z używanymi rzeczami to dla mnie raj. Mogłabym w nich spędzać po kilka godzin, z maksymalnie wyostrzonym wzrokiem, jak jastrząb! Kupiłam w nich takie cuda! Krzesło typu „Savonarola”, oryginalną komódkę, stół, stojak pod amforę, samą amforę, mnóstwo drobiazgów i śliczności. Prawie wszystkie meble dostałam od moich włoskich koleżanek. Kupiłam na włoskich wielkich wyprzedażach (tu są prawdziwe wyprzedaże) na beliani.it kanapę, fotel, stół i krzesła do kuchni. Meble kuchenne też są nowe. Kuchnia ciągle nie skończona, nota bene… Ale cała reszta mebli była już używana! Z historią. Można pofantazjować.


Ten cudowny biało-niebieski talerz na pierwszym planie był minimalnie ubity i kosztował 52 euro. Uznałam, że jest za drogi, tym bardziej że za 53 euro kupiłam kolonialny stolik do kanapy. Savonarola kosztował mnie 50 euro. Stojak pod amforę 52, ale nie mogłam mu się oprzeć. Amfora nie była tania, ale za to jajczarki kupiłam za 60 centów, więc się zbilansowało, ta bardzo prosta zasada ekonomii uwalnia mnie od wyrzutów sumienia.
Talerz poniżej kupiłam na targu, Pan stwierdził, że ma słabość do Polek i sprzedał mi go za 10 euro. Jest ogromny! I piękny!


O ileż piękniejsza jest ta wyciskarka do cytryny niż plastik z chińskiego sklepu, vero? Kosztowała uno euro.

Ptaka zrobiło mi się żal, ktoś go kiedyś pięknie wyrzeźbił, a trafił na wyprzedaż na szrocie, kupiłam go za całe 5 euro. Zielona karafka pięknie łapie światło, cena- 2 euro.

Nie piję espresso, ale mój ekspress w kolorze szałwiowym robi też lungo, kupiłam więc zestaw 6 filiżanek do lungo, z dzbankiem za 15 euro.


Nie mogę doczekać się piątku za tydzień, gdy pojadę pobuszować tam z Gusią. Na pewno wrócimy z łupami.
Cieszę się, że podoba Wam się mój włoski domek, domeczek, myślę o nim z wielką czułością, ubiorę go w piękną elewację, załatam każdą dziurę w tynku, zrobię z niego miejscową piękność, żeby puszył się na ulicy, do tej pory był w cieniu żółtego domu Riny.
Dom Riny mam po prawej stronie, dom Anastazji i Cosimo po lewej stronie. Jestem otoczona życzliwością. Gdy miałam gości, Rina przyniosła mi lasagne, Anastazja miskę fig. Anastazja ma trzydzieści kilka lat, jest bardzo ładna, z pochodzenia jest Białorusinką, została adoptowana przez włoskie małżeństwo z białoruskiego domu dziecka w wieku 8 lat. Wyparła okres sprzed adopcji zupełnie, ostatnio przeżyła szok, bo odnalazł ją jej brat, który nie mial tyle szczęścia co ona i został w Białorusi. Pisze do niej cyrylicą, ona nic nie rozumie, ale jest szczęśliwa. Jest wielką fanką nałęczowskiej śliwki w czekoladzie, Gusia zabrała dla niej dwa pudełka, dla Riny „Mieszankę Krakowską” i krówki, niestety wpędziłam je w nałóg! Wszyscy teraz chcą polskich słodyczy i polskich ciast, sama sobie to zrobiłam.


I tak się toczy sąsiedzkie życie w moim miasteczku, czuję się już jego częścią, dobrze się bawię, gdy schodzą się sąsiedzi i siadają na schodach, leje się winko, śmiechy, jest bardzo ciepły wieczór, patrzę na czekające na mnie/jedzonko koty, rozgwieżdżone niebo i coraz bardziej zasypiające miasteczko. Chłonę to.
W sierpniu miasteczko jest niezwykle gwarne i zatłoczone, zjeżdżają się na wakacje miejscowi z całego świata, otwierają się sezonowe knajpki, są nawet parasolki, jak Lizbonie, haha, światowy poziom.



Li
W naszej mieścinie corocznie w ostatnią sobotę sierpnia odbywa się wielki międzynarodowy pchli targ. Znajdziesz tam wszystko. Za pierwszym razem dostałam oczopląsu i wyszłam z torbą pełną rzeczy zbędnych. Po latach nauczyłam się tam chodzić po konkrety. W zeszłym roku były to dwie filiżanki Rörstand, w tym chciałabym znaleźć srebrne (posrebrzane) tacki, prostokątne, w trzech rozmiarach.
A po pchlim targu idziemy do zamkowej restauracji na lunch z krewetkami i białym winem. Co roku to samo 😂
Ja też już tylko po konkrety! Chyba, że znajdę coś niekonkretnego, ale ślicznego, wtedy tłumaczę sobie samej, że jest to konkretna rzecz:D
no wszystko mi sie w Twoim domu podoba :-) bez wyjątku, podłoga też 😂i miasteczko piękne i atmosfera. Uch jak lubię ten moment, gdy sie człowiek urządza, dobiera…sama radość i sens życia. Ja jestem fanką szwedzkich lopisów, tam znalazłam XVI wieczną szafę wiejską malowaną ręcznie, kryształowe żyrandolwe i mnóstwo pięknych rzeczy za na prawdę dobre pieniądze. chyba muszą postawić dom w Szwecji ;-)
z czułą zazdrością pozdrawiam
Szwedzkie i duńskie! Ściskam:)