Przed wszystkim, a zwłaszcza przed spotkaniem.

14 Maj, 2009
Moja wolność jest bardzo zaborcza. Jestem wolna, a zajęta.
Mogę robić co chcę, a robię to, czego robić mi się nie chce.

No proszę, jak sobie coś zdefiniuję, to jakoś od razu łatwiej mi znieść krępujące mnie kajdany, a zwłaszcza kajdany mojego zawodu (to już będzie przynudzanie, jak po raz kolejny napiszę, że wolny zawód jest najbardziej wyrafinowaną formą niewolnictwa?
Poza tym, definicja ma to do siebie, że w drodze empirii można ją zmienić.

Dziś musiałam jechać poza Kraków w miejsce gdzie absolutnie być mi się nie chciało, do ludzi na których patrzeć mi się nie chciało, musiałam mówić rzeczy płynące wyłącznie z mojego języka, a odrzucone przez mój umysł, koncentrować uwagę na sprawach absolutnie tego nie wartych,
a gdzieś poza mną dzieje się tryskająca świeżą zielenią wiosna!
Nie leżałam w tym roku jeszcze na trawie (choć tak sobie myślę, że z pożytkiem dla moich nerek), nie snułam się bez celu nad Wisłą, nie byłam w Tyńcu, możliwe też, że nie widziałam żadnej gwiazdy- nie pamiętam bym podnosiła głowę do góry.

Codzienność nieznośnie udaje lekkość bytu, a ma wdzięk dobrze rozwiniętego hipopotama- niby łagodna, a pokazuje zęby. Muszę to wszystko co rysuje się przede mną przetrwać, nie mam czasu na igranie z wyobraźnią, bo mogę przegrać z realnym życiem. Stanęłam na ziemi i zrzuciłam szpilki, szybciej chodzę w balerinkach, to i szybciej załatwiam ważne sprawy.

Ale buty są czerwone!
Mam spore obawy przed dzisiejszym spotkaniem ze współwłaścicielami w sprawie budowy.
Na szczęście obok mnie jest L., zrównoważona, rozsądna L. Dzięki niej jakoś jeszcze trwam.
Jej spokój dotyka chłodną dłonią moje rozgorączkowane czoło.
Studzi mnie, tłumi ogień, jak się nie zabijemy pod drodze, to obie będziemy mieszkać pod jednym wspólnie wybudowanym dachem.
A teraz zamykam myśli, kończę kawę i zabieram się za pracę, bo czymś muszę płacić za te cegły ;)
Miłego dla Was!
Li

Nudy na pudy, bo o dręczących mnie problemach

13 Maj, 2009
Ciężka wiosna tego roku.
Ale wczoraj odkryłam przyczynę mojego wielkiego zmęczenia, było to co prawda odkrycie z gatunku: gorąca woda parzy, hehe…, ale przecież każdy ma prawo odkryć swoją Amerykę.
Otóż, tak bardzo męczy mnie brak ruchu i nie ma rady, trzeba wrócić do korzeni i znowu zacząć się ruszać.
Przez życiowe, budowlane i inne absorbujące mnie historie podbite przy okazji leniem, zarzuciłam siłownię i wieczorne bieganie, a te nędzne namiastki ruchu w postaci roweru raz na jakiś czas są tylko mydleniem oczu dla mnie samej. Zarządzam sobie zmianę i dziś wieczorem idę biegać, co oznacza nic innego niż sto kroków biegiem, sto kroków marszem i reanimacja.
Mam kondycję ujemną, ale co tam- dam jej szansę!
W poniedziałek zaczyna się budowlany ruch, wnoszenie narzędzi, przygotowania, budowanie pakamery na podwórku i (o zgrozo!!!) latryny, a przed nami problem kolejny- mieszkańcy drugiego piętra muszą wyprowadzić się na co najmniej trzy tygodnie.
W ich mieszkaniach na okres trzech tygodni, czyli na wylanie i wiązanie się stropu, trzeba będzie postawić stemple i to na tyle gęsto, że nie da się tam mieszkać. Drobiazg, że po ścianach będzie im spływać woda, odciekająca ze stropu wydaje mi się już mniej istotny…
Na drugim piętrze są dwa mieszkania- w jednym mieszka rześka staruszka, mająca szczęśliwie córkę w Krakowie, mam więc nadzieję, że tu nie będzie problemu, a w drugim mieszka małżeństwo, dobrze po siedemdziesiątce, z tym że niestety kobieta jeździ od niedawna na wózku. I z nimi będzie problem.
Jutro mamy zebranie współwłaścicieli z wykonawcą, mam nadzieję, że odpowiednio naświetli im grozę sytuacji, a ja zaproponuję, by przenieśli się do mnie (sama nie wierzę w to, co piszę).
Dzieci zaraz po zakończeniu roku szkolnego wyjeżdżają na wakacje, mogę odstąpić im mieszkanie, jest przecież dokładnie pod ich mieszkaniem, a sama zamieszkam u kogoś z moich znajomych. Problemem będą ich dwa koty, nie wiem jak moje zniosą ich obecność, koty muszę zostawić, ale psa wezmę z sobą, albo dam do Pani Ewy.
Budowa będzie prowadzona, jak to określa wykonawca-ręcznie.
Z powodu usytuowania kamienicy i braku bramy wjazdowej, wszystko trzeba wnieść na podwórko w częściach i tam dopiero składać w całość. Nie ma możliwości postawienia dźwigu od strony ulicy, dach będą rozbierać ręcznie, ciąć na kawałki, zrzucać via rura na podwórko i stamtąd taczkami transportować do kontenera stojącego na ulicy.
Dopiero jak to sobie teraz napisałam, dotarła do mnie groza sytuacji! O rety!!!!
Choć daję słowo, zupełnie inny zwrot ciśnie mi się na usta, ten w którym wibrujące długo rrrrrr pozwala na naładowanie go odpowiednim ładunkiem emocji.
No, ale jest to przyzwoity blog, nie będę przecież tu pisać kurrrrrrrrrrwa, prawda?
Ale co sobie w myślach naużywam to moje.
Miłego dla Was!
Li.

Noc jest najpiękniejszą porą dnia.

11 Maj, 2009
Oddałam auto do myjni i dzięki temu spadł deszcz, powinnam za to dostać specjalne podziękowania od Ministra Rolnictwa.
Może i od Straży Pożarnej?
Siedemdziesiąt pięć złotych za mycie z woskiem ręcznie nakładanym nie wydaje się wygórowaną ceną za nawilżenie gleby.
Burza zrobiła swoje porządki, a za grzechy grzmotów, huków i błysków zostawiła tęczę o idealnej figurze łuku z początkiem na wyciągnięcie ręki i z końcem gdzieś przecież niedaleko…
Tęcza zawsze ma w sobie iluzję bliskości, biegniesz w jej stronę, bo ona już jest za tym domem, za tym drzewem, za łąką, widzisz ją wyraźnie, wyciągasz rękę, a tam pustka…
Ale Ty przecież znowu ją widzisz wyraźnie, iluzja wciąż kusi…
Odwróciłam wzrok i popatrzyłam w drugą stronę na fantastycznie podświetlone słońcem chmury, wisiały nad maistem z bezlitosną zapowiedzią dalszego deszczu.
Wracałam o lekkim zmierzchu do domu, po dniu który pomiędzy swoimi godzinami boleśnie poobijał mnie zmęczeniem. Miałam wieczorem iść na kolację, umówiona byłam od dawna, ale bez żalu odwołałam spotkanie.
Chciało mi się miękkości kanapy i pieszczot dzieci, wariactw kotów, męczącej obecności Pani Ewy- ta kobieta o złotym sercu potrafi wychodzić ode mnie przez pół godziny, nie przestając mówić ani przez chwilę, a co gorsza w kółko powtarzając to samo.
Chciało mi się zielonej herbaty i zobaczenia radości na twarzy Starszej- na imieniny kupiłam jej wymarzony przez nią aparat do „robienia prawdziwych zdjęć”, zwykła cyfrówka nie pozwalała podobno rozwinąć jej skrzydeł, nie mówiąc o braku możliwości ustawienia ostrości, a narzekania na te niedogodności miały trafić dokładnie do moich uszu i dokładnie w okolicach jej imienin.
Trafiły i pięknie zbiegły się w czasie z niezłymi wynikami wywiadówki, rzekłabym nawet-bardzo niezłymi i niech już będzie, że kupiłam jej prezent i za oceny. A może trochę i za to, że tata zapomniał o imieninach, widocznie nie miał poczynionych odpowiednich zapisów w swoim elektronicznym notatniku, ta technika tak często zawodzi, trzeba jednak na wszelki wypadek mieć kopię w konwencjonalnym zapisie, a najlepiej to w sercu.
A teraz przez okno szeroko otwarte wpada mi zapach umytego miasta, złamany ozonem.
Obok mnie kubek z herbatą, dzieci już śpią, a ja robię nic, słuchając muzyki, turlając literkami i ciesząc się sobą.

Znowu ta noc jest tylko dla mnie, stałam przez chwilę w ciemnym oknie i byłam panią tej chwili.

Chce mi się być szczęśliwą, tylko muszę jeszcze trochę się pomęczyć :)

Miłego dla Was!

Li.

Notka o tym co trzeba zrobić, by napisać komentarz.

10 Maj, 2009

Mój kolega Krzyś, dzięki któremu mam taki fajny szablon i bajery-buzery, napisał dla Was kilka słów tytułem wyjaśnienia- mnie w mailach nie pytajcie, bo sama nie wiem jak mi się udało tu zalogować ;-) :

W związku z pojawiającymi się pytaniami odnośnie komentowania na tym blogu, zamieszczam kilka słów wyjaśnienia.

Pod oknem komentarzy mamy do wyboru kilka opcji, które pozwolą wam zostawić komentarz.

Jeśli wybierzemy opcję – Anonimowy, wystarczy tylko wpisać tekst komentarza i zatwierdzić go. Warto jednak pamiętać by w komentarzu umieścić swój nick, bo anonimowy komentarz, jak nazwa wskazuje, nie powie innym czytelnikom bloga kto napisał dane słowa.

Osobom, które nie mają kont na blogspocie, wordpressie itp. polecam opcję – Nazwa/Adres URL. W momencie gdy wybierzemy tę opcję, ukazuje nam się osobne okno gdzie wystarczy wpisać dowolny nick. Pasek adresu URL możemy zostawić pusty lub wpisać adres swojej strony jeśli taką posiadamy. Teraz wystarczy tylko kliknąć Dalej i po wpisaniu komentarza zatwierdzić go.

Osoby, które posiadają konta w google, wordpress i kilku innych serwisach wymienionych pod oknem komentarzy, mogą publikować swoje komentarze pod nickami z tych serwisów.

Dzięki!


Noc z trollami.

9 Maj, 2009
Dziś odkryłam przepis na nieudaną sobotnią noc.
Naprawdę prosty, można podrzucać go wrogom do realizacji, wykończą się sami.
Otóż wystarczy mieć córkę z zacięciem towarzyskim.
Bierzemy jedną córkę i pozwalamy jej w ramach obchodów dziesiątych urodzin na zaproszenie bliżej nieokreślonej ilości koleżanek na tzw. piżama party.
Takie działanie z całą pewnością daje nam gwarancję, że my spać nie będziemy (ale przecież nie śpi ktoś, żeby spać mógł ktoś). Nie śpię więc, ale niestety prawie o wpół do drugiej w nocy nie śpią też dziewczynki w liczbie dziewięciu- udało mi się je nareszcie policzyć. Aby być pewnym, że noc będzie ciężka, przed imprezą należy ulec prośbie córki i kupić wielką ilość rzeczy niedozwolonych na co dzień. Z cała pewnością czeka nas rozrywka w postaci łagodzenia bóli małych brzuchów- ilość wrzuconej w te brzuchy coli, chipsów, czekoladek i ciasteczek wymaga interwencji kropli żołądkowych i parzenia hurtowej ilości herbaty.
Obecnie realizowane są skutki picia herbatki, no i rany boskie, ileż można sikać???
W moim domu o wpół do drugiej w nocy stoi kolejka do toalety, złożona z małych, rozczochranych trolli w piżamkach.
Trolle zajęły wszystkie trzy łóżka, na mnie czeka karimata, wcale nie kusząco rzucona w rogu pokoju.
Nalewam sobie wina i …uruchamiam wyobraźnię, od czegoś ją w końcu mam… wyobrażę sobie świetlistą przyszłość wakacyjną, gdy zostanę sama… ooooch!
Byle przetrwać do rana.
Miłego dla Was!
Li.

Druga, ale więcej liczyć nie będę!

8 Maj, 2009
Czuję się jak pod markizą na włoskim południu.
W związku z tym piję sobie zimne chianti i udaję, że jestem w stanie dolce far niente.
Naprawdę to jestem jeszcze w pracy, ale mam przy sobie młodsze dziecko, które bezkarnie konferuje przez telefon i rżnie w gry na kurniku.pl.
A ja mam w głowie wielki chaos i usiłuję zrobić sobie w sobie porządek.
Od kilku dni odsunęłam sprawy zawodowe na plan dalszy, pewnie niesłusznie i pewnie za to zapłacę, ale na razie jestem pochłonięta sprawami budowlanymi i nieustannym korygowaniem kosztorysu.
Otóż stała się rzecz niesłychana -spadły ceny materiałów budowlanych i to spadły porządnie, boleśnie tłukąc sobie tyłki.
Kosztorys z cenami z pierwszego kwartału 2009 roku jest w związku z tym znacznie zawyżony, co oczywiście cieszy mnie niezmiernie. Takie czasy nadeszły, że podniecam się cegłą POROTHERM 44, cementem portlandzkim, folią paroizolacyjną i takimi tam innymi cudownymi brzmiącymi we mnie jak muzyka.

Moja ulubiona koleżanka K. właśnie wprowadza się do swojego domu i powiedziała mi ostatnio, że na swoje szczęście nie miała świadomości kosztów, bo inaczej nigdy w życiu nie zaczęłaby tej inwestycji.
A ja mam w sobie nieprzebrane pokłady optymizmu i beztroski, oraz bezczelnego, zarozumiałego, pełnego pychy przekonania, że ta właśnie rzecz w życiu mi się uda.
A jeżeli ktokolwiek zna jakikolwiek powód, dla którego miałaby się nie udać, niech go powie teraz albo zamilknie na wieki.
Miłego dla Was!
Li.

PIERWSZA!

8 Maj, 2009
Przeprowadzki mają swój nieodparty urok w postaci przekonania, że nowe to coś lepszego i ciekawszego. Rozglądam się po tym panelu, wciskam kolejne guziczki, podobają mi się możliwości tego bloga, a zwłaszcza łatwość wyrzucenia nieproszonych gości. Jutro zajmę się kolorami na ścianach, rozkładaniem mebli, wieszaniem obrazów i już będę mogła czekać, aż do mnie traficie.
Cieszę się z tej zmiany, bo daje mi ona radość swobodnego pisania!
Choć Nemo pewnie uschnie z tęsknoty, a kobieta-koń straci codzienną rozrywkę, zamknęłam im dostęp do siebie, to doprawdy okrucieństwo nie do przyjęcia.
I o czym będą rozmawiać wieczorami?
Ale za to ja zyskałam wolność dla moich literek, wyszły z więzienia o zaostrzonym rygorze, gdzie kobieta-koń w charakterze klawisza pilnowała każdego słowa.
Smakują teraz wolność i odzyskały chęć do wypadania spod klawiszy na białą kartkę ekranu. I nawet nie trzeba ich resocjalizować, bo przecież było to więzienie polityczne ;-)
A co na to Lec?
Czasem człowiek w węższym kręgu swobodniej oddycha.
Miłego dla Was!
Li.