miałam lekcję z Achillusem i zaczęło się trudne, koniec z prześlizgiwaniem się z lekcji na lekcję. Przetłumaczyłam zdanie: Wczoraj oglądałam film, kiedy wybuchł wulkan na Sycylii. Ieri stavo guardando un film quando ha erruttato il vulcano in Sicilia.
Nie mogę się doczekać, by rzucić to zdanie lekko i bez wysiłku rozmawiając z Riną. Padnie z wrażenia!
A jak jej powiem: Szukałam Cię wczoraj rano w domu, ale Cię nie było- Ti ho cercato ieri mattina a casa, ma non c’eri, to pozamiatam. Nie jest łatwo uczyć się nowego języka, ale jestem bardzo zmotywowana i zdesperowana. Muszę rozmawiać swobodnie, nie ma innej możliwości, by wejść we włoskie życie głęboko i nie powierzchownie. Codziennie dostaję dużo wiadomości na whatsappie, tłumaczę je sobie, zapisuję całe zwroty, bo to cenny język mówiony. Dostałam namiary na kilku okolicznych stolarzy, muszę teraz grzecznie i miło pożegnać się ze stolarzem Agazio, by nie zapłonęła włoska krew. Szukam kogoś, kto zrobi mi przesuwne drzwi do pralni, w której chcę zrobić łazienkę tylko dla siebie. Mam wizję drzwi ze starych desek, przesuwanych na stylizowanych antycznych rolkach. Ale nie mogą być zbyt rustykalne, bo w holu stoi szafa od Elli, bogato zdobiona. Ot, takie problemy pierwszego świata.
Pięknie jest za oknem! Planty ciągle są bardzo zielone, widziałam nawet kwitnące kasztany.
Moje koty okupują taras, czas zacząć dzień powstaniem/Lec.
Li
Chyba chciałaś przetłumaczyć, że oglądałaś film „o wybuchu wulkanu” czyli „Ieri ho visto un film su un’eruzione vulcanica in Sicilia”, albo „o dniu, kiedy wybuchł wulkan”. Ech, ta moja dokładność i czepialskość dotyczącą polskiego języka… przepraszam, nie hejtuje (tfu, co za okropny wyraz!) Masz świętą rację, że aby żyć w obcym kraju jak „naturszczyk” (tfu, rusycyzm), to trzeba rzeczywiście dobrze poznać język mieszkańców. Czy w Kalabrii mowia czystym włoskim, czy miejscowym dialektem? W mojej okolicy wcześniej mówiono Plattdeutsch, północnym dialektem niemieckim, i starsi ludzie jeszcze tak mówią, a ja wtedy nic nie rozumiem. Ech, te problemy emigracyjne 😀 😀 😀 Pozdrawiam, I teraz spróbuję powalczyć z bloggerem, żeby mi ten komentarz opublikował 😀
No i znowu się nie podpisałam…. to ja, Basia
A tu się zdziwisz:) Tak właśnie miało być- oglądałam film i w trakcie gdy go oglądałam to wybuchł wulkan na Sycylii. Bez większego sensu, ale ćwiczeniowo ok:)
W Kalabrii w moim miasteczku między sobą rozmawiają w dialekcie kalabryjskim- odmiana guardavese, bardzo twardym i niezrozumiałym dla mnie zupełnie- jest w nim poza łaciną trochę greki, arabskiego, hiszpańskiego i francuskiego.
Ano, tak to masz rację, myslalam, że teraz oglądałaś i Etna wybuchła, a ja nic o tym nie wiedziałam…. :)
Dialekty są koszmarem imigrantów 😀
Basia