szczęśliwym człowiekiem, bo wieczorem lecę do Kalabrii i będę tam aż do poniedziałkowej nocy! Muszę niestety zabrać laptopa i pracę, ale pracować przy stole z widokiem na błękitne morze to ja mogę z przyjemnością. A już pracować mając w perspektywie plażę i kąpiel w morzu, to ulga dla umysłu i przyjemność wręcz zmysłowa.
Rina doniosła mi, że wczoraj przyszła moja cudowna lampa i coś co kupiłam z pewnym pomysłem, ale na razie wygląda jak wielki klęcznik, więc Rina oniemiała.
Daję Wam zagadkę- co to jest? U mnie ma być podręczną półką na książki, ale chyba przeszarżowałam…

Linie lotnicze od listopada zmieniają siatkę połączeń, będą dla mnie bardzo niekorzystne, tylko środy i soboty, nie będzie tych cudownych powrotów w poniedziałek o 22.50, a z lotniska w Katowicach w ogóle nie będzie lotów w sezonie jesienno-zimowym. Skończą się wypady weekendowe, ale będę robić wszystko, by polecieć na cały tydzień w każdym miesiącu! Marzę o tym, bo wtedy „domek za miastem” ma sens.
Li
kwietnik?
Nieeee:)
Tym klęcznikiem to zapunktujesz u pobożnych Włoszek ;-)
Rina była przekonana, że to klęcznik i serio- była w szoku:))