zdrobnienia mojego imienia).
Li.
Poniżej: widok z drugiego poziomu na lampę i sterczący kabelek na suficie. Oczywiście, że na etapie budowy było zrobione specjalne wzmocnienie pod lampę, bo już wtedy mialam przeczucie powieszenia tu czegoś ciężkiego. Okazało się jednak, że nie pasuje… akurat ta lampa nie zmieściła się między schodami.
No cóż, na wszelki wypadek nikt pod nią nie staje.
Bobcio zapozował pod rybą, nie mogłam się oprzeć…
Sterczące kable wyglądają jednak dramatycznie przygnębiająco:
Przeprowadziłam się, zamieszkałam, pokochałam, przytuliłam do mojego serca i nie zauważam na co dzień wad, braków i niedociągnięć.
Akceptuję bez zastrzeżeń, ślepo wpatrzona i zakochana do końca świata i o jeden dzień dłużej.
Coś mi to przypomina, haha…
Li.
Sms-y i prośby o nie dojdą pewnie do zestawu moich nocnych mar.
Już mi się śnią, gdy tylko uda mi się zasnąć.
Trzeba niestety głosować nadal. Rzecz jasna, że nikogo nie namawiam, haha, ale spróbujcie nie głosować!
Z tych samych telefonów, na ten sam numer 7122, ta sama treść A01026, tym razem na wybór Bloga Blogerów.
A jury zaczęło czytać wybrane blogi.
Miłego piątku, mój będzie koszmarny, aż nie chce mi się wychodzić z domu.
Li.