Wstaję rano,

biorę prysznic, idę na kawę do Riny (dwa kroki od moich drzwi), wracam i czekam.

Dziś jest piątek i zamiast wyluzować mam mordercze myśli.

Przez tydzień mojego pobytu miałam zamknąć dom z poczuciem, że wszystko jest zrobione, a tymczasem większość jest rozgrzebana. Malarz nie skończył malować, stolarz nie skończył kuchni, Agazio musi poprawić kilka rzeczy, w tym niestarannie położoną w trzech miejscach fugę (Jak Ty to zauważyłaś, Monika? Zapytał mnie bardzo zdumiony Antonio. Twierdzi, że go terroryzuję i zaczyna się cieszyć, że w poniedziałek wyjeżdżam:D

Ale są też i chwile szczęścia- po długich poszukiwaniach punktu oprawy obrazów ( adresy w necie są absolutnie nieaktualne- np. w Soverato było dwóch ramiarzy, pojechałam tam z nadzieją- a tu jeden umarł, drugi zlikwidował interes), zdesperowana zapytałam Elię. A ta bez wahania wskazała mi miejscowego fotografa, który w dodatku okazał się przyjacielem brata Riny, więc prawie już jak rodzina. Obrazy będą gotowe za tydzień! I miał bardzo duży wybór ram!

Z obrazami to była heca, nie miałam pomysłu jak je przewieźć, a bardzo nie chciało mi się jechać autem. Ostatecznie ściągnęłam je z blejtramów, zrolowałam i cztery z nich zmieściły mi się na długość w dużej walizce, a dwa wsadziłam do długiej tuby i bezczelnie z nią weszłam do samolotu, kłócąc się pod drodze z niemiłą panienką z obsługi. Ponieważ jednak miałam wykupioną dużą walizkę i bagaż podręczny, to jakimś cudem mi się udało. Ale wyłącznie dzięki z kolei miłej kobiecie przy nadawaniu bagażu, która odradziła mi przywiązywanie tuby do walizki i powiedziała, że mam z nią wejść na pokład, wcześniej prosząc obsługę o naklejkę, I tylko dzięki temu, że zapamiętałam jak wyglądała i mogłam ją opisać przy końcowej odprawie, to niemiła panienka wstrzymując kolejkę na co najmniej 10 minut, dodzwoniła się do właściwej osoby i uzyskała potwierdzenie, że mogę wejść z tubą na pokład samolotu. Tanie linie bardzo zaostrzyły rygory bagażowe i każdy pracownik może liczyć na dodatkowy bonus, bodajże 3 euro za wykrycie nawet minimalnych odstępstw od wymiarów bagażu.

Zdecydowanie poproszę Lidię, by malowała dla mnie obrazy mieszczące się w walizce, choć jaka to strata dla moich ścian!

Kinkiety wiszą i dają piękne światło:

Powiesił mi je brat Riny, bardzo dla mnie miły i bardzo pracowity człowiek. Narzekał na moje pomysły i nie rozumiał, dlaczego wieszam takie stare rzeczy, bo przecież ledy, ledy są najlepsze.

Li

4 Responses to Wstaję rano,

  1. teatralna's awatar teatralna pisze:

    dzięki za info o tanich…a ja widziałam nietypowe bagaże, przecież ludzie z nartami latają. ale oczywiście w luku bagażowym. znajomi różne rzeczy przemycali na kanary. bo tam nabyli dom. może sie już hossa skończyła?? z przemycaniem.

    masz Ty charakter, ja w takich sytuacjach wymiękam… i miałabym krzywe fugi.

    „kandelabry naścienne” robią klimat :-)

    uch, jak ja lubiłam te momenty,,, po remoncie.

    • Li's awatar Li pisze:

      Narty nadaje się osobno, jest za to opłata. Ryanair bardzo zasotrzył politykę bagażową, ale to też trochę przez tych ludzi, ktorzy publikowali w necie filmiki jak przechytrzyć przewoźnika i cały bagaż mieli na sobie. Teraz nie możesz mieć nawet dodatkowej mini-torebeczki powieszonej na ukos. Miałam pomysły by nadać tę tubę, ale bałam się, że zostanie zgnieciona. W desperacji chciałam przywiązać ją mocno do walizki, ale kobieta przy nadaniu bagażu mi to odradziła. Najważniejsze, że się udało! W takich sytuacjach nigdy nie wymiękam, staję w obronie samej siebie:)

  2. Małgorzata Szablowska's awatar Małgorzata Szablowska pisze:

    Dzieje się! Nie mogę się doczekać efektu końcowego :)

    • Li's awatar Li pisze:

      Ba! Ale wiesz, efektu końcowego chyba nigdy nie będzie, bo przecież ciągle coś będę tu dłubać! Ciągle coś znajdować, pół miasteczka już wie, że nie mogą niczego wyrzucać, dopóki tego nie zobaczę:D

Dodaj komentarz